niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 8.

       Wszystkim czas upływał niesamowicie szybko. Zdawało się, że chłopcy dopiero zawitali do Holmes Chapel, a już musieli wracać. Serdecznie uściskałyśmy każdego pokolei, Niall nawet zasłużył na buziaka w policzek od Megan. Wyglądał uroczo zawstydzony. Razem z Zaynem powędrował do busa, by spakować swoje bagaże. Chwilę później w ich ślady poszedł Liam i Lou. Spojrzałam pytającym wzrokiem na wciąż stojącego na progu Lokersa.
- Masz zamiar wyj...- przerwał mi przykładając dłoń do moich ust.
- Ćśś, nie mów nic.- powiedział tonem panicza z XIX wieku. Zaczęłam chichotać, a on pocałował mnie w usta- Będę tęsknił. Niedługo się zobaczymy.- uśmiechnął się jeszcze i wyszedł. Razem z Meg podeszłyśmy do okna. Chłopcy machali nam z samochodu. Kiedy zniknęli już z pola widzenia usiadłyśmy na łóżku pożerając ogromne porcje żelków. Moja przyjaciółka wyjęła jakąś książkę.
- Co to?- zaciekawiona spytałam, a ona podała mi przedmiot- Historia? Uczysz się z historii?- parsknęłam śmiechem niedowierzając. Od kiedy ona była tak zafascynowana tym przedmiotem, że podręcznik miała zawsze przy sobie? Od kiedy była zafascynowana jakimkolwiek przedmiotem?
- Idę na konkurs. Jeśli poświęcę temu trochę czasu, to bardzo możliwe, że zajmę wysokie miejsce i poprawię sobie średnią. Przestań się ze mnie nabijać!- rzuciła we mnie poduszką. Nie poskutkowało, ponieważ nadal chichotałam, kpiąc z koleżanki. Udając focha odwróciła się do mnie plecami. Rzuciłam się na nią z dzikim krzykiem i obie sturlałyśmy się na podłogę.
- Mówiłam ci już kiedyś, że jesteś najgłupszą osobą, z jaką kiedykolwiek przyszło mi się przyjaźnić?- śmiała się podnosząc się z podłogi.
- I to nie raz. Ale to dla mnie komplement.- odparłam. Megan siedziała u mnie jeszcze chwilę, ale po upływie godziny zdecydowała, że pójdzie się uczyć.
        Korzystając z tego, że mam więcej czasu dla siebie, zaczęłam bardziej o siebie dbać. Porównując wygląd mój i Megan uświadomiłam sobie, że nieco się zapuściłam przez ostatnie tygodnie. Włosy, niegdyś lśniące i śliczne, były splątane i postrzępione. Cera była masakryczna, a figura, którą kiedyś mogłam się pochwalić była... ehh, taka sobie. Podczas kiedy ja kurowałam się w domu, Meg tylko zakuwała i zakuwała. Od czasu do czasu tylko dzwoniła, żeby opowiedzieć mi jakąś z ciekawostek, które wyczytała w coraz to większych książkach. To nie było przygotowywanie się do konkursu. To stawała się już obsesja. Skończyła się ona w momencie, kiedy dziewczyna z impetem wpadła do mojego domu, wydzierając się, że wygrała wyjazd do Hiszpanii. Cieszyłam się jej szczęściem. Parę dni później pojechałam z nią i z jej ojcem na lotnisko, by się pożegnać.
- Tylko nie rycz, Megan.- powiedziałam do dziewczyny, widząc łzę spływającą po jej policzku- To dwa tygodnie. Tylko dwa tygodnie. Ciesz się słońcem i nie zapomnij o kremie do opalania.- przytuliłam ją i wróciłam się na parking. Po powrocie do domu usłyszałam dzwoniący telefon. To był Liam, powiedział, że mają dla mnie bilet na finał X Factor. Ucieszyło mnie to ogromnie, że zamiast przed telewizorem będę ich mogła wspierać tam. Pożegnał się słowami: "Muszę uciekać, jakieś dziewczyny mnie gonią". Zdałam sobie sprawę z tego, jak popularni się stają. Jeszcze niedawno niewiele osób wiedziało, kim są chłopcy. Teraz większość kojarzy ich chociaż z nazwy. Otrząsnęłam się z zamyślenia. Spojrzałam na zegarek, jednak byłam już tak śpiąca, że ujrzałam zaledwie zarys tarczy. A więc było już dostatecznie późno. Przebrałam się w piżamę i po pięciu sekundach gościłam już w śnie. Był nietypowy. Stałam na jakiejś pustyni, jeśli tak to można nazwać, wokół mnie nie było nic oprócz lecącego nade mną samolotu. Zrobiłam krok do przodu. Poraziło mnie palące słońce i kiedy otworzyłam oczy samolot spadał w dół. Przede mną pojawiła się z nikąd czarna postać z zasłoniętą chustą twarzą. Odsłoniła ją i spojrzała na mnie oczami, które nie miały konkretnego koloru. Było to tak przeszywające, że po chwili obudziłam się. Do rana nie zmrużyłam oka, co było dziwne, bo wątpię, by było to winą tego, że przestraszyłam się snu. Nieprzytomna wyłączyłam irytujący sygnał budzika i zeszłam do kuchni, by przygotować sobie coś do jedzenia. Po szkole zaczęłam pakować walizki, by następnego dnia wyjechać z powrotem do Londynu, gdzie miałam wspierać 1D w rywalizacji.
           Wszyscy ucieszyli się na mój widok. Nie starałam się nawet szukać hotelu, bo byłam pewna, że chłopcy chętnie zwolnią mi jeden z pokoi w apartamencie.
- Tu masz wolne szafki, a tu materac, a tu są drzwi do łazienki...- zaczął dyktować Zayn.
- A to?- wskazałam na pełno marchewek, które leżały w kącie pokoju. Malik popatrzył się na nie i podrapał się po głowie.
- Louis! Ile razy mam powtarzać, że masz nie rozrzucać warzyw po domu?!- krzyknął Mulat. Sekundę potem Tomlinson wbiegł do pokoju i zaczął pospiesznie zbierać marchewki, jakby był w jakiejś dziczy. Patrzył się na wszystkich i wszystko wzrokiem typu "Jeśli ruszysz moje marchewki, to stracisz głowę". Razem z Zaynem zwijaliśmy się ze śmiechu, patrząc na Louisa, który odpędzał Nialla od "jego skarbów" - jak nazwał marchewki. Blondyn błagał go o chociaż jedną, bo uparcie twierdził, że jeśli umrze z głodu, to będzie to wina Lou.
           Spędzałam z nimi każdą wolną chwilę, raz nawet udało mi się dostać na próbę do finału. Dzień przed podsumowaniem show udaliśmy się wszyscy do pobliskiego centrum handlowego, by następnego wieczora przyzwoicie wyglądać. Wybrałam miętową sukienkę i klasyczne czarne koturny, chłopcy kupili garnitury, co mnie zdziwiło, bo przecierz mieli wolny wybór. Mogli tam iść nawet w dresach. Udaliśmy się do pizzerii. Grupka dziewczyn siedzących obok rozpoznała znajome twarze i momentalnie podbiegły do naszego stolika. Otoczyły boyband ciasnym łukiem, tak, że straciłam chłopców z oczu. Żadna z fanek nie zauważyła przy stoliku dziewczyny rozmawiającej z ich idolami. Uznałam, że lepiej będzie, jeśli w ogóle sobie stamtąd pójdę. Chwyciłam granatową torbę i wyszłam z lokalu. Przy wyjściu z centrum ktoś zaczął mnie wołać. Li biegł za mną. Widocznie tylko on spostrzegł moje zniknięcie.
- Amy! Amy, czekaj na mnie!- krzyczał za mną, podczas kiedy ja totalnie starałam się go ignorować. Zatrzymał mnie, chwytając moją rękę.- Am, przepraszam. Zaraz powiem tym dziewczynom, żeby odeszły.
- Nie przepraszaj mnie. One spotkały swoich idoli, niech się nacieszą. Nie chcę wam przeszkadzać.- uśmiechnęłam się i ponownie zaczęłam iść w kierunku drzwi obrotowych. Payne nie dawał za wygraną. Próbował zaciągnąć mnie spowrotem do restauracji, a kiedy jego zmagania na nic się nie zdawały, wziął mnie na ręcę. Zaczęłam go okładać torebką.
- Głupku, puść mnie!- śmiałam się. Postawił mnie na ziemi dopiero pod lokalem. Reszta One Direction myślała pewnie, że poszłam do toalety, czy coś, bo nawet nie zwrócili na mnie uwagi, kiedy znów usiadłam przy stole. Wszyscy byli już przejedzeni, jedynie Nialler dojadał ostatnie kawałki pizzy i resztki frytek.
           Wszystkie fanki, które były na sali niemal płakały. To już koniec tego programu? Co teraz będzie z ich idolami? Ja nie płakałam dlatego. Poprostu tyle się wydarzyło, zmieniło od tamtego czasu. Byłam z nich najzwyczajniej dumna. Najgorsze było oczekiwanie na werdykt. Nie sam fakt, że nie wygrali programu. Obiecali, że to nie koniec ich kariery i zostaną razem.
          Czekałam na nich w apartamenie, podczas gdy oni bawili się na aftefparty. Żaden z nich niezbyt chciał tam iść, ale byli zmuszeni. Po dwóch godzinach cała piątka wparowała do pokoju. Uściskałam ich.
- Wiecie, jaka jestem z was dumna?- powiedziałam, tuląc Louisa.
- Będziesz jeszcze bardziej, bo nagrywamy singla w Syco Music!- po pomieszczeniu biegał podekscytowany Niall. W ręku trzymał paczkę chipsów. Zaczęłam im gratulować. Zastanawialiśmy się nad tym, jak pierwszy singiel One Direction będzie brzmieć. I co z tego wyniknie. Czy zrobią karierę. Horan chwycił gitarę i zaczął wymyślać bezsensowne teksty piosenek. Postanowiliśmy uczcić to, że dostali kolejną szansę. Do późna siedzieliśmy w przytulnym salonie, grając w butelkę. Po afterparty przyszło jeszcze kilka osób, w tym Cher, którą naprawdę polubiłam. Ze względu na późną porę wszyscy pozasypiali. Wstałam około trzeciej nad ranem, żeby pójść do toalety. Spojrzałam na rażący moje zaspane oczy wyświetlacz telefonu. Mrużąc oczy dojrzałam, że mam dwadzieścia siedem nieodebranych połączeń od nieznanego numeru. Gdyby była to pomyłka, nie zadzwoniłby aż tyle razy, więc przeszłam do swojego pokoju i oddzwoniłam. To co usłyszałam, totalnie mnie załamało. Usiadłam na niepościelonym łóżku, tępo wpatrując się w ścianę. Zaczęło świtać, nawet tego nie spostrzegłam. W głowie kłębiły mi się miliony myśli. Ktoś otworzył drzwi, jednak nie byłam w stanie nic zobaczyć przez łzy w moich oczach.
- O mój Boże, Am.- Harry stanął jak wryty. Nie dziwiłam się. Wyglądałam okropnie - rozczochrane kasztanowe włosy były poplątane, makijaż rozmazany po całej twarzy, a oczy zaczerwienione i podkrążone. Było słychać jedynie mój szloch. Czułam posmak gorzkich łez. Nieporadna, przepełniona uczuciami, których nie dało się opisać. Chłopak podbiegł do mnie i zaczął mną potrząsać, próbując wybudzić mnie z tego koszmaru, który przeżywałam.
- Amy, co się stało?!- krzyczał do mnie, mając nadzieję, że zauważę jego obecność w pokoju.
- Megan nie żyje.- ledwo wydusiłam, poczułam na policzkach kolejny wodospad łez. Stylesa zatkało. Chwilę później poczułam jak obejmuje mnie ramieniem i siada obok mnie. Odwróciłam się, by wypłakać się w jego tors. Nie odezwał się ani słowem, ale potrzebowałam ciszy. Zasypiając w jego uścisku poczułam tylko, jak troskliwie całuje mnie w policzek. Kiedy otworzyłam oczy, spostrzegłam chłopaka leżącego obok mnie. Loki niesfornie opadały na czoło. Spokojny wyraz twarzy sprawił, że momentalnie poprawił mi się humor. Choć na chwilę. Pogłaskałam jego zarumieniony policzek, moment później spoglądały na mnie jego zielone oczy. Czułam w nich zmartwienie i miłość. Dopiero teraz przypomniałam sobie powód mojego beznadziejnego samopoczucia. Mimowolnie zaczęłam płakać.
- Kochanie, będzie dobrze.- powiedział lekko zachrypniętym po przebudzeniu głosem. Widząc, jak bardzo cierpię, chwycił mnie za dłoń i pocałował. Na moment mogłam zapomnieć o problemach.
            Parę dni później wszyscy zjawiliśmy się na pogrzebie. Siedzieliśmy załamani w małej kapliczce, przy ołtarzyku stała trumna. Dziewczyna leżąca w środku miała twarz przesłoniętą białą chustą. Rodzice Megan powiedzieli, bym podeszła do niej pierwsza. Małymi krokami zbliżyłam się tam. Wyglądała tak... obco. Koniec z pełną energii i czerpiącą radość z życia dziewczyną. Przypominając sobie wszystkie nasze spotkania, nawet moment, w którym się poznałyśmy, rzewnie płakałam. Aby spojrzeć na przyjaciółkę ostatni raz, odsłoniłam koronkową chustę.
- Chwila, to nie Megan.- przed sobą miałam kobietę, co prawda podobną do Meg, ale byłam pewna, że to nie ona. Zebrani w kościele momentalnie spojrzeli na mnie.
- Co powiedziałaś?- matka dziewczyny podbiegła do trumny- To na prawdę nie Meggie. Rozpoznałabym swoją córkę!- wszyscy byli wstrząśnięci. Padały pytania o to, gdzie w takim razie jest prawdziwa Megan Steves oraz jakim cudem popełniono taki błąd. Całą sprawę zgłoszono na policję i kazano nam się nie przejmować, bo na pewno to załatwią. Nakazali nam wrócić do Londynu. Oszołomieni incydentem wsiedliśmy do busa i po kilku godzinach byliśmy z powrotem w naszym apartamencie. Panowała tam głucha cisza, nikt nie był w nastroju do rozmów tego wieczora. Cały tydzień chodziliśmy przybici. Następnej soboty do Louisa zadzwonił Simon z informacją, że pierwszy singiel One Direction spodoba im się, i że następnego dnia zawitają w londyńskim studio Syco Music, żeby się z nim zapoznać. Tomlinson namówił menedżera, że jeśli tam z nimi pójdę, na sto procent będę grzeczna i nawet jeśli usłyszę utwór przed premierą, to nikomu nic nie szepnę. Na szczęście brunet był na tyle przekonujący, że Cowell zgodził się na moje towarzystwo.
           O godzinie ósmej rano ochrona wpuściła nas do studia nagraniowego. Usiedliśmy w małym pomieszczeniu z ogromem sprzętu. Za szybą mogliśmy zobaczyć Simona pokazującego gestami, że właśnie puszczają singiel.
- You don't know you're beautiful. That's what makes you beautifil!- kwadrans później chłopcy zachwyceni ich własną piosenką starali się nauczyć rytmu. Od początku wychodziło im to nieźle, a dwie godziny później cała załoga studia śpiewała i tańczyła w rytm "What Makes You Beautiful". Atmosfera była wspaniała i zdałam sobie sprawę, jak wspaniałych mam przyjaciół, kiedy Zayn porwał mnie do tańca. Nawet nowy ochroniarz - Paul - kręcił bioderkami nucąc refren. Mieliśmy z niego niezły ubaw, bo wyglądał przynajmniej jak jakiś niepełnosprawny człowiek. Nieskoordynowane ruchy Simona wcale nie były lepsze. Wykończeni, po dobrych pięciu godzinach nagrywania, wróciliśmy do mieszkania. Menedżer był dumny - nawet ze mnie, bo stwierdził, że świetnie śpiewam! Zafundował nam tygodniowe wakacje w Hiszpanii.
          W Manchesterze mieliśmy wynajęte pokoje w wysokim budynku, którego trudno było nazwać hotelem. Wszyscy goście byli rozmowni i ciekawi spotykanych tu ludzi, więc w holu - bardziej przypominającym domowy salon, tyle że większy - zbierało się sporo osób. Oglądali telewizję, częstowali się smakołykami ze szwedzkiego stołu, niektórzy nawet tańczyli do szybszych piosenek puszczanych na muzycznych kanałach. Od razu wiedzieliśmy, że pobyt tutaj będzie udany, bo atmosfera była niesamowita. Rozpakowaliśmy nasze bagaże. Pokoje były dwuosobowe, więc Louis dzielił go z Zaynem, Li z Niallem, a ja zgodziłam się być z Harrym. Pod wieczór spotkaliśmy się w największym z wynajętych pokoi, gdzie miał nocować Niam. Układaliśmy plan jutrzejszej wyprawy na miasto. Mieliśmy zacząć od obejścia sklepów z pamiątkami, później jakieś muzea itd., bo Paul domagał się zdjęć, a na koniec chcieliśmy wybrać się na jakąś z licznych tutaj dyskotek. Ze względu na to, że niemal wszyscy już zasypiali, a wszystko było już ustalone, wróciliśmy do swoich pomieszczeń.
         Nocą obudził mnie Harry. Niechętnie otworzyłam oczy i patrząc na niego nieobecnie spytałam o co chodzi.
- Moje łóżko jest niewygodne.- uśmiechnął się do mnie- Mogę przyjść do ciebie?- jego maślane oczka były tak przekonujące, że nie dało się mu odmówić. Poczułam jego nagi tors obok mnie i przeszły mnie dreszcze. Chłopak chyba to poczuł.
- Zimno ci?- odwrócił się w moją stronę.
- Nie, nie, śpij...- pogłaskałam go po policzku. Posłał mi promienny uśmiech.
- Mogę cię przytulić, będzie cieplej.- puścił do mnie oczko, a ja zaczęłam się śmiać. Próbował się do mnie zbliżyć, by mnie przytulić, ale ja uparcie go odpychałam wyzywając go od głupków, debili i Bóg wie czego jeszcze. Nawet zaczęłam go bić, jednak wciąż się śmiejąc. Przyciągnął mnie do siebie tak, że nie dałam rady się "obronić". Poczułam jego usta. Spojrzał mi w oczy. Poświata księżyca sprawiała, że chłopak wyglądał jeszcze bardziej oszałamiająco, niż zwykle. Dołeczki w policzkach podkreślały jego niespotykaną urodę. Chyba powiedział coś w stylu "A teraz mogę cię przytulić?", ale byłam już nieobecna, poddałam się. Styles całował moją szyję i obojczyk, nie potrafię opisać tego, co działo się później. Napajaliśmy się urokiem i namiętnością tej chwili.
        Obudziły mnie drażniące promienie słońca, wpadające przez odsłonięte rolety. Leżałam w ramionach mojego chłopaka. Przypominając sobie wszystko, uśmiechnęłam się do niego. Dałam mu całusa w policzek, chociaż wiedziałam, że śpi, ubrałam się i zeszłam na parter budynku do kuchni. Niall koczował przy zupkach chińskich i starał się wybrać jedną, która by mu najbardziej odpowiadała. Problem był w tym, że odpowiadały mu wszystkie i chłopak nie mógł się zdecydować. Ostatecznie wyjął z szafki największą miskę jaką znalazł, włożył tam makaron z trzech paczek i zmieszał parę opakowań. Spoglądałam zdziwiona na jego śniadanie.
- Jesteś pewny, że dobrze się dzisiaj czujesz?- parsknęłam śmiechem, widząc blondyna pożerającego ogromną porcję zupek. Nie usłyszał nawet mojego pytania, był zbyt zajęty randką z wielką michą makaronu. Przyrządziłam trochę gofrów, dla reszty chłopaków również. W tym dla Nialla, który stwierdził, że nadal jest potwornie głodny. Dosiadło się do nas paru nieznajomych, żeby porozmawiać. Polecili nam miejsca warte zwiedzenia. Podziękowaliśmy i zabierając parę potrzebnych rzeczy jak aparat, portfele i telefony, wyszliśmy z hotelu. Powędrowaliśmy na ulicę zapełnioną straganami. Przy okazji spotkała nas jedna z nielicznych Directionerek i poprosiła chłopaków o zdjęcie. Okazało się, że jest z Londynu, a teraz jest tutaj z ojcem, który musiał coś załatwić. Zapytała się mnie, czy jestem dziewczyną Harrego. Była strasznie miła, więc Liam zaproponował jej, żeby dalej poszła z nami. Na imię jej było Danielle. Zazdrościłam jej tego, też chciałabym mieć ładnie imię. Kiedy powiedziałam to Harremu, zaśmiał się i powiedział, że Amanda to najładniejsze imię dla tak ładnej dziewczyny jak ja. Krzątaliśmy się po strasznie długiej ulicy z pamiątkami. Danielle zaciągnęła mnie do niewielkiego stoiska z biżuterią. Nam obu wpadły w oko śliczne plecione, czarno - białe bransoletki. Kupiłyśmy takich siedem, aby każdy dostał po jednej. Po paru rozmowach z dziewczyną stwierdziłam, że świetnie się dogadujemy i na wszelki wypadek wymieniłyśmy się numerami, by utrzymywać kontakt. Louis odpowiedzialny był za zakupienie dla całej ekipy 1DHQ pamiątek. Dla Paula znalazł T-shirt z napisem "śpię z misiem i dobrze mi z tym", Simon miał dostać różową perukę, a reszta breloczki do kluczy z wizerunkiem Justina Biebera. Niall również kupił sobie jeden, bo był jego oddanym fanem. Wykończeni zakupami udaliśmy się do muzeum czegośtam. Zayn popstrykał parę zdjęć najciekawszym z eksponatów i wyszliśmy. Postanowiliśmy wstąpić do jakiejś kawiarni żeby tam odpocząć. Byliśmy zmuszeni złączyć dwa stoliki, ze względu na ilość jedzenia jaką zamówił... sami się domyślacie kto. Danielle, z którą się zaprzyjaźniliśmy, zadzwoniła do taty, by poinformować go, że wróci później. Wróciliśmy się do hotelu, by przygotować się na imprezę, na którą mieliśmy wyjść godzinę później. Wygrzebałam z szafy dwie kreacje na wieczór, dla mnie i dla Dan. Ja wybrałam dość krótką, miętową sukienkę, przepasaną czarnym paskiem związanym w kokardę i czarne koturny. Do tego brązową torebkę i parę bransoletek. Moja koleżanka pożyczyła jasnoróżową sukienkę tej samej długości, wzorzystą czarną torebkę i obcasy do kompletu. Prostownicą zakręciłyśmy loki i poprawiłyśmy makijaż. Gdy uznałyśmy, że wyglądamy przyzwoicie, zeszłyśmy na parter, gdzie miała czekać reszta naszej ekipy.
- Wow.- Liam patrzył się na Danielle szeroko otwartymi oczyma- Wyglądacie niesamowicie!- reszta chłopaków zgodziła się z nim przytakując głowami.
- Dla mnie się tak odstawiłaś?- Styles objął mnie w pasie.
- Pewnie, że dla ciebie.- uśmiechnęłam się i pocałowałam w policzek. Wyszliśmy w stronę klubu, który poleciła nam jedna z hotelowych recepcjonistek. Poczułam uderzający zapach alkoholu oraz spoconych ciał, które tańczyły na parkiecie. Wspięliśmy się po schodach na piętro, gdzie usiedliśmy na jednej z czarnych kanap. Malik spojrzał z balkonu, na którym siedzieliśmy, w dół. Oznajmił, że idzie potańczyć i zszedł na dół. Louis zamówił coś do picia, nie jestem pewna co, ale wypiłam tego dużo i chwilę później musiałam znaleźć toaletę. Udałam się na zaplecze, które było za parkietem i zauważyłam drzwi. Nad nimi była plakietka ze strzałką i symbolem toalety, więc byłam pewna, że to tam mam iść. Drzwi prowadziły na tyły klubu, także wyszłam z budynku. Zimny powiew wiatru przyprawił mnie o dreszcze. Szłam wzdłuż zewnętrznej ściany, szukając oznaczonej wcześniej toalety. Byłam pewna, że trafiłam do dobrych drzwi, więc pociągnęłam za klamkę. Szukając włącznika, na coś nadepnęłam. Usłyszałam jakiś jęk, byłam śmiertelnie wystraszona. Zaczęłam piszczeć.
- Ciszej trochę, bo cię usłyszy.- dotarł do mnie głos jakiejś dziewczyny. O dziwo, był mi znajomy. Nadal wystraszona i roztrzęsiona znalazłam włącznik światła. Ujrzałam niewielkie pomieszczenie, które w ogóle nie przypominało łazienki. Przy ścianach stały metalowe szafki, zawalone narzędziami, a przede mną siedziała przywiązana do jednej z szafek...
- O mój Boże, Megan!- uklęknęłam na ziemi, w obawie, że zemdleję i chwyciłam dziewczynę za rękę.
- Amy?- nie dowierzała w to, że mnie widzi- Odwiąż mnie, szybko, zanim tu wróci!- zdenerwowana wskazała głową na linę, którą była przywiązana. Po chwili mocowania się ze sznurem, pomogłam wstać przyjaciółce i wybiegłyśmy ze tego pomieszczenia, do czegokolwiek ono służyło. Cała się trzęsłam, nie tylko od mrozu, który mnie otaczał, nadal nie wierzyłam w to, że widzę Meggie. Popędziłyśmy z powrotem na balkon, gdzie siedzieli chłopcy i Danielle. Niall spostrzegł nas pierwszy i niemal zleciał z fotela. Wydał okrzyk radości i wpadł w ramiona zaskoczonej brunetki. Reszta patrzyła się na nią wybałuszonymi oczami. Domagali się, by opowiedziała o całej historii.
- Kiedy tutaj dotarłam, kierownik wycieczki zabrał nas na dość niebezpieczną część wybrzeża, tylko po to, by pokazać nam jakiś okaz ryb, które tu pływają. Właściwie to nie znałam się dobrze z nikim, kto tu był i w ogóle mnie nie zauważali. Rozpętała się jakaś walka między dwoma... gangami? Nie wiem, co to było, ale jakiś łysy facet zastrzelił kobietę, a mnie zgarnął do samochodu i wywiózł tutaj...- gdy to powiedziała, poukładało mi się wszystko, zastrzelili tą kobietę, żeby nie zauważono zniknięcia Megan, tylko by pomyślano, że to właśnie ona nie żyje- Przywiązał mnie i powiedział, że mam czekać parę dni, a on po mnie przyjedzie, żeby dokończyć "swoją misję". Nie chcę nawet dociekać, co to mogło być, na szczęście ty mnie znalazłaś. Nawet nie wiesz, jak jestem wdzięczna.- spojrzała na mnie i przytuliła się do mnie. Była wykończona, więc Louis zawiózł nas do hotelu, podczas, gdy reszta została jeszcze na dyskotece. Wręczyłam jej czyste dresy i koszulkę, pomogłam rozczesać włosy i owinęłam zranioną rękę bandażem. Przygotowałam nam gorącą czekoladę i zeszłam na chwilę do kuchni, by przyrządzić jakieś kanapki. Nadrobiłyśmy zaległości w plotkowaniu, naprawdę się za nią stęskniłam. Uwielbiałam jej docinki, żarty i uśmiech. Byłyśmy siostrami.
                                                                                        
                                                                     *z perspektywy Harrego*

       Kiedy wszedłem do pokoju, obie spały. Sprzątnąłem z łóżka talerze po kanapkach i resztę śmieci, jakieś magazyny, starając się to robić jak najciszej. Po uśmiechu Megan domyśliłem się, że Amy zaopiekowała się nią dobrze. Nie zważając na późną godzinę, podniosłem z szafki telefon mojej dziewczyny i znalazłem numer mamy Meg. "Znalazła się pani córka. Niedługo przyjedziemy! Harry :)". Nie minęło dziesięć sekund, kiedy usłyszałem dzwoniący telefon. Odebrałem i wyszłem na korytarz, by nie budzić dziewczyn.
- Jak to się znalazła? Gdzie? Co z nią jest?- pani Steves zadawała miliony pytań.
- Za parę dni wracamy do Londynu. Wtedy pani z nią porozmawia. Narazie śpi i czuje się dobrze.- starałem się ją uspokoić.
- Dobrze. Dziękuję wam. Opiekujcie się nią, Harry.- zaśmiałem się do telefonu i obiecałem, że będziemy się nią opiekować. Zdałem sobie sprawę z tego, że przeze mnie pani Steves nie będzie mogła dzisiejszej nocy zasnąć, ale musiałem jej to powiedzieć, ponieważ wcześniej nie miała o mnie zbyt dobrego zdania, a teraz jej opinia może się zmienić. Zadowolony, odłożyłem telefon na miejsce i zmęczony całym dniem na nogach, zasnąłem.




1 komentarz:

  1. piszesz tak interesująco, że czytam i tylko w myślach co będzie dalej no szybko :D

    OdpowiedzUsuń