poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział 9.

       Podczas, gdy policja zajmowała się sprawą porwania Meggie, my wszyscy mieliśmy myśleć, jak będzie wyglądał teledysk do debiutanckiego singla One Direction. Pierwszy raz został puszczony w jednej z londyńskich stacji radiowych, a teraz można go często usłyszeć również na innych. 
- Mam pomysł!- Liam zerwał się z fotela i wszyscy momentalnie spojrzeli na niego - Jedziemy na plażę, jest słońce, fun i dziewczyny. Mniej więcej tak mógłby wyglądać teledysk, nie? - przytaknęliśmy i Payno podekscytowany zadzwonił do Paula. Przystał na naszą propozycję i oznajmił, że za trzy dni zaczniemy pracę na planie.
- Halo, Paul?- Harry chwycił słuchawkę - Skoro w video mają być dziewczyny, to czemu nie mogłyby nimi być Megan i Amanda?- puścił mi oczko. Zaśmiałam się.
- Jeśli chcesz moją brzydką mordę w klipie, proszę bardzo.- zażartowałam. Styles podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Chciałaś powiedzieć "najładniejszą mordę na świecie"- szepnął mi do ucha. Pocałowałam go w policzek. Chwilę później spostrzegliśmy, że Liam coś knuje. Kiedy wyszedł na chwilę do kuchni, powędrowałam tam za nim. Bezszelestnie usiadłam na krześle. Chłopak obrócił się i niemal nie upuścił tacy z kanapkami.
- Cholera, wystraszyłaś mnie.- zaczął się śmiać z samego siebie.
- Haha. Przepraszam, że jestem taka okropna.- uśmiechnęłam się.- Do rzeczy. Co knujesz?- przeszyłam go wzrokiem. Stał chwilę bez słowa.
- Bo ten... Danielle... Chciałbym...- wziął głęboki oddech- Mam do ciebie prośbę. Zaprosiłbym Ją na kolację, ale nie chcę tam być sam, bo boję się, że coś schrzanię, więc... Co powiesz na podwójną randkę? Ty z Harrym i ja z Danielle?- zdziwiłam się, ale nie mogłam odmówić pomocy Daddy'emu, więc zdecydowałam się pójść.
        Tego wieczora spotkałam się z Danielle godzinę przed randką, w jej apartamencie. Wyglądała olśniewająco - kasztanowe loki opadające na odkryte ramiona, bladopomarańczowa sukienka z dopiętą broszką w kształcie sowy, do tego czarne szpilki. Widać było, że przejęła się spotkaniem z Liamem. Ja ubrałam się zwyczajniej. Włosy upięłam w wysokiego koka i wypuściłam parę kosmyków z przodu, zdecydowałam się na jeansy i czarną koszulę z ćwiekami na kołnierzu.
- Wyglądasz bosko.- stwierdziła wybranka Payne'a. 
- Jedyna osoba tutaj, która wygląda bosko, to ty.- odparłam, a uśmiech rozpromienił dokładnie umalowaną twarz dziewczyny. Zaczęłyśmy się spierać o to, która z nas jest ładniejsza. Dan twierdziła, że ja. Ja, że ona. Dostrzegłyśmy, że jest dość późno, więc niemal biegiem udałyśmy się do restauracji, w której mieli czekać chłopcy. Przy stoliku w rogu dostrzegłyśmy znajome fryzury. Uśmiechnięte podeszłyśmy do Liama i Harrego. Przywitałyśmy się z nimi i usiadłam obok Stylesa, który cmoknął mnie w policzek. Zamówiliśmy jakieś ciasto, nikt nie był specjalnie głodny. Harry i ja wciąż patrzyliśmy na siebie, nawet nie spostrzegliśmy, kiedy Liam i Danielle się ulotnili, ale musiało pewnie minąć dużo czasu. 
- Idziemy?- podniosłam się z krzesła. Przytaknął i podał mi płaszcz. Postanowiliśmy wrócić dość malowniczym parkiem, nie zważając na późną porę. Przy fontannie dostrzegliśmy "uciekinierów". Siedzieli na kamiennym murku, trzymając się za ręce. Schowaliśmy się za krzak, by nie pomyśleli, że ich śledziliśmy, czy coś w tym stylu. Rozmawiali i rozmawiali... całą wieczność. W pewnym momencie uśmiechnęłam się szeroko i chwyciłam Stylesa za rękę. Liam nareszcie pocałował Danielle. 
- Wyglądają jak w jakimś filmie.- zachichotałam. Była to prawda. Siedzieli przy oświetlonej fontannie, otoczeni różanymi krzewami.
- Brakuje tylko ścieżki dźwiękowej - zaśmiał się Harry i zaczął nucić jakieś wolne melodie. Próbowałam go uciszyć, a on na złość śpiewał coraz głośniej. Szturchałam go cały czas i zakrywałam jego usta. W każdej chwili mogli nas usłyszeć. W końcu pocałowałam chłopaka, był to jedyny sposób, by się zamknął. Położył ręce na moich biodrach, a ja wplotłam dłonie w jego czekoladowe loki. Zatrzymaliśmy tą chwilę. Nie spostrzegliśmy Liama stojącego tuż za nami.
- Cześć.- chichotał. Oderwaliśmy się od siebie. Wybuchnęliśmy śmiechem i w takim nastroju wróciliśmy do domu. 
        Następnego dnia po godzinie jazdy dotarliśmy na słoneczną plażę. Tu mieliśmy zacząć kręcić teledysk do "What makes you beautiful". Czekały nas pracowite dwa dni na planie. Styliści i makijażyści zaczęli nas "ulepszać", miny chłopaków podczas nakładania na nich pudru były bezcenne.
- Starczy! Już jestem piękny!- Niall po dziesięciu minutach obok makijażystki odtrącił pudełeczko z pudrem z jej rąk i uciekł. 
Doszliśmy do momentu solówki Harrego, w którym miał śpiewać do mnie. Podeszłam do niego w podskokach. Mieliśmy stać blisko siebie, dotykając się czołami. Romantyczna sceneria, wszystko pięknie, ładnie.
- Oplułeś mnie, idioto!- wybuchłam śmiechem wycierając policzek rękawem. Cała ekipa miała z nas niezły ubaw. Udawałam focha, a Hazza uklęknął przede mną i zaczął całować mnie po rękach krzycząc "wybacz, o pani!". Po paru minutach wybaczyłam mu i pozwoliłam wstać. 
- Serio, sorry. Głupio mi.- chichotał, jednak lekko upokorzony. Żeby nie dawać mu niepotrzebnie powodów do zmartwień pocałowałam go.


niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 8.

       Wszystkim czas upływał niesamowicie szybko. Zdawało się, że chłopcy dopiero zawitali do Holmes Chapel, a już musieli wracać. Serdecznie uściskałyśmy każdego pokolei, Niall nawet zasłużył na buziaka w policzek od Megan. Wyglądał uroczo zawstydzony. Razem z Zaynem powędrował do busa, by spakować swoje bagaże. Chwilę później w ich ślady poszedł Liam i Lou. Spojrzałam pytającym wzrokiem na wciąż stojącego na progu Lokersa.
- Masz zamiar wyj...- przerwał mi przykładając dłoń do moich ust.
- Ćśś, nie mów nic.- powiedział tonem panicza z XIX wieku. Zaczęłam chichotać, a on pocałował mnie w usta- Będę tęsknił. Niedługo się zobaczymy.- uśmiechnął się jeszcze i wyszedł. Razem z Meg podeszłyśmy do okna. Chłopcy machali nam z samochodu. Kiedy zniknęli już z pola widzenia usiadłyśmy na łóżku pożerając ogromne porcje żelków. Moja przyjaciółka wyjęła jakąś książkę.
- Co to?- zaciekawiona spytałam, a ona podała mi przedmiot- Historia? Uczysz się z historii?- parsknęłam śmiechem niedowierzając. Od kiedy ona była tak zafascynowana tym przedmiotem, że podręcznik miała zawsze przy sobie? Od kiedy była zafascynowana jakimkolwiek przedmiotem?
- Idę na konkurs. Jeśli poświęcę temu trochę czasu, to bardzo możliwe, że zajmę wysokie miejsce i poprawię sobie średnią. Przestań się ze mnie nabijać!- rzuciła we mnie poduszką. Nie poskutkowało, ponieważ nadal chichotałam, kpiąc z koleżanki. Udając focha odwróciła się do mnie plecami. Rzuciłam się na nią z dzikim krzykiem i obie sturlałyśmy się na podłogę.
- Mówiłam ci już kiedyś, że jesteś najgłupszą osobą, z jaką kiedykolwiek przyszło mi się przyjaźnić?- śmiała się podnosząc się z podłogi.
- I to nie raz. Ale to dla mnie komplement.- odparłam. Megan siedziała u mnie jeszcze chwilę, ale po upływie godziny zdecydowała, że pójdzie się uczyć.
        Korzystając z tego, że mam więcej czasu dla siebie, zaczęłam bardziej o siebie dbać. Porównując wygląd mój i Megan uświadomiłam sobie, że nieco się zapuściłam przez ostatnie tygodnie. Włosy, niegdyś lśniące i śliczne, były splątane i postrzępione. Cera była masakryczna, a figura, którą kiedyś mogłam się pochwalić była... ehh, taka sobie. Podczas kiedy ja kurowałam się w domu, Meg tylko zakuwała i zakuwała. Od czasu do czasu tylko dzwoniła, żeby opowiedzieć mi jakąś z ciekawostek, które wyczytała w coraz to większych książkach. To nie było przygotowywanie się do konkursu. To stawała się już obsesja. Skończyła się ona w momencie, kiedy dziewczyna z impetem wpadła do mojego domu, wydzierając się, że wygrała wyjazd do Hiszpanii. Cieszyłam się jej szczęściem. Parę dni później pojechałam z nią i z jej ojcem na lotnisko, by się pożegnać.
- Tylko nie rycz, Megan.- powiedziałam do dziewczyny, widząc łzę spływającą po jej policzku- To dwa tygodnie. Tylko dwa tygodnie. Ciesz się słońcem i nie zapomnij o kremie do opalania.- przytuliłam ją i wróciłam się na parking. Po powrocie do domu usłyszałam dzwoniący telefon. To był Liam, powiedział, że mają dla mnie bilet na finał X Factor. Ucieszyło mnie to ogromnie, że zamiast przed telewizorem będę ich mogła wspierać tam. Pożegnał się słowami: "Muszę uciekać, jakieś dziewczyny mnie gonią". Zdałam sobie sprawę z tego, jak popularni się stają. Jeszcze niedawno niewiele osób wiedziało, kim są chłopcy. Teraz większość kojarzy ich chociaż z nazwy. Otrząsnęłam się z zamyślenia. Spojrzałam na zegarek, jednak byłam już tak śpiąca, że ujrzałam zaledwie zarys tarczy. A więc było już dostatecznie późno. Przebrałam się w piżamę i po pięciu sekundach gościłam już w śnie. Był nietypowy. Stałam na jakiejś pustyni, jeśli tak to można nazwać, wokół mnie nie było nic oprócz lecącego nade mną samolotu. Zrobiłam krok do przodu. Poraziło mnie palące słońce i kiedy otworzyłam oczy samolot spadał w dół. Przede mną pojawiła się z nikąd czarna postać z zasłoniętą chustą twarzą. Odsłoniła ją i spojrzała na mnie oczami, które nie miały konkretnego koloru. Było to tak przeszywające, że po chwili obudziłam się. Do rana nie zmrużyłam oka, co było dziwne, bo wątpię, by było to winą tego, że przestraszyłam się snu. Nieprzytomna wyłączyłam irytujący sygnał budzika i zeszłam do kuchni, by przygotować sobie coś do jedzenia. Po szkole zaczęłam pakować walizki, by następnego dnia wyjechać z powrotem do Londynu, gdzie miałam wspierać 1D w rywalizacji.
           Wszyscy ucieszyli się na mój widok. Nie starałam się nawet szukać hotelu, bo byłam pewna, że chłopcy chętnie zwolnią mi jeden z pokoi w apartamencie.
- Tu masz wolne szafki, a tu materac, a tu są drzwi do łazienki...- zaczął dyktować Zayn.
- A to?- wskazałam na pełno marchewek, które leżały w kącie pokoju. Malik popatrzył się na nie i podrapał się po głowie.
- Louis! Ile razy mam powtarzać, że masz nie rozrzucać warzyw po domu?!- krzyknął Mulat. Sekundę potem Tomlinson wbiegł do pokoju i zaczął pospiesznie zbierać marchewki, jakby był w jakiejś dziczy. Patrzył się na wszystkich i wszystko wzrokiem typu "Jeśli ruszysz moje marchewki, to stracisz głowę". Razem z Zaynem zwijaliśmy się ze śmiechu, patrząc na Louisa, który odpędzał Nialla od "jego skarbów" - jak nazwał marchewki. Blondyn błagał go o chociaż jedną, bo uparcie twierdził, że jeśli umrze z głodu, to będzie to wina Lou.
           Spędzałam z nimi każdą wolną chwilę, raz nawet udało mi się dostać na próbę do finału. Dzień przed podsumowaniem show udaliśmy się wszyscy do pobliskiego centrum handlowego, by następnego wieczora przyzwoicie wyglądać. Wybrałam miętową sukienkę i klasyczne czarne koturny, chłopcy kupili garnitury, co mnie zdziwiło, bo przecierz mieli wolny wybór. Mogli tam iść nawet w dresach. Udaliśmy się do pizzerii. Grupka dziewczyn siedzących obok rozpoznała znajome twarze i momentalnie podbiegły do naszego stolika. Otoczyły boyband ciasnym łukiem, tak, że straciłam chłopców z oczu. Żadna z fanek nie zauważyła przy stoliku dziewczyny rozmawiającej z ich idolami. Uznałam, że lepiej będzie, jeśli w ogóle sobie stamtąd pójdę. Chwyciłam granatową torbę i wyszłam z lokalu. Przy wyjściu z centrum ktoś zaczął mnie wołać. Li biegł za mną. Widocznie tylko on spostrzegł moje zniknięcie.
- Amy! Amy, czekaj na mnie!- krzyczał za mną, podczas kiedy ja totalnie starałam się go ignorować. Zatrzymał mnie, chwytając moją rękę.- Am, przepraszam. Zaraz powiem tym dziewczynom, żeby odeszły.
- Nie przepraszaj mnie. One spotkały swoich idoli, niech się nacieszą. Nie chcę wam przeszkadzać.- uśmiechnęłam się i ponownie zaczęłam iść w kierunku drzwi obrotowych. Payne nie dawał za wygraną. Próbował zaciągnąć mnie spowrotem do restauracji, a kiedy jego zmagania na nic się nie zdawały, wziął mnie na ręcę. Zaczęłam go okładać torebką.
- Głupku, puść mnie!- śmiałam się. Postawił mnie na ziemi dopiero pod lokalem. Reszta One Direction myślała pewnie, że poszłam do toalety, czy coś, bo nawet nie zwrócili na mnie uwagi, kiedy znów usiadłam przy stole. Wszyscy byli już przejedzeni, jedynie Nialler dojadał ostatnie kawałki pizzy i resztki frytek.
           Wszystkie fanki, które były na sali niemal płakały. To już koniec tego programu? Co teraz będzie z ich idolami? Ja nie płakałam dlatego. Poprostu tyle się wydarzyło, zmieniło od tamtego czasu. Byłam z nich najzwyczajniej dumna. Najgorsze było oczekiwanie na werdykt. Nie sam fakt, że nie wygrali programu. Obiecali, że to nie koniec ich kariery i zostaną razem.
          Czekałam na nich w apartamenie, podczas gdy oni bawili się na aftefparty. Żaden z nich niezbyt chciał tam iść, ale byli zmuszeni. Po dwóch godzinach cała piątka wparowała do pokoju. Uściskałam ich.
- Wiecie, jaka jestem z was dumna?- powiedziałam, tuląc Louisa.
- Będziesz jeszcze bardziej, bo nagrywamy singla w Syco Music!- po pomieszczeniu biegał podekscytowany Niall. W ręku trzymał paczkę chipsów. Zaczęłam im gratulować. Zastanawialiśmy się nad tym, jak pierwszy singiel One Direction będzie brzmieć. I co z tego wyniknie. Czy zrobią karierę. Horan chwycił gitarę i zaczął wymyślać bezsensowne teksty piosenek. Postanowiliśmy uczcić to, że dostali kolejną szansę. Do późna siedzieliśmy w przytulnym salonie, grając w butelkę. Po afterparty przyszło jeszcze kilka osób, w tym Cher, którą naprawdę polubiłam. Ze względu na późną porę wszyscy pozasypiali. Wstałam około trzeciej nad ranem, żeby pójść do toalety. Spojrzałam na rażący moje zaspane oczy wyświetlacz telefonu. Mrużąc oczy dojrzałam, że mam dwadzieścia siedem nieodebranych połączeń od nieznanego numeru. Gdyby była to pomyłka, nie zadzwoniłby aż tyle razy, więc przeszłam do swojego pokoju i oddzwoniłam. To co usłyszałam, totalnie mnie załamało. Usiadłam na niepościelonym łóżku, tępo wpatrując się w ścianę. Zaczęło świtać, nawet tego nie spostrzegłam. W głowie kłębiły mi się miliony myśli. Ktoś otworzył drzwi, jednak nie byłam w stanie nic zobaczyć przez łzy w moich oczach.
- O mój Boże, Am.- Harry stanął jak wryty. Nie dziwiłam się. Wyglądałam okropnie - rozczochrane kasztanowe włosy były poplątane, makijaż rozmazany po całej twarzy, a oczy zaczerwienione i podkrążone. Było słychać jedynie mój szloch. Czułam posmak gorzkich łez. Nieporadna, przepełniona uczuciami, których nie dało się opisać. Chłopak podbiegł do mnie i zaczął mną potrząsać, próbując wybudzić mnie z tego koszmaru, który przeżywałam.
- Amy, co się stało?!- krzyczał do mnie, mając nadzieję, że zauważę jego obecność w pokoju.
- Megan nie żyje.- ledwo wydusiłam, poczułam na policzkach kolejny wodospad łez. Stylesa zatkało. Chwilę później poczułam jak obejmuje mnie ramieniem i siada obok mnie. Odwróciłam się, by wypłakać się w jego tors. Nie odezwał się ani słowem, ale potrzebowałam ciszy. Zasypiając w jego uścisku poczułam tylko, jak troskliwie całuje mnie w policzek. Kiedy otworzyłam oczy, spostrzegłam chłopaka leżącego obok mnie. Loki niesfornie opadały na czoło. Spokojny wyraz twarzy sprawił, że momentalnie poprawił mi się humor. Choć na chwilę. Pogłaskałam jego zarumieniony policzek, moment później spoglądały na mnie jego zielone oczy. Czułam w nich zmartwienie i miłość. Dopiero teraz przypomniałam sobie powód mojego beznadziejnego samopoczucia. Mimowolnie zaczęłam płakać.
- Kochanie, będzie dobrze.- powiedział lekko zachrypniętym po przebudzeniu głosem. Widząc, jak bardzo cierpię, chwycił mnie za dłoń i pocałował. Na moment mogłam zapomnieć o problemach.
            Parę dni później wszyscy zjawiliśmy się na pogrzebie. Siedzieliśmy załamani w małej kapliczce, przy ołtarzyku stała trumna. Dziewczyna leżąca w środku miała twarz przesłoniętą białą chustą. Rodzice Megan powiedzieli, bym podeszła do niej pierwsza. Małymi krokami zbliżyłam się tam. Wyglądała tak... obco. Koniec z pełną energii i czerpiącą radość z życia dziewczyną. Przypominając sobie wszystkie nasze spotkania, nawet moment, w którym się poznałyśmy, rzewnie płakałam. Aby spojrzeć na przyjaciółkę ostatni raz, odsłoniłam koronkową chustę.
- Chwila, to nie Megan.- przed sobą miałam kobietę, co prawda podobną do Meg, ale byłam pewna, że to nie ona. Zebrani w kościele momentalnie spojrzeli na mnie.
- Co powiedziałaś?- matka dziewczyny podbiegła do trumny- To na prawdę nie Meggie. Rozpoznałabym swoją córkę!- wszyscy byli wstrząśnięci. Padały pytania o to, gdzie w takim razie jest prawdziwa Megan Steves oraz jakim cudem popełniono taki błąd. Całą sprawę zgłoszono na policję i kazano nam się nie przejmować, bo na pewno to załatwią. Nakazali nam wrócić do Londynu. Oszołomieni incydentem wsiedliśmy do busa i po kilku godzinach byliśmy z powrotem w naszym apartamencie. Panowała tam głucha cisza, nikt nie był w nastroju do rozmów tego wieczora. Cały tydzień chodziliśmy przybici. Następnej soboty do Louisa zadzwonił Simon z informacją, że pierwszy singiel One Direction spodoba im się, i że następnego dnia zawitają w londyńskim studio Syco Music, żeby się z nim zapoznać. Tomlinson namówił menedżera, że jeśli tam z nimi pójdę, na sto procent będę grzeczna i nawet jeśli usłyszę utwór przed premierą, to nikomu nic nie szepnę. Na szczęście brunet był na tyle przekonujący, że Cowell zgodził się na moje towarzystwo.
           O godzinie ósmej rano ochrona wpuściła nas do studia nagraniowego. Usiedliśmy w małym pomieszczeniu z ogromem sprzętu. Za szybą mogliśmy zobaczyć Simona pokazującego gestami, że właśnie puszczają singiel.
- You don't know you're beautiful. That's what makes you beautifil!- kwadrans później chłopcy zachwyceni ich własną piosenką starali się nauczyć rytmu. Od początku wychodziło im to nieźle, a dwie godziny później cała załoga studia śpiewała i tańczyła w rytm "What Makes You Beautiful". Atmosfera była wspaniała i zdałam sobie sprawę, jak wspaniałych mam przyjaciół, kiedy Zayn porwał mnie do tańca. Nawet nowy ochroniarz - Paul - kręcił bioderkami nucąc refren. Mieliśmy z niego niezły ubaw, bo wyglądał przynajmniej jak jakiś niepełnosprawny człowiek. Nieskoordynowane ruchy Simona wcale nie były lepsze. Wykończeni, po dobrych pięciu godzinach nagrywania, wróciliśmy do mieszkania. Menedżer był dumny - nawet ze mnie, bo stwierdził, że świetnie śpiewam! Zafundował nam tygodniowe wakacje w Hiszpanii.
          W Manchesterze mieliśmy wynajęte pokoje w wysokim budynku, którego trudno było nazwać hotelem. Wszyscy goście byli rozmowni i ciekawi spotykanych tu ludzi, więc w holu - bardziej przypominającym domowy salon, tyle że większy - zbierało się sporo osób. Oglądali telewizję, częstowali się smakołykami ze szwedzkiego stołu, niektórzy nawet tańczyli do szybszych piosenek puszczanych na muzycznych kanałach. Od razu wiedzieliśmy, że pobyt tutaj będzie udany, bo atmosfera była niesamowita. Rozpakowaliśmy nasze bagaże. Pokoje były dwuosobowe, więc Louis dzielił go z Zaynem, Li z Niallem, a ja zgodziłam się być z Harrym. Pod wieczór spotkaliśmy się w największym z wynajętych pokoi, gdzie miał nocować Niam. Układaliśmy plan jutrzejszej wyprawy na miasto. Mieliśmy zacząć od obejścia sklepów z pamiątkami, później jakieś muzea itd., bo Paul domagał się zdjęć, a na koniec chcieliśmy wybrać się na jakąś z licznych tutaj dyskotek. Ze względu na to, że niemal wszyscy już zasypiali, a wszystko było już ustalone, wróciliśmy do swoich pomieszczeń.
         Nocą obudził mnie Harry. Niechętnie otworzyłam oczy i patrząc na niego nieobecnie spytałam o co chodzi.
- Moje łóżko jest niewygodne.- uśmiechnął się do mnie- Mogę przyjść do ciebie?- jego maślane oczka były tak przekonujące, że nie dało się mu odmówić. Poczułam jego nagi tors obok mnie i przeszły mnie dreszcze. Chłopak chyba to poczuł.
- Zimno ci?- odwrócił się w moją stronę.
- Nie, nie, śpij...- pogłaskałam go po policzku. Posłał mi promienny uśmiech.
- Mogę cię przytulić, będzie cieplej.- puścił do mnie oczko, a ja zaczęłam się śmiać. Próbował się do mnie zbliżyć, by mnie przytulić, ale ja uparcie go odpychałam wyzywając go od głupków, debili i Bóg wie czego jeszcze. Nawet zaczęłam go bić, jednak wciąż się śmiejąc. Przyciągnął mnie do siebie tak, że nie dałam rady się "obronić". Poczułam jego usta. Spojrzał mi w oczy. Poświata księżyca sprawiała, że chłopak wyglądał jeszcze bardziej oszałamiająco, niż zwykle. Dołeczki w policzkach podkreślały jego niespotykaną urodę. Chyba powiedział coś w stylu "A teraz mogę cię przytulić?", ale byłam już nieobecna, poddałam się. Styles całował moją szyję i obojczyk, nie potrafię opisać tego, co działo się później. Napajaliśmy się urokiem i namiętnością tej chwili.
        Obudziły mnie drażniące promienie słońca, wpadające przez odsłonięte rolety. Leżałam w ramionach mojego chłopaka. Przypominając sobie wszystko, uśmiechnęłam się do niego. Dałam mu całusa w policzek, chociaż wiedziałam, że śpi, ubrałam się i zeszłam na parter budynku do kuchni. Niall koczował przy zupkach chińskich i starał się wybrać jedną, która by mu najbardziej odpowiadała. Problem był w tym, że odpowiadały mu wszystkie i chłopak nie mógł się zdecydować. Ostatecznie wyjął z szafki największą miskę jaką znalazł, włożył tam makaron z trzech paczek i zmieszał parę opakowań. Spoglądałam zdziwiona na jego śniadanie.
- Jesteś pewny, że dobrze się dzisiaj czujesz?- parsknęłam śmiechem, widząc blondyna pożerającego ogromną porcję zupek. Nie usłyszał nawet mojego pytania, był zbyt zajęty randką z wielką michą makaronu. Przyrządziłam trochę gofrów, dla reszty chłopaków również. W tym dla Nialla, który stwierdził, że nadal jest potwornie głodny. Dosiadło się do nas paru nieznajomych, żeby porozmawiać. Polecili nam miejsca warte zwiedzenia. Podziękowaliśmy i zabierając parę potrzebnych rzeczy jak aparat, portfele i telefony, wyszliśmy z hotelu. Powędrowaliśmy na ulicę zapełnioną straganami. Przy okazji spotkała nas jedna z nielicznych Directionerek i poprosiła chłopaków o zdjęcie. Okazało się, że jest z Londynu, a teraz jest tutaj z ojcem, który musiał coś załatwić. Zapytała się mnie, czy jestem dziewczyną Harrego. Była strasznie miła, więc Liam zaproponował jej, żeby dalej poszła z nami. Na imię jej było Danielle. Zazdrościłam jej tego, też chciałabym mieć ładnie imię. Kiedy powiedziałam to Harremu, zaśmiał się i powiedział, że Amanda to najładniejsze imię dla tak ładnej dziewczyny jak ja. Krzątaliśmy się po strasznie długiej ulicy z pamiątkami. Danielle zaciągnęła mnie do niewielkiego stoiska z biżuterią. Nam obu wpadły w oko śliczne plecione, czarno - białe bransoletki. Kupiłyśmy takich siedem, aby każdy dostał po jednej. Po paru rozmowach z dziewczyną stwierdziłam, że świetnie się dogadujemy i na wszelki wypadek wymieniłyśmy się numerami, by utrzymywać kontakt. Louis odpowiedzialny był za zakupienie dla całej ekipy 1DHQ pamiątek. Dla Paula znalazł T-shirt z napisem "śpię z misiem i dobrze mi z tym", Simon miał dostać różową perukę, a reszta breloczki do kluczy z wizerunkiem Justina Biebera. Niall również kupił sobie jeden, bo był jego oddanym fanem. Wykończeni zakupami udaliśmy się do muzeum czegośtam. Zayn popstrykał parę zdjęć najciekawszym z eksponatów i wyszliśmy. Postanowiliśmy wstąpić do jakiejś kawiarni żeby tam odpocząć. Byliśmy zmuszeni złączyć dwa stoliki, ze względu na ilość jedzenia jaką zamówił... sami się domyślacie kto. Danielle, z którą się zaprzyjaźniliśmy, zadzwoniła do taty, by poinformować go, że wróci później. Wróciliśmy się do hotelu, by przygotować się na imprezę, na którą mieliśmy wyjść godzinę później. Wygrzebałam z szafy dwie kreacje na wieczór, dla mnie i dla Dan. Ja wybrałam dość krótką, miętową sukienkę, przepasaną czarnym paskiem związanym w kokardę i czarne koturny. Do tego brązową torebkę i parę bransoletek. Moja koleżanka pożyczyła jasnoróżową sukienkę tej samej długości, wzorzystą czarną torebkę i obcasy do kompletu. Prostownicą zakręciłyśmy loki i poprawiłyśmy makijaż. Gdy uznałyśmy, że wyglądamy przyzwoicie, zeszłyśmy na parter, gdzie miała czekać reszta naszej ekipy.
- Wow.- Liam patrzył się na Danielle szeroko otwartymi oczyma- Wyglądacie niesamowicie!- reszta chłopaków zgodziła się z nim przytakując głowami.
- Dla mnie się tak odstawiłaś?- Styles objął mnie w pasie.
- Pewnie, że dla ciebie.- uśmiechnęłam się i pocałowałam w policzek. Wyszliśmy w stronę klubu, który poleciła nam jedna z hotelowych recepcjonistek. Poczułam uderzający zapach alkoholu oraz spoconych ciał, które tańczyły na parkiecie. Wspięliśmy się po schodach na piętro, gdzie usiedliśmy na jednej z czarnych kanap. Malik spojrzał z balkonu, na którym siedzieliśmy, w dół. Oznajmił, że idzie potańczyć i zszedł na dół. Louis zamówił coś do picia, nie jestem pewna co, ale wypiłam tego dużo i chwilę później musiałam znaleźć toaletę. Udałam się na zaplecze, które było za parkietem i zauważyłam drzwi. Nad nimi była plakietka ze strzałką i symbolem toalety, więc byłam pewna, że to tam mam iść. Drzwi prowadziły na tyły klubu, także wyszłam z budynku. Zimny powiew wiatru przyprawił mnie o dreszcze. Szłam wzdłuż zewnętrznej ściany, szukając oznaczonej wcześniej toalety. Byłam pewna, że trafiłam do dobrych drzwi, więc pociągnęłam za klamkę. Szukając włącznika, na coś nadepnęłam. Usłyszałam jakiś jęk, byłam śmiertelnie wystraszona. Zaczęłam piszczeć.
- Ciszej trochę, bo cię usłyszy.- dotarł do mnie głos jakiejś dziewczyny. O dziwo, był mi znajomy. Nadal wystraszona i roztrzęsiona znalazłam włącznik światła. Ujrzałam niewielkie pomieszczenie, które w ogóle nie przypominało łazienki. Przy ścianach stały metalowe szafki, zawalone narzędziami, a przede mną siedziała przywiązana do jednej z szafek...
- O mój Boże, Megan!- uklęknęłam na ziemi, w obawie, że zemdleję i chwyciłam dziewczynę za rękę.
- Amy?- nie dowierzała w to, że mnie widzi- Odwiąż mnie, szybko, zanim tu wróci!- zdenerwowana wskazała głową na linę, którą była przywiązana. Po chwili mocowania się ze sznurem, pomogłam wstać przyjaciółce i wybiegłyśmy ze tego pomieszczenia, do czegokolwiek ono służyło. Cała się trzęsłam, nie tylko od mrozu, który mnie otaczał, nadal nie wierzyłam w to, że widzę Meggie. Popędziłyśmy z powrotem na balkon, gdzie siedzieli chłopcy i Danielle. Niall spostrzegł nas pierwszy i niemal zleciał z fotela. Wydał okrzyk radości i wpadł w ramiona zaskoczonej brunetki. Reszta patrzyła się na nią wybałuszonymi oczami. Domagali się, by opowiedziała o całej historii.
- Kiedy tutaj dotarłam, kierownik wycieczki zabrał nas na dość niebezpieczną część wybrzeża, tylko po to, by pokazać nam jakiś okaz ryb, które tu pływają. Właściwie to nie znałam się dobrze z nikim, kto tu był i w ogóle mnie nie zauważali. Rozpętała się jakaś walka między dwoma... gangami? Nie wiem, co to było, ale jakiś łysy facet zastrzelił kobietę, a mnie zgarnął do samochodu i wywiózł tutaj...- gdy to powiedziała, poukładało mi się wszystko, zastrzelili tą kobietę, żeby nie zauważono zniknięcia Megan, tylko by pomyślano, że to właśnie ona nie żyje- Przywiązał mnie i powiedział, że mam czekać parę dni, a on po mnie przyjedzie, żeby dokończyć "swoją misję". Nie chcę nawet dociekać, co to mogło być, na szczęście ty mnie znalazłaś. Nawet nie wiesz, jak jestem wdzięczna.- spojrzała na mnie i przytuliła się do mnie. Była wykończona, więc Louis zawiózł nas do hotelu, podczas, gdy reszta została jeszcze na dyskotece. Wręczyłam jej czyste dresy i koszulkę, pomogłam rozczesać włosy i owinęłam zranioną rękę bandażem. Przygotowałam nam gorącą czekoladę i zeszłam na chwilę do kuchni, by przyrządzić jakieś kanapki. Nadrobiłyśmy zaległości w plotkowaniu, naprawdę się za nią stęskniłam. Uwielbiałam jej docinki, żarty i uśmiech. Byłyśmy siostrami.
                                                                                        
                                                                     *z perspektywy Harrego*

       Kiedy wszedłem do pokoju, obie spały. Sprzątnąłem z łóżka talerze po kanapkach i resztę śmieci, jakieś magazyny, starając się to robić jak najciszej. Po uśmiechu Megan domyśliłem się, że Amy zaopiekowała się nią dobrze. Nie zważając na późną godzinę, podniosłem z szafki telefon mojej dziewczyny i znalazłem numer mamy Meg. "Znalazła się pani córka. Niedługo przyjedziemy! Harry :)". Nie minęło dziesięć sekund, kiedy usłyszałem dzwoniący telefon. Odebrałem i wyszłem na korytarz, by nie budzić dziewczyn.
- Jak to się znalazła? Gdzie? Co z nią jest?- pani Steves zadawała miliony pytań.
- Za parę dni wracamy do Londynu. Wtedy pani z nią porozmawia. Narazie śpi i czuje się dobrze.- starałem się ją uspokoić.
- Dobrze. Dziękuję wam. Opiekujcie się nią, Harry.- zaśmiałem się do telefonu i obiecałem, że będziemy się nią opiekować. Zdałem sobie sprawę z tego, że przeze mnie pani Steves nie będzie mogła dzisiejszej nocy zasnąć, ale musiałem jej to powiedzieć, ponieważ wcześniej nie miała o mnie zbyt dobrego zdania, a teraz jej opinia może się zmienić. Zadowolony, odłożyłem telefon na miejsce i zmęczony całym dniem na nogach, zasnąłem.




poniedziałek, 14 stycznia 2013

Rozdział 7.

      Mijały tygodnie. A ja? Żyłam znowu starym życiem, tą samą rutyną, podczas gdy oni wygrywali kolejne odcinki X Factor. Za każdym razem, kiedy patrzyłam na coraz to nowsze zdjęcia chłopaków, miałam łzy w oczach. Zmieniali się, nie do poznania. Niedługo na pewno tak porwie ich świat show biznesu, że całkiem o mnie zapomną. Próbując wyrwać się z tylu przytłaczających myśli wzięłam do rąk książkę. Przewracając kolejną stronę zdałam sobie sprawę, że nawet nie wiem, o czym czytam. Zrezygnowana udałam się na parter, gdzie zastałam mamę.
- Ty w domu? Co jest?- spojrzałam na nią niepewnie.
- Am, ostatnio za dużo czasu spędzam w pracy, więc dziś wzięłam wolne i jedziemy na zakupy!- ucieszona pchnęła mnie w stronę drzwi wejściowych. Pojechałyśmy do centrum handlowego. Mama poinformowała mnie, że mogę sobie wybrać dużo rzeczy, ponieważ trochę zaoszczędziła i ma to być coś w rodzaju wynagrodzenia tylu godzin spędzonych w samotności w domu. Nie lubiłam być tam sama. Za dużo wtedy myślałam. I to o rzeczach, o których nie chcę myśleć.
- Popatrz się na to, jakie cudo!- wskazała na brązową torebkę wiszącą na wystawie i wciągnęła mnie do sklepu. Wypatrzyłam tam legginsy galaxy i biały sweterek z zaplecionymi warkoczami. Obejście wszystkich sklepów, których było mnóstwo, zajęło nam ponad trzy godziny. Wykończone weszłyśmy do pizzerii. Położyłyśmy torby z ciuchami i usiadłyśmy. Mama zaczęła robić przegląd wszystkich nowych rzeczy, a ja zamówiłam dwie porcje frytek i colę.
- Boskie są te buty!- wskazała na moją zdobycz.
- Inaczej bym ich nie kupiła. Będziesz mogła pożyczać.- zaśmiałam się. Nareszcie mogłam z nią spędzić trochę czasu. Mogłyśmy spokojnie porozmawiać, jak matka z córką. Stwierdziłyśmy, że musimy częściej wychodzić gdzieś razem. Odczułyśmy na nowo tą więź między nami, która zaczęła zanikać gdy ona znalazła pracę, a ja byłam rozwydrzoną nastolatką. Przy stoliku obok zauważyłam dziewczyny, które prawdopodobnie były Directionerkami. Co chwilę powtarzały ich imiona. Nie do zniesienia.
- To co, jeszcze parę sklepów zostało.- powiedziałam wesoło, chciałam się odizolować od świata One Direction. Może dlatego większość czasu przesiadywałam w domu.
- Damy radę? Padam z nóg!- zachichotała mama. Zajrzałyśmy jeszcze do paru butików i udałyśmy się z powrotem do domu.
           Meggie zadzwoniła. Zdziwiłam się, bo dawno nie słyszałam jej ani nie widziałam. Chciała wpaść do mnie, żeby poplotkować itd. Jak dawniej. Strasznie się ucieszyłam i oczywiście się zgodziłam. Po kwadransie usłyszałam dźwięczny dzwonek do drzwi.
- Dobry wieczór.- przywitała się z moją rodzicielką.
- Cześć, Megan. Dawno cię tu nie widziałam.- uśmiechnęła się do dziewczyny, a ja zbiegałam już po schodach.
- Nooo cześć!- rzuciłam się na nią. Tęskniłam za nią okropnie. Wygrzebałyśmy z kuchennych szafek wszystkie słodycze, jakie tam były i rozwaliłyśmy się na kanapie u mnie w pokoju.
- Podasz koc?- spytała Meg- Dzięki. A tak w ogóle, to co u ciebie słychać?
- Nic nie słychać. Harry zapomniał o mnie, o całym świecie. Jest tylko on i 1D...
- Nie mów tak!- przerwała mi- Jestem z nim w kontakcie. Nie zmienił się, tylko ci się tak wydaje. Chce się z tobą spotkać, ale zawzięcie twierdzi, że jest ciebie nie wart. Proszę cię, nie myśl, że on jest zły, czy coś. To wspaniały chłopak. Nie zmarnuj tego...- nastąpiła chwila ciszy. Ale ta cisza nie była ani niezręczna, ani nie oznaczała ignorancji.
- Dziękuję, że jesteś.- przytuliłam przyjaciółkę. Przypomniałyśmy sobie stare czasy, kiedy spotykałyśmy się codziennie, rozmawiałyśmy o wszystkim, byłyśmy niemal jak siostry. I czemu to się zmieniło? Przez moją obsesję...
- Tęskniłam.- powiedziałyśmy w tym samym momencie. Roześmiane włączyłyśmy jeden film z mojej kolekcji horrorów. Po zbliżeniu na twarz jednego z grających tam zombie Meg stwierdziła, że wygląda trochę jak Liam. Wybuchnęłyśmy śmiechem. Moment później drzwi zaczęły się uchylać. Piszczałyśmy jak opętane. Ogromne było nasze zdziwienie, kiedy zamiast zombie dostrzegłyśmy Nialla.
- Boże, co się wam dzieje?!- wydarł się przerażony chłopak, a my ze śmiechu niemal tarzałyśmy się po ziemi.
- Przepraszam, Niall, mamy seans horrorów. Dołączysz się?- zaczęłam ze łzami w oczach- A tak w ogóle to co tu robisz?
- Przyjechaliśmy na trzy dni. Wszyscy!- tak się cieszył, że zaczęłam podejrzewać resztę chłopaków o dosypanie mu czegoś do jedzenia. Przywitałyśmy się z resztą zespołu, a moja mama zaangażowała się w gościnę chłopaków i przygotowała mnóstwo kanapek. Rozsiedliśmy się w moim pokoju, a że było nas sporo, połowa rozłożyła materace na podłodze. Rozpoczęliśmy seans filmowy. Biedny Niall raczej nie powinien oglądać tylu strasznych filmów naraz, bo cały czas zakrywał oczy albo przytulał się do Megan czy Louisa. Zeszłam na chwilę do kuchni, żeby donieść napoje na górę. Ktoś zakrył mi oczy. Dreszcze przeszły mi po ciele.
- Zgadnij kto to?- zaśmiał się Harry. Zrobiłam to samo, wtedy, w Londynie. Czyli o mnie nie zapomniał. Obróciłam się do niego z promiennym uśmiechem na twarzy- Wiesz, jak się stęskniłem?- spytał i poprawił grzywkę.
- Też tęskniłam.- chwyciłam go za dłoń. Dostrzegłam jego roziskrzone spojrzenie z poczuciem, że zaraz się rozpłynę. Położył rękę na moim biodrze. Tracąc poczucie rzeczywistości poczułam jego pocałunek. Modląc się w myślach, by Harry nigdy się ode mnie nie oderwał, wplątywałam dłonie w jego włosy. Po paru minutach, które wydawały się być mnóstwem czasu, spojrzałam w jego zielone czarujące oczy. Był niesamowicie przystojny. Błądził wzrokiem po moim spojrzeniu. Znowu poczułam dreszcze. Niestety, ta chwila musiała się kiedyś skończyć. Z góry można już było usłyszeć, że wołają nas zniecierpliwieni. Odwróciłam się, żeby wziąć butelkę z colą, kiedy Harry skorzystał z okazji i dał mi klapsa.
- Debilu!- gwałtownie się odwróciłam i przez przypadek wylałam napój na koszulkę chłopaka. Ten, wkurzony, postanowił się z rewanżować i po chwili staliśmy w totalnie mokrej kuchni, totalnie mokrzy. Kiedy Louis i Niall weszli po nas do pomieszczenia, wybuchnęli śmiechem.
- No co?- spytał Lokers, wyciskając mokrą koszulkę nad zlewem.
- Dach przecieka?- parsknął Tommo. W końcu oni wzięli nie wylane napoje, a ja i Harry poszliśmy się przebrać.
         Kiedy wróciliśmy do pokoju, wszyscy już spali.
- Słodko wyglądają.- uśmiechnęłam się. Leżeli rozwaleni, jak pięcioro małych dzieci. Zajęliśmy z Lokersem ostatnie wolne miejsca na materacu i chwilę później oboje spaliśmy.
         Obudziłam się pierwsza. Szturchnęłam Meggie śpiącą obok.
- Co chcesz?- powiedziała nieprzytomna. Szturchnęłam ją jeszcze parę razy, aż do skutku.- Dobra, wstaję...- Chwilę później rozległo się nasze "Oww", kiedy zobaczyłyśmy Zayna i Liama przytulonych do siebie. Spali tak całą noc. Pożyczyłam Meg jakieś ciuchy i po cichu się ogarnęłyśmy. Zeszłyśmy na dół, żeby dać się chłopakom wyspać. Przejrzałyśmy parę gazet i usłyszałyśmy tupot nóg na schodach.
- Dzień dobry!- uśmiechnęłam się na widok pięciu... czterech rozczochranych twarzyczek.
- Dobry. Zdaje się, że Styles cię wołał.- uśmiechnął się do mnie Payne. Zdziwiona powędrowałam do niego. Siedział na łóżku.
- Hej.- powiedziałam. Posłał mi uśmiech i wskazał gestem, żebym usiadła obok niego. Chwilę siedział milcząc.
- Wiesz... Jestem ciekawy... Czy jesteśmy parą?- spojrzał na mnie. Przypomniałam sobie pocałunki, wszystkie komplementy, i po krótkiej chwili odpowiedziałam.
- Sądzę, że tak.- po chwili poczułam jego uścisk.
- Nie wiesz, jak się cieszę.- pocałował mnie w policzek. Zaśmiałam się.- Co?- spytał.
- Od kiedy całujesz dziewczyny w policzek?- parsknęłam śmiechem. Styles nie czekając ani chwili, zaczął całować mnie po karku i szyi, a ja nie przestawałam chichotać. Chwilę później był pozbawiony koszulki, a jeszcze jedną chwilę później ja również zostałam bez niej. Po upływie pięciu minut biegaliśmy po pokoju w samej bieliźnie.
- Harry, co my robimy?- brzuch bolał mnie od śmiania się, a do tego nie mogłam złapać oddechu przez uciekanie od chłopaka.
- Nie wiem.- usiadł na podłodze śmiejąc się- Ale mi się to podoba.- podeszłam do niego i kopnęłam w łydkę, on udając zdenerwowanego wstał i znów próbował mnie złapać. W końcu poddałam się i rozwaliłam na materacu. On rzucił się na mnie, nie przestając chichotać i namiętnie pocałował.
- Śniadan...- Niall otworzył drzwi- Ups, sorry.- szybko wyszedł, cały czerwony. Chwilę później byliśmy już na dole. Horan nic nie powiedział, ale reszta rozszyfrowała nas po porozumiewawczych spojrzeniach.
- Nie patrzcie się tak!- krzyknęłam, nadal z uśmiechem na twarzy.
- Okej. Może pojedziemy na pizzę?- zaproponował Zayn. Wszyscy zgodzili się i kwadrans później siedzieliśmy w samochodzie.


środa, 9 stycznia 2013

Rozdział 6.

      Obudziłam się dość późno. Dochodziła już 11. Ospale zwlekłam się z materaca, szukając chłopaków. Spojrzałam niechętnie do lustra. "Zanim tam pójdę muszę się jakoś ogarnąć". Ubrałam czarne legginsy i koszulę galaxy. Stwierdziłam, że teraz wyglądam przyzwoicie. 1D zastałam w kuchni. Louis i Zayn rzucali się jedzeniem, które Niall zbierał z podłogi, krzycząc że marnują mu żarcie. Liam smażył naleśniki, a Harry czytając czasopismo co chwilę spoglądał na bitwę kolegów.
- Dzień dobry!- zawołałam wesoło, ziewając. Zauważył mnie jedynie Harold. Liam był zbyt skupiony na naleśnikach, które pachniały niesamowicie, a pozostała trójka toczyła właśnie wojnę.
- Hej, Amy!- uśmiechnął się do mnie. Usiadłam obok niego na kanapie, co jakiś czas łapiąc przeszywający wzrok Zayna. Za każdym razem, gdy tak na mnie spoglądał, czułam ciarki na plecach, ale starałam się to ignorować. Styles włączył laptopa i zalogował się na swojego Twittera.
- Ja pierdole! Czterysta tysięcy followersów!- był wyraźnie dumny z siebie. Biegał... LATAŁ po całym pomieszczeniu drąc się wniebogłosy. Jego radość niestety musiała kiedyś się skończyć, bo chłopcy musieli już pójść na próby do X Factora. Zostałam sama w ogromnym apartamencie. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, rozwaliłam się na pufie i włączyłam telewizję. Widząc, że raczej nic nie obejrzę, udałam się z powrotem do kuchni, żeby upolować coś do jedzenia. Kiedy grzebałam w kuchennych szafkach, ktoś dotknął mojego ramienia.
- Harr...- byłam pewna, że to on stał za mną. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam przed sobą Malika. Nie powiedział nic, jedynie wykrzywił usta w grymasie, który miał być uśmiechem. Chłopak zaczął do mnie podchodzić, a ja nie rozumiejąc tej sytuacji stałam w bezruchu. Moment później byliśmy złączeni w pocałunku. W końcu zdołałam się od niego oderwać, co było trudne, ponieważ Mulat całował wspaniale. Patrzyłam na niego wybałuszonymi oczyma. Na jego nieskazitelnie białe zęby i cudowny uśmiech. Trwając tak długi czas nie zauważyliśmy Harrego, który stał w futrynie drzwi.
- Eee... To ten... Zayn, pospiesz się...- niemal wybiegł z pokoju. Mój "kochanek" spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i udał się w ślady przyjaciela. Nie byłam w stanie ustać na nogach. Mimowolnie usiadłam na środku podłogi. Płakałam. Wcale nie chciałam tego robić, mimo to, płakałam. Co jakiś czas ścierając rozmazany makijaż z policzków. Nie mam pojęcia, przez ile czasu nie czułam nic. Zupełnie. Pustka. Jedynie poczucie tego, że przez Zayna zniszczyłam to coś, co mogło być miłością. To było miłością. Było... Nie widząc sensu w byciu tutaj z chłopakami dłużej, powędrowałam do pokoju spakować walizki.
- Zayn mu to wytłumaczył.- podskoczyłam w miejscu słysząc głos Liama- Nie jest zły, nie martw się. Wystarczy tylko z nim pogadać. To nie twoja wina- powiedział. Łkając podeszłam do Daddy'ego i wtuliłam się w jego tors. Pogłaskał moje włosy. Nie chciał, żebym płakała. Zrozumiałam, dlaczego całe 1D uwielbia, kiedy to właśnie Liam pomaga im rozwiązywać problemy.
        Szukałam Harrego przed apartamentowcem. Siedział sam na ławce, ze słuchawkami w uszach. Zaszłam go od tyłu i zakryłam mu oczy dłońmi.
- Zgadnij, kto to?- próbowałam się rozluźnić, jednak kiedy tylko przebywałam w pobliżu Loczka, nie mogłam zachować spokoju.
- Wiem, że to ty. Usiądziesz?- wskazał miejsce obok siebie. Przysiadłam się do chłopaka i po chwili milczenia postanowiłam w końcu przeprosić.
- Ja... ja nie chciałam. Wiesz to...- przerwał mi. Nie da się zbytnio rozmawiać, kiedy ktoś cię całuje- ... Wiesz, że cię kocham.
- Też cię kocham- uśmiechnął się- I zapomnijmy o całej sytuacji. Nawet nie jesteśmy oficjalnie parą.
- Już jesteśmy- zachichotałam i wtuliłam się w jego sweter. Korzystając z ostatnich chwil mojego pobytu w Londynie, rozmawialiśmy o planach, co będziemy robić, gdy Harry wróci do Holmes Chapel. Zaproponował, że postara się, bym mogła zostać tutaj z nimi. Niestety, na dzień dzisiejszy, musiałam wracać do szkoły. Wyglądałam zza szyby na bruneta, który przyszedł aż tutaj, żeby się ze mną pożegnać. Na Zayna.



niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział 5.

     Drogi Pamiętniku!
 Powoli zaczynam żałować, że zgodziłam się wrócić  do szkoły. Pff, zgodziłam. Właściwie nie miałam wyboru. Harry nie ma teraz czasu, żeby porozmawiać ze mną... Co chwilę jakieś próby. Za dwa tygodnie finał X Factora. Mam ogromną nadzieję, że chłopakom uda się dotrwać i wygrać, bo ich wszystkich uwielbiam. One Direction ma już pokaźną grupę fanów, którzy wymyślili sobie fandom - Directioners. Nie skłamię, jeśli powiem, że też do nich należę. Uwielbiam słuchać, kiedy śpiewają. Ich głosy pasują do siebie, jakby było im przeznaczone śpiewać razem. A to, że nie mogę wspierać ich tam, za kulisami, nie ma żadnego znaczenia. Sumiennie oglądam kolejne odcinki show w telewizji i Video Diary. Powstały bromance jak na przykład Larry, Nouis, Ziam itd. W ciągu paru tygodni tyle się zmieniło. Harry - nieśmiały chłopak, którego poznałam w szpitalu, rozpoczyna swoją karierę, podczas gdy ja cały czas siedzę tu, w Holmes Chapel, i nawet nie mogę się z nim skontaktować...
                                                                             Amm.

     Opadłam na niepościelone łóżko. Zdałam sobie sprawę z tego, że przez ostatnie tygodnie nieco się zaniedbałam. Mój pokój przypominał stajnię Augiasza, włosy ostatni raz czesałam dwa dni temu, a piżamy nie zdejmowałam przez ostatni tydzień. Co z tego, że wróciłam do szkoły, skoro i tak nie wychodziłam z domu? Czułam się głupio i byłam przybita. Nikt nie zwracał na to uwagi, bo przeważnie w domu byłam sama. Chwyciłam kubek gorącej czekolady i po chwili usnęłam, przytulając się do sterty ubrań leżącej na kanapie.
        - AAAALLELUUUUUJA!- wydzierał się Niall operowym głosem. Wszyscy momentalnie się obudzili. Liam spojrzał na niego błagalnym wzrokiem, a Malik zdenerwowany tym, że chłopak mimo uwag kolegów nie przestawał krzyczeć, wstał z kanapy i podszedł do blondyna.
- AŁŁ! Za co to niby miało być?!- Irlandczyk trzymał rękę na czerwonym policzku. Zayn jak gdyby nigdy nic ponownie poszedł spać. Niall poszedł do kuchni znaleźć coś zimnego, by przyłożyć to do opuchniętego policzka. 
- Dzisiaj mamy dzień wolny. Co robimy?- spytał Louis podnosząc się z łóżka.
- Rozważałem opcję odsypiania całego tygodnia...- odezwał się Zayn, wtulając się w poduszkę. Reszta chłopaków wybuchła śmiechem. Postanowili pójść do Londyńskiego wesołego miasteczka. 
- Styles, długo jeszcze?- niecierpliwili się chłopcy. W pośpiechu chwycił telefon i napisał krótkiego sms-a. "Hej, Amy! Stęskniłem się za Tobą! Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy xx".
       Dźwięk przychodzącej wiadomości wyrwał mnie ze snu. I nie, nie śniło mi się to - Harry napisał. Nareszcie, po niemal dwóch miesiącach milczenia. "Nie mogę się doczekać, aż będę mogła Cię uściskać! Wasze występy są niesamowite! x". Zaczęłam skakać ze szczęścia, ze świadomości, że o mnie nie zapomniał. Tego wieczora mama poinformowała mnie, że będę mogła odwiedzić Stylesa w najbliższym czasie. Uściskałam ją z wdzięczności, ale postanowiłam zrobić chłopakowi niespodziankę i nie poinformowałam go o odwiedzinach.

                                               *z perspektywy Harry'ego*
      
      Próby do występów niby nie wydają się takie straszne ani męczące, ale wracałem do pokoju skonany. Może to przez tęsknotę za przeszłością? Z ledwością trafiłem kluczem w drzwi. Rzuciłem torbę na łóżko i włączyłem laptopa. Postanowiłem zrobić twitcama dla fanów. Niemal dostałem zawału, kiedy zobaczyłem, że obok drzwi stoi Amanda. Ta tylko uśmiechnęła się i pomachała.
- Hej?- odwzajemniłem uśmiech i wstałem.
- O mój Boże, Harry, nawet nie wiesz jak bardzo się stęskniłam.- najzwyczajniej w świecie rzuciła mi się w ramiona.
- Też tęskniłem.- dałem jej buziaka w policzek, na co ona lekko się zaczerwieniła- na ile zostajesz?
- Jutro wieczorem wyjeżdżam.- spojrzała na mnie smutno.- Ale to zawsze coś. 
Staliśmy przez chwilę wpatrując się sobie w oczy. Zapewne pocałowalibyśmy się, ale do pokoju wtargnęła reszta chłopaków. Momentalnie oderwaliśmy się od siebie. Nie obyło się bez okrzyków radości na widok Amandy. Była dla nas szóstym członkiem zespołu. Niall zaproponował grę w butelkę i oczywiście wszyscy się zgodzili.
      - Harry. Pytanie czy zadanie?- zapytał mnie Zayn.
- Zadanie.- odparłem z uśmiechem.
- W takim razie... Pocałuj osobę, która najbardziej ci się podoba z nas.- zaczął chichotać. Louis patrzył na mnie przeszywającym wzrokiem. Prawdopodobnie domyślał się, że to do niego najprędzej bym podszedł. Ale była Amy. Kompletnie zaskoczyłem ją tym, że ją pocałowałem. Patrzyła na mnie zawstydzona, ale zadowolona. Dwie godziny później postanowiliśmy iść już spać. 

                                            *z perspektywy Amandy*

     W środku nocy obudził mnie odgłos otwieranych drzwi na balkon. Właściwie nie chciało mi się spać, więc wstałam i podeszłam do drzwi. Harry stał podpierając się o czarną barierkę i patrzył się na panoramę Londynu. Po cichu podeszłam do niego i położyłam moją rękę na jego. 
- Ładnie tu.
- Bardzo.- odpowiedział zapatrzony w ten widok. Opierając się plecami o barierkę przypatrywałam się jego zamyślonej twarzy. Nawet nie zwrócił na to uwagi. Po pięciu minutach ciszy, które zdawały się być godzinami, odwrócił na mnie wzrok.
- O czym myślisz?- spytałam bruneta.
- Porównuję- uśmiechnął się. Widząc mój pytający wyraz twarzy kontynuował- Porównuję piękno Londynu nocą z tobą.
- I co wywnioskowałeś? 
- Jesteś milion razy piękniejsza.- Chłopak chwycił mnie w pasie i namiętnie pocałował. Kompletnie oszołomiona odwzajemniłam pocałunek. Przez tą chwilę myślałam tylko o Nim. Był tylko jego zapach, oczy, usta, głos. Całe moje życie.