czwartek, 28 marca 2013


Rozdział 16.


    Po zamieszczeniu na Twitterze zdjęcia Larrego złość trochę mi przeszła. Dwa lata wszystko było idealnie, a teraz musiało zdarzyć się coś takiego... Skrycie nadal miałam nikłą nadzieję, że jak zwykle się pogodzimy. Ale musiałam odreagować. Nieszczęśliwie - mama i ojciec wyjechali na miesięczne wakacje. Znalazłam inną propozycję - pojechać do mamy Harrego do Holmes Chapel. Zawsze świetnie się dogadywałyśmy. Może wydawało się to głupie, bo wyjeżdżałam do matki chłopaka, który mnie zdradził. Bagaży było sporo. Uwinęłam się z pakowaniem szybko. Harry nie zdążył nawet przyjść do mojego pokoju. Obładowana czterema obszernymi torbami zapukałam do drzwi Zayna. Zdziwił się.
- Wyjeżdżasz?



- Nie chcę. Ale nie mam zamiaru przez jakiś czas mieszkać razem z byłym.- wzruszyłam ramionami.
- Byłym?- nie wiedział o niczym. Wygrzebałam z kieszeni telefon i pokazałam fotografię. 

*z perspektywy Zayna*

   Było mi bardzo przykro. Współczułem Amy, która kochała Harrego. Widziałem, że nadal coś do niego czuje, bo nie zjechała go w tweecie, ani nic z tych rzeczy.
- Przykro mi- przytuliłem się do niej.- Gdzie będziesz?
- Może to głupi pomysł, ale chcę pojechać do mamy Harrego.- wtuliła się we mnie jeszcze mocniej.
- Twoje włosy mnie łaskoczą.- zaśmiałem się. Ona z chichotem odsunęła się i odgarnęła loki. Pomachała mi z korytarza i rzuciła "Trzymaj się". Już tęskniłem.

*z perspektywy Amy*

Zapukałam do drzwi pokoju Nialla. Nie czekając weszłam do środka i zastałam jego oraz Liama. Spojrzeli jednocześnie w moją stronę. Dało się zauważyć, że wiedzą o całej sytuacji. Nie chciałam wyjść na załamaną kretynkę.



- Pewnie już wiecie. Larry is real! Hura!- zaczęłam wymachiwać rękami z uśmiechem na twarzy- Więc żeby nie wchodzić w drogę tym kochasiom, wyjeżdżam na jakiś tydzień.
   Bez zbędnych wytłumaczeń przytuliłam obydwoje. Chwytałam klamkę, kiedy Liam krzyknął:
- Czym jedziesz?
- Obawiam się, że śmierdzącym pociągiem- wzruszyłam ramionami.
- O nie, kochana. Wujek Liam jedzie z tobą.- wstał z fotela, chwycił kluczyki i łaskocząc mnie po brzuchu wyszedł ze mną z mieszkania.



*z perspektywy Harrego*

  Zayn tweetnął, że będzie tęsknił za Amandą, więc chciałem ją jak najszybciej znaleźć. Wyjrzałem zza rogu korytarza, gdy szła roześmiana z Liamem. Była szczęśliwa beze mnie. Nie przeżyłbym, jeśli miałbym być bez niej. Miałem nadzieje, że poszczęści się mi tak jak Liamowi z Danielle. Na razie chciałem dać jej odpocząć ode mnie, a później... Nie wiem jak, ale sprawić, by mi wybaczyła. Za wszelką cenę.



*z powrotem perspektywa Amamdy*

   Droga miała trwać jakieś dwie godziny. Ani ja, ani Liam nie byliśmy zbyt rozmowni, więc bez wyrzutów sumienia założyłam słuchawki na uszy. Wyjechaliśmy z Londynu i zaczęło padać. 

 Tępo wpatrywałam się w pojedyncze krople ciepłej wody, spływające po szybie. Skierowałam dłoń w stronę niewielkiego srebrnego przedmiotu, który leżał przypadkiem obok mnie. "Czemu nie? I tak zaraz się zabiję"... Dziwnie się poczułam i przeszły mnie dreszcze. Dlaczego tak pomyślałam? Nie jestem psychopatką... Raczej... Kilka sekund później naokoło mnie było sporo krwi. Na koszulce i szortach widniały ciemnoczerwone plamy.

Wzdrygnęłam się na samo wspomnienie tego dnia. Mimowolnie zaczęłam płakać. 



Schowałam słuchawki, mając nadzieję, że to piosenka ma wpływ na mój nastrój. Na moje nieszczęście, Payno zauważył łzy w moich oczach.
- Co jest?- nieco się wystraszył.
- Ja... Przypomniałam sobie coś...- wydukałam, wierząc w to, że nie będzie się dopytywał o szczegóły.
- Amy, wiesz, że jesteśmy rodziną i możesz mi powiedzieć wszystko.
- Dobra... To było jakieś dwa lata temu. Pamiętasz tą akcję, jak - tu wzięłam głęboki oddech - Harry zdradził mnie z tą blondyną. - wypuściłam powietrze, by móc dalej mówić normalnie - Totalnie się załamałam i prawie się zabiłam. On mnie uratował chyba w ostatniej chwili. Na nadgarstkach nadal mam blizny...- parę pojedynczych łez spłynęło mi po policzku.
- Czemu milczałaś?- Liam miał dziwny wyraz twarzy. 



- Bo teraz myślę, że byłam głupia. Że prawie zabiłam się przez chłopaka, który zdradził mnie już dwa razy... Cholera, kto wie, czy nie więcej...
- Harry jest... może nie jest wierny do końca, ale to jest chyba jego natura. Wiem, że on cię kocha, bo nigdy nie widziałem chłopaka, który tak mówi o dziewczynie.- Liam nie kłamie. Nigdy. Resztę drogi siedzieliśmy cicho, pomijając pożegnanie i uściski. Czułam się dużo lepiej, kiedy się wygadałam. 
    Li pomógł mi donieść wszystkie walizki pod dom pani Styles. 



- Jezu, to wygląda tak, jakbym się wpraszała.- zaśmiałam się patrząc na bruneta. Kobieta ubrana w obcisłe jeansy i top otworzyła drzwi. 
- Amy, kochanie!- ulżyło mi, kiedy się ucieszyła na mój widok.- A ty, Liaś, jak wyrosłeś!- przytuliła chłopaka i mnie.
    Brunet posiedział z nami jeszcze chwilę, po czym pożegnał się ze wszystkimi serdecznie i się zmył. Ciepły od parującej herbaty kubek ogrzewał moje zmarznięte ręce.
- Nie jest pani na mnie zła? - wbijałam wzrok w gorący napój, leżący przede mną.
- A dlaczego miałabym być? Słonko, miałaś prawo się gniewać i nadal masz. To całkowicie zależy od ciebie, czy będziesz znowu z Harrym.- spojrzała na mnie troskliwie. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się.
- Kilka razy już mieliśmy niefajne sytuację, ale zawsze wychodziliśmy z tego cało. Niestety, teraz chyba się nie uda. Nie wiem, czy mogę mu ufać. Od zawsze miał dość bliski kontakt z Louisem, a ja to ignorowałam. Co jeśli już długo mnie tak oszukiwał?
- Na prawdę sądzisz, że od zawsze mieli się ku sobie?- popatrzyła na mnie nieco zdziwiona. Wzruszyłam tylko ramionami. Reszta wieczoru upłynęła w ciszy, obie rozmyślałyśmy nad zaistniałą sytuacją.
    Parę dni później wybrałyśmy się na obchód galerii handlowej w pobliżu. Anne zgarnęła ogrom ciuchów do przymierzalni. Zmuszona byłam czekać. Wyjęłam telefon i sprawdzając newsy natrafiłam na nagranie z wczorajszego wywiadu One Direction. Zadrżałam. "Wiele fanek czekało na ten moment. Dzisiaj, oficjalnie, Louis i Harry jako para!". Poczułam, jak łzy niepohamowanie napływają mi do oczu. "Nie chcę ranić Amy, ale nie mogłem jej powiedzieć osobiście, ze względu na to, że wyjechała. Oczywiście, że ją kocham, ale to co jest między mną i Louisem jest niepowtarzalne". 



W napadzie złości cisnęłam komórką o ścianę. Kiedyś sądził, że więź między NAMI jest wyjątkowa. Oczy wszystkich ludzi były skierowane na mnie. Pospiesznie zarzuciłam kaptur na głowę, pozbierałam części telefonu z ziemi i wybiegłam ze sklepu. Usiadłam na chodniku przed centrum handlowym i usłyszałam sygnał dzwonka. Uśmiechnęłam się, kiedy na wyświetlaczu ujrzałam zdjęcie Zayna.
- Jak się czujesz?- usłyszałam w słuchawce troskliwy głos chłopaka.
- Szczerze to marnie. Mógł wcześniej mi powiedzieć, że woli Louisa.
- Postąpił głupio, ale powinniście porozmawiać.
- Przyjdzie na to czas. Narazie robi z siebie totalnego dupka. "Nie mogłem jej powiedzieć, bo wyjechała"...- zaczęłam naśladować głos Harrego, na co Zayn zachichotał.
- Wracaj szybko. Nie możesz przegapić Madison Square Garden, a to już za tydzień!- w jego głosie było słychać ekscytację.
- Nie martw się, nie opuszczę was w tak ważny dzień.- zaśmiałam się.
- W takim razie pa, kochanie!- krzyknął do słuchawki. Chyba się przesłyszałam. Powiedział do mnie "kochanie". 
    Podniosłam się z ziemi już w lepszym humorze i ruszyłam w stronę Anne, która znalazła mnie na parkingu. Wróciłyśmy do domu i zaczęłam się pakować.
- Już wracasz?
- Nie mogę uciekać od swoich problemów. Mogę się założyć, że poczuję się lepiej, kiedy wszystko załatwię.- uśmiechnęłam się. Żeby znów nie zawracać głowy Liamowi, poprosiłam Paula o zawiezienie z powrotem do Londynu. Współczuł mi, więc nie musiałam go długo prosić. Jeszcze tego samego dnia wróciłam. Miałam nikłą nadzieję, że jednak nie zastam tam Harrego. Paul wniósł walizki do mojego pokoju. Gdy tylko ucichły jego kroki na korytarzu, szybko rozczesałam włosy i ruszyłam w stronę pokoju Zayna, gdzie zazwyczaj siedział również Liam. Nie myliłam się. 
- Amy!- Malik zerwał się z kanapy i przytulił.- Stęskniłem się.
- Ja też!- zachichotałam. Payno również został przytulony, po czym usiedliśmy razem przed telewizorem, gdzie chłopcy rozgrywali mecz na konsoli. Nie obyło się bez zamieszczenia wspólnej fotki na Twitterze Liama. 



Zdziwił mnie fakt, że nie zauważyłam żadnego złego komentarza skierowanego do mnie. Jedynie pełno wiadomości, że ślicznie dziś wyglądam i zazdroszczą mi urody. Zrobiło mi się strasznie miło. Directionerki widocznie wiedziały, jak się muszę czuć i starały się mnie pocieszyć. Zayn wygrywał 18-2 z Liamem. Po jakimś czasie było to już 36, ale nikt nie zwracał na to uwagi, bo byliśmy okropnie śpiący i w końcu zasnęliśmy na kanapie. 
    W środku nocy ktoś zaczął mną potrząsać, budząc mnie. W słabym świetle ekranu telewizora ujrzałam błyszczące oczy i lokowatą czuprynę. 
- Możemy pogadać?- szepnął i spojrzał na Liama wtulonego w chrapiącego Zayna. Podniosłam się i wyszliśmy na balkon, zamykając za sobą drzwi. 
- Wiem, jestem głupi.
- Prawda. Jesteś.- odwróciłam wzrok.
- I chociaż wątpię, że kiedykolwiek będziemy razem, to błagam, bądźmy chociaż przyjaciółmi.- zignorowałam prośbę i odwróciłam się do chłopaka plecami. Położył mi rękę na ramieniu.- Jestem idiotą. Przyznaję się, to było najgorsze co mogłem zrobić. Nie wiem, dlaczego nie powiedziałem Ci wcześniej... Nie chciałem cię ranić.



- Właśnie to robisz.- odparłam. Harry miał łzy w oczach. Też się rozkleiłam.
- Ja... Nie wiem, jak się wytłumaczyć...- głos mu się załamał.- Kocham cię, ale nie chciałem cię okłamywać. Nie chciałabyś rozmawiać z pedałem.- powiedział to niemal szeptem, po czym zapadła cisza. 
- Jestem tolerancyjną osobą. Jeśli powiedziałbyś mi o swojej orientacji, nie postrzegałabym cię inaczej. Znam cię długo i wiem, że jesteś cudowny, ale czasem robisz głupie rzeczy. I ukrywanie tego przede mną było jedną z tych rzeczy. 
- Przepraszam.- zapłakany Styles przytulił się do mnie.- Nie chcę cię tracić. Bądźmy przyjaciółmi.
- Na zawsze.- objęłam go jeszcze raz.
***
    Dopiero zdałam sobie sprawę z tego, jak Madison Square Garden jest ogromne. Na backstage'u stałam razem z Megan, Danielle i rodzinami chłopców. 



Zastanawiał mnie brak Perrie, ale byłam zbyt podekscytowana, by komukolwiek zawracać tym głowę. Po wymianie komplementów z Dan, jak to zwykłyśmy robić, dobiegły nas dzikie krzyki.
- Idą.- szepnęła tajemniczo Megan i wybuchnęłyśmy śmiechem. Chłopcy podbiegli do nas i zaczęli nas ściskać.
- Boję się, Amy. A co będzie, jeśli zafałszuję? Albo się przewrócę?- Liam nerwowo podskakiwał.
- Przewroty w twoim wydaniu są wyjątkowo urocze, więc przewracaj się śmiało.- wyszczerzyłam zęby spoglądając na chłopaka i trzepocząc rzęsami. Podszedł Harry, nadal nieco nieśmiały w stosunku do mnie.
- Daj czadu, kocie!- zaśmiałam się i zawiesiłam mu na szyi.
- Dla ciebie wszystko, kwiatuszku!- rozluźnił się i odwzajemnił uśmiech. 



Niall obawiał się najbardziej o to, czy nie zgłodnieje podczas występu. Louis kopnął Harrego z całej siły w tyłek.
- Na szczęście!- krzyknął z demonicznym śmiechem, kiedy Styles zbierał się z podłogi. Zayn cały czas wpatrywał się we mnie, przez co poczułam się nieco onieśmielona. Mimo to podeszłam i przytuliłam go. Dostrzegłam łzy w jego hipnotyzujących brązowych oczach.
- Jestem z was dumna.- uderzyłam go pięścią w bark.
- Dzięki.- przetarł załzawione oczy i ustawił się tak jak reszta chłopaków, przy wejściu na wielką scenę. Danielle, widząc jak się trzęsę, chwyciła mnie pod rękę i zacisnęła pięści. Jakiś facet zaczął odliczać dwadzieścia sekund. Dłużyły się w nieskończoność. Gdy chłopcy wybiegli na scenę rozległy się ogłuszające piski. 
- Cześć!- zadudnił głos Louis'ego i krzyki jeszcze bardziej się nasiliły. Już po pierwszych dźwiękach "Moments" łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Dziewczyny również się rozkleiły. Płakałyśmy przez połowę koncertu! W końcu udałyśmy się do automatu z kawą i czekoladą, który stał na jednym z korytarzy, żeby opanować emocje. Z kubkami pełnymi gorących napoi zmierzałyśmy z powrotem za kulisy. Ujrzałyśmy dwóch napakowanych ochroniarzy, ciągnących za sobą dziewczynę. Piszczała i wyrywała się.
- Co się stało?!- spytała podniesionym głosem Danielle, kiedy niemal na nią nie wpadli.
- Ta mała miała pistolet w torebce. Nieźle, nie?- z pogardą spojrzał na blondynę.



- Chciała zastrzelić Nialla.- dodał z powagą drugi. Megan upuściła gorącą czekoladę na niebieską wykładzinę, przy okazji oblewając sobie buty. Nie zwróciła nawet na to uwagi. Gwałtownie zbliżyła się do dziewczyny i wymierzyła jej cios w szczękę. Ja i Dan stałyśmy tam z opuszczonymi szczękami.
- Jak śmiesz?! Co on ci niby zrobił, żeby go zabijać, dziecko?!- najchętniej rzuciłaby się na nią z pięściami, ale ochroniarze ją odciągnęli. Strużka krwi leciała blondynce z nosa. Zakryła twarz i razem z dwoma kolesiami oddaliła się. Meg uderzyła pięściami w ścianę i zalała się łzami, rozmazując przy tym wypracowany makijaż. Objęłam ją.
- Nie musisz płakać. Wszystko dobrze.- wyszeptałam, a dziewczyna odwróciła się w moją stronę i wtuliła we mnie.
- Chciała zabić Nialla... Mojego Nialla...- mówiła przez łzy- Ja go kocham...
- Wiem, że go kochasz. Chodź, wracamy na backstage.- pogłaskałam jej policzek i skierowałam ją w stronę kulis.
    Zayn, zwykle zgrywający bad boy'a, płakał na scenie. Tak samo jak Niall. Uświadomiłam sobie, ile to dla nich znaczy. Dla mnie również. Przypomniałam sobie wieczór, kiedy zebraliśmy się wszyscy w apartamencie Harrego, jego mamy i moim, myśląc nad nazwą nowo powstałego zespołu. Wtedy nie pomyślałabym, że osiągną aż tyle. Że zyskają miliony fanów. Nim się obejrzałam chłopaki otrzymywali brawa po ostatniej piosence tego wieczora. Stali w bezruchu, rozglądając się po arenie. Chyba mnie poniosło i nieświadomie wbiegłam na scenę. Wpadłam w ramiona Zaynowi. 



Co dziwne, żaden z ochroniarzy nie zaczął mnie gonić. Zaskoczony brunet położył ręce na moich plecach, odwzajemniając pełen uczucia uścisk. Pomyślałam sobie, że musi to wyglądać bajecznie, gdy zwróciłam uwagę na spadające wokoło serpentyny i konfetti. Po dłuższej chwili odsunęłam się nieznacznie od chłopaka, chwytając go za ręce. Skierował dłonie na moją talię i zbliżył się do mnie. Fanki zebrane na sali, obserwując tę dziwną sytuację, zaczęły piszczeć wniebogłosy i krzycząc, żebyśmy się pocałowali. Zayn nie kazał im długo czekać, po chwili trwaliśmy w pocałunku. Jeden z kamerzystów wyświetlił nas na wielkim ekranie. 



- Nie wygląda to trochę jak bajka?- zachichotałam- Czuję się jak księżniczka. Brakuje mi tylko sukni.
- I księcia.
- Książe stoi przede mną.- wpatrywałam się w jego czekoladowe oczy.
- Szczęściarz z niego.- ponownie mnie pocałował, wplatając dłonie w moje włosy.



********************************************************

  I to by było na tyle! :) Mam nadzieję, że zakończenie się podoba, bo trochę się nad tym napracowałam. Dziękuję wszystkim, którzy byli cierpliwi i dotrwali do końca <3. Jeśli chcecie, bym zaczęła tutaj pisać kolejne opowiadanie, to napiszcie w komentarzu. To tylko od Was zależy :) Xx

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 15.

    Minęły ze dwa miesiące. Trasa koncertowa była świetna! Niesamowita publiczność spełniająca marzenia. Na każdym koncercie, bez wyjątku, stałyśmy za kulisami. Danielle zachwycała się tym, jak Liamowi do twarzy w kraciastej koszuli, a Megan nadal nie potrafiła przełamać lody z Niallem. A co do Dani - była niezłą tancerką. Moje zdolności w porównaniu z nią były niczym. W każdym razie - patrzyłyśmy na koncert zza kurtyny. Tradycyjnie, nadeszła pora na twitterowe pytania.
- Czy macie dziewczyny?- przeczytał Liam. Spojrzał na Harrego.- Synu, spotykasz się z kimś?- uśmiechnął się złośliwie. Styles stał przez chwilę kiwając się. Wolnym ruchem podniósł mikrofon na wysokość jego ust. Rozejrzał się po publiczności.
- Nie jestem pewny, czy ją znacie. Pewnie nie. Ale jest tutaj z nami.- powiedział powoli. - Chcecie ją zobaczyć?- rozległy się ogłuszające krzyki i Megan pchnęła mnie w stronę sceny. Oślepiona jasnymi reflektorami niepewnym krokiem ruszyłam w stronę Harrego, który wyciągnął rękę w moją stronę. Cała czerwona pomachałam do fanek, a mój chłopak objął mnie i pocałował w policzek. Kazał mi usiąść na tej dość brzydkiej kanapie, która zawsze była na środku sceny. Posłuchałam go i wtedy zaczął śpiewać do mnie "Moments". Myślałam, że się rozpłaczę. Przytuliłam go i zeszłam ze sceny, uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Boże, jakie ty masz szczęście.- Meg patrzyła na mnie jak zaczarowana. Właściwie, nie na mnie, tylko na Nialla...
- Kiedy w końcu mu powiesz, że ci się podoba?
- Że co?- spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Wiem swoje. On też cię lubi, więc nie masz nic do stracenia.- uśmiechnęłam się, a u dziewczyny pojawiły się iskierki w oczach.
    


*z perspektywy Megan*

    W pokoju było już całkiem ciemno. Leżałam chyba cztery godziny ze słuchawkami na uszach. Żeby nie myśleć. Usłyszałam jakiś szelest i gwałtownie zerwałam się z łóżka.
- Hej.- odezwał się Niall, a ja podskoczyłam.
- Przestraszyłam się, zapukaj następnym razem.- ledwo widziałam zarysy jego sylwetki. Panował mrok, było już późno. Słabe światło odbijało się w niebieskich tęczówkach blondyna. Wpatrzona w niego, nie powiedziałam słowa. Spoczął na fotelu.
- Obrazisz się, jeśli cię pocałuję?- spojrzał na mnie lekko skrępowany.
- Nie wiem. Możemy się przekonać.- odparłam, przygryzając wargę. Chłopak podniósł wzrok z podłogi. Nieśmiało usiadł obok mnie. Położył zimną dłoń na moim policzku. Zbliżył się do mnie tak, że mogłam poczuć jego ciepły oddech na szyi. Zadrżałam. Sekundę później delikatnie całował moje usta. Objęłam go i odwzajemniłam pocałunek. Minęły dwie minuty, kiedy oderwał się ode mnie i wpatrzony w moje oczy, lekko się uśmiechnął. Również nie ukrywałam tego, że byłam szczęśliwa i z promiennym uśmiechem na twarzy przytuliłam się do Nialla.



*z perspektywy Amandy*

   Każdy miał w hotelu osobny pokój. I każdy miał coś do roboty. Dlatego siedziałam sama, z kubkiem kakao w zimnych rękach. Czytałam książkę, o jakichś wampirach. Z transu wyrwał mnie sygnał przychodzącego sms-a. Kto o tej porze mógł do mnie pisać? Zdziwiłam się, kiedy dostrzegłam, że to Zayn. 'Przyjdź tutaj'. Z tak krótkiej wiadomości nie dało się niczego wywnioskować, ale on nie prosiłby mnie o coś bez powodu. Założyłam botki na nogi i popędziłam przez korytarz do pokoju Zayna, który był piętro niżej. Przed białymi drzwiami wzięłam głęboki oddech i zapukałam. Cisza. Za drugim razem to samo. Pchnęłam klamkę i bezszelestnie weszłam do środka.
- Zayn?- nikt się nie odezwał. W pokoju był niezły burdel, a na stole...- Cholera, skąd to masz?- powiedziałam przez łzy, biorąc do ręki foliową torebkę. Dopiero teraz dosłyszałam stłumiony szloch. Na niepościelonym łóżku leżał chłopak. Podbiegłam do niego i usiadłam obok. Bez słowa położyłam się obok bruneta i objęłam go. Minęło sporo czasu, zanim podniósł się i pokazał wiadomość, którą otrzymał. Zamarłam.
- Boże... Tak mi przykro.- po policzku spłynęła mi łza i ponownie objęłam chłopaka.



    Zayn zasnął na moich kolanach. Delikatnie głaskałam go po głowie, co jakiś czas odgarniając niesforny kosmyk włosów z jego czoła. Czułam, że jego policzki są nadal mokre od łez. Zastanawiałam się, jak długo zajmie mu otrzaśnięcie się z tej sytuacji. Był bardzo blisko z dziadkiem, kochał go. Jeszcze bardziej martwiłam się o to, czy nie stanie się narkomanem. To byłoby okropne. Jeszcze raz spojrzałam na biały proszek leżący na stole. A obiecywałam sobie, że będę się nim opiekować. Jak bratem. Czułam się za niego odpowiedzialna, bo ostatnimi czasy na prawdę staliśmy się jak rodzeństwo. Wiedziałam, że tylko ja mogę odciągnąć go od narkotyków. Chciałam z nim już porozmawiać, ale był oszołomiony śmiercią dziadka. Kiedy się obudzi, zapewne nadal będzie w szoku, ale przytomniejszy. Moje powieki stawały się coraz cięższe i najchętniej zasnęłabym. Jednak przyglądałam się zarysom twarzy bruneta, ledwo widocznym w ciemności. Zgrabny nos, idealne kości policzkowe i na wpół otwarte malinowe usta. Chłopak idealny - Perrie to szczęściara, pomyślałam. Wtedy uświadomiłam sobie, że na prawdę jestem dla Zayna kimś ważnym. Skoro tylko mi się zwierza i potrafi przy mnie płakać, musi mieć do mnie zaufanie większe niż do reszty chłopaków czy Pezz. Zrobiło mi się jakoś... ciepło na sercu. Uśmiechnęłam się do samej siebie i zasnęłam, przytulona do Zayna.
    Świtało, kiedy obudziłam się, czując na sobie wzrok chłopaka. Jego oczy nadal były podkrążone, a wyraz twarzy trudny do zdefiniowania. Podniosłam się, przeczesując swoje lokowane włosy ręką i ziewnęłam.
- Chcesz kawy?- spytałam lekko zachrypniętym głosem. Pokiwał głową. Bardzo chciałam z nim porozmawiać, ale odwlekałam to, może ze strachu. Ospale powędrowałam do niewielkiej kuchni i przygotowałam dwa kubki gorącego napoju. Trzymając oba w rękach, chciałam wyjść do dużego pokoju, ale przejście zatorował mi Zayn, opierając się o ramę drzwi.
- Pogadamy?- powiedział cicho, lekko załamującym się od płaczu głosem.
- Jasne.- uśmiechnęłam się. Spadł mi kamień z serca, że to on zaczął. Wolnym krokiem usiadł na blacie obok mnie i nabrał powietrza.
- Ja... Nie wiem, dlaczego znowu to robię... Ale nie chcę, żebyś martwiła się przeze mnie, bo to byłoby najgorsze uczucie na świecie. Kocham Cię i nie chcę zawracać ci głowy własnymi problemami. Wybacz mi.- po jego opalonym policzku spłynęła pojedyncza łza. Chwyciłam jego roztrzęsioną rękę.
- To nie twoja wina. Też cię kocham i dlatego staram się ciebie wspierać. Jesteś dla mnie ważny, więc już zawsze będę się o ciebie troszczyć.- pogłaskałam go po policzku.
- Nie będę więcej nic brał, obiecuję. Nie chciałem, ale to było silniejsze ode mnie.- rozkleił się.
- Nie musisz mi się spowiadać!- uśmiechnęłam się.- Jest już dość późno, więc ubierz się, ogarnij i widzimy się na śniadaniu. Chłopaki pewnie już tam czekają.- pocałowałam jego policzek i wyszłam z mieszkania.
    Byłam wykończona. A przed Zaynem stało jeszcze jedno wyzwanie - powiedzieć reszcie o dziadku. Na pewno nie obejdzie się bez płaczu, ale to silny chłopak. Po prostu o tym nie wie.

   Drogi Pamiętniku!
   Nadal nie mogę uwierzyć, że to już dwa lata odkąd istnieje One Direction. Były to dwa najlepsze lata mojego życia i jestem bardzo szczęśliwa. Za chłopcami wielkie sukcesy! Jak na przykład nominacja do BRITs, kolejny album, co wiązało się z Take Me Home Tour. Mnóstwo biletów wyprzedanych, a do rozpoczęcia zostały jakieś cztery miesiące. Miliony fanów na całym świecie! Jest to dla mnie dość krępujące,. Wszędzie, gdzie pójdę z Harrym, chodzi za nami pełno paparazzi. I - tak - nadal jesteśmy razem. Rocznicę mieliśmy parę dni temu. Nie mogę uwierzyć, jak wiele w życiu człowieka może zmienić znalezienie kogoś nieprzytomnego pod krzakiem!
                                                     Amanda

   *z perspektywy Nialla*

   Paul zawołał nas do biura, chcąc nam przekazać coś ważnego. Podekscytowani ruszyliśmy w stronę gabinetu. Siedział tam, z bananem na twarzy. Był chyba jedynym członkiem Modest!, którego lubiłem. Był dla nas jak wujek! Usiedliśmy ściśnięci na kanapie.
- Chłopcy - uśmiechnął się i zatrzepotał rzęsami - MADISON SQUARE GARDEN PRZED NAMI! - wydarł się na cały głos. Wszyscy mieliśmy wytrzeszczone oczy i opadnięte szczęki.
- Ż-że co ty po-powiedziałeś?- Liam był zdumiony.
- To, co słyszałeś! Za dwa tygodnie śpiewacie na MSG, bilety już są w sprzedaży!- krzyknął jeszcze raz, sprawiało mu to wielką przyjemność. Zayn, który ostatnio stał się lekko przewrażliwiony popłakał się jak dziecko. Harry, jak przystało na idealną matkę, przytulał Malika, głaszcząc go po głowie. W podskokach wybiegliśmy z sali, chwytając za telefony. Liam od razu wykręcił numer Danielle, Louis wrzeszczał przez słuchawkę do Eleanor, ja zadzwoniłem do Megan, Harry do mamy, a Zayn... Nie, nie przesłyszałem się - do Amy! Byłem pewny, że pierwszą poinformuje Perrie. Pewnie czysty przypadek.
  
   *z perspektywy Amandy*

   Cieszyłam się z ich szczęścia, ale nie byłam zadowolona z jednej rzeczy - hejty, które zwykle były kierowane do mojej osoby, teraz się nasiliły. "Na MSG Larry się ujawni!", "Koniec udawania, Amanda!". Zabolało mnie serce, serio. Tak mocno, że popłakałam się natychmiast. Nie zważając na rozmazany makijaż, od razu włączyłam kamerkę i podałam na Twitterze link do mojego twitcama. Nie przestając płakać, obserwowałam rosnącą liczbę oglądających. Było ich około dziesięciu tysięcy, a nadal przybywało. Targały mną mieszane uczucia. Widziałam wiadomość typu "Dlaczego płaczesz, kochana? xx" - na chwilę zrobiło mi się miło, że ktoś o mnie się martwi. Ale chwilę później pojawiało się pięć innych. "Spierdalaj z naszego życia. I tak wiemy, że jesteś tylko przykrywką Larrego!". Opanowałam na moment szloch.
- Wow, dużo was tutaj. Pewnie i tak nie chcecie wiedzieć, co mam do powiedzenia, bo widzę, że nie przepadacie za mną... Chcę tylko, żebyście wiedziały, że Harrego znam dłużej niż Louis. Ohh, nie opowiem wam tej historii, management zabronił, ale jestem pewna, że Harry i tak kiedyś o tym opowie w jakimś wywiadzie...- na chwilę na moich ustach zagościł grymas przypominający uśmiech- Kocham go. Nikt nie zabrania wam wierzyć w Larrego, ale uszanujcie mój i Harrego związek. To tak wiele? Nie wiecie, jak się czuję, kiedy czytam opryskliwe komentarze na mój temat i mogę się założyć, że nie chcecie wiedzieć, bo to straszne uczucie. Chce ci się cały czas płakać, zabić się. Coś niszczy cię od środka.- znów łzy zaczęły spływać po moich czarnych przez tusz policzkach. - Sama jestem Directioner i wiem, że jest nas wiele. I znoszę te wszystkie hejty, tysiące fanek chcących pocałować Harrego. Byłam z nim od początku, wspierałam go jeszcze jako solistę w X Factor i myślę, że zasługuję chociaż na akceptację. Także, to jest powód, dla którego płaczę. Nie starajcie się na siłę niszczyć naszej miłości, bo zapewniam, że długo nad nami jako parą pracowaliśmy, i nie było łatwo zostać razem aż do dziś. Wiem, przynudzam, ale wiecie teraz, o czym myślę każdego dnia. Trzymajcie się.- posłałam na koniec nieśmiały uśmiech i zatrzasnęłam laptopa.
    Przeszywającą od dziesięciu minut ciszę przerwał Liam, który wparował do pokoju z laptopem, mając na wyświetlaczu nagranie z twitcama.
- Dobrze zrobiłaś.- usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.- Chociaż te czarne smugi pod oczami nie wyglądają za fajnie.- zaśmialiśmy się. Chłopak usiłował zetrzeć z moich policzków makijaż ręcznikiem.
- Dziękuję- uniosłam kąciki ust.
- Nie chcesz go stracić, prawda?
- Pamiętam jeszcze, jak się czułam, kiedy mój tato nagle wybiegł z domu, trzymając torbę podróżną w ręku. Po kłótni z mamą, mówiłam ci już kiedyś o tym. I to jest właśnie jedno z tych cholernych uczuć, o których zapominasz, ale one dalej tam są, w środku, i sprawiają, że masz całkiem inne nastawienie. Dlatego staram się być idealna, żeby mieć Harrego przy sobie do końca życia.
- Nikt nie jest idealny.
- On tak.- położyłam głowę na kremowej poduszce, wpatrując się w sufit. Liam również położył się.
- Chyba zaczynam rozumieć, o czym mówisz. Gdyby Danielle nie dała mi drugiej szansy, zapewne byłbym wrakiem człowieka.- zaśmiał się cicho, po wypowiedzeniu tego zdania. Ale tak by było. I o tym wiedział.
    Dzień później, kiedy zalogowałam się na Twittera - tak jak się domyślałam - wszędzie było pełno mnie. Mimo to nie żałowałam tego twitcama. Bardzo możliwe, że parę osób jednak zaczęło spostrzegać mnie inaczej. Ku mojemu zdziwieniu - tylko nieliczni nie zmienili poglądów, co do mnie. Wśród mojego twitcama wędrował również drugi filmik - totalnie przypadkowo. Liam zapomniał, że ma włączoną kamerkę w laptopie i tak oto, ktoś wykradł filmik, na którym widać jedynie na początku tors Liama, trzymającego komputer, idącego do mojego pokoju. Kiedy położył go na łóżku, widoczność ograniczyła się do połowy twarzy Liama i moich skarpetek. Ale rozmowę było słychać. Na wszystkich fanpage'ach widniały zacytowane moje słowa: "To jest jedno z tych cholernych uczuć, o których zapominasz, ale one dalej tam są, w środku, i sprawiają, że masz całkiem inne nastawienie". Byłam totalnie wystraszona. W tych oto dwóch filmikach, które były dosłownie WSZĘDZIE, mówiłam o Harrym to, czego nigdy ode mnie nie usłyszał. Rozczesałam włosy, ubrałam się i potruchtałam do pokoju Stylesa. Drzwi były otwarte, ale w środku nikogo. Pomyślałam, że skoro zostawił otwarte drzwi, wróci za chwilę, więc usiadłam na fotelu w rogi pokoju i postanowiłam na niego poczekać.
  
   *z perspektywy Harrego*



    Czułem się podle, sam nie wiem, czemu to robiłem, ale do Louisa zawsze coś mnie przyciągało. Wiem... To nie wystarczający powód do tego, żeby całować się i obściskiwać w pokoju. Zatrzasnąłem za nami drzwi i od razu wpiłem się w jego wargi. Dopiero po pięciu minutach spostrzegłem Amandę, która stała w rogu pokoju, całkiem rozkojarzona, robiąc nam zdjęcia.
- To nie tak...- niemal rzuciłem Louisem o ścianę, starając się wybrnąć z tej beznadziejnej sytuacji.
- Pierdol się.- zapłakana Amy wybiegła z pokoju, trzymając w ręku telefon ze zdjęciami.
   Usiadłem na kanapie, chowając twarz w dłoniach. Tomlinson chwycił za laptopa. Wydał dziwny okrzyk i pokazał mi zdjęcie. Amy zdążyła już nas skompromitować, wstawiając do sieci zdjęcie całującego się mnie i Louisa. "Miałyście racje... Przepraszam, że nie chciałam wam uwierzyć, że ktoś kogo kochałam, może okazać się takim dupkiem... Wypadałoby się z Wami pożegnać, zanim odejdę, więc dziękuję, że chociaż przez ten krótki czas byłyście po mojej stronie xx." myślałem, że zemdleję, kiedy przeczytałem ten opis. Wiedziałem, do czego jest zdolna. Tym razem mogła na prawdę zrobić sobie krzywdę.

********************************************************************************

Po długim czasie jest kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się podoba i błagam, piszcie w komentarzach, czy opowiadanie ma się kończyć dobrze czy źle. To chyba przedostatni rozdział. Jeśli chcecie, żebym jeszcze trochę to pociągnęła, to piszcie w komentarzach :> xx

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 14. 

Z dedykacją dla kochanych @nainsver, Harriet, Patrycji Jakubiec, Mary Zikou i Oli Styles

  Drogi Pamiętniku!
   Już sobie wyobrażam, jak pani Jay panicznie biegała po domu, w poszukiwaniu mnie. Oczywiście, że do niej zadzwoniłam! W południe następnego dnia... Liam ugrzązłby tam na wieki, wysłuchując kolejnych opowieści dziadka Keitha i byłyby zawalony milionami owocowych herbatek Jay. Na szczęście Paul zapewnił mamę Tommo, że jeśli Payne nie wróci, to będą mieli opóźnienie w nagrywaniu płyty.


   - Przepraszam za kłopot, pani Jay, ale widocznie ciągnie mnie do miasta i nici z mojego odpoczynku. Czuję się już dobrze.- kolejny raz musiałam rozmawiać z nią przez telefon Louisa. Ten zaczął mnie przekonywać, że następnym razem powie jej, że mnie nie ma. Odparłam, że nie ma problemu. Jestem pewna, że jeszcze wrócę na ich farmę.
   Siedziałam zza szyby spoglądając na nagrywające One Direction. 


Studio było ogromne. Ta część, w której obecnie się znajdowaliśmy, była urządzona na czarno-biało, ściany pooblepiane plakatami legendarnych zespołów, stylowe meble, które musiały kosztować fortunę. Obok mnie siedziała czwórka facetów zajmujących się nagrywaniem. Czekał nas cały długi dzień w Syco Music.Postanowiłam rozprostować zdrętwiałe już nogi. Powędrowałam do najbliższego okna. Przed wytwórnią płytową stało kilka fanek. Siedem lub osiem. Mimo nieciekawej pogody, zawzięcie czekały na swoich idoli. Chciałam do nich krzyknąć, że dziś nie ma szans na to, by wyszli do nich chłopcy. Postawiłam się na ich miejscu. Zrobiło mi się ich trochę żal, więc zbiegłam na dół po białych schodach. Przywitałam się z Directionerkami.
- Wątpię, czy Paul wypuści dziś kogokolwiek ze studia.- spojrzałam na nie smutnym wzrokiem.- Mają małe opóźnienie w nagrywaniu, ale mogę spróbować wziąść od nich parę autografów. - uśmiechnęłam się. U wszystkich pojawił się błysk w oku. Popędziłam z powrotem po schodach na górę, trzymając markera, parę plakatów, koszulki i inne gadżety. Ochroniarze piorunowali mnie wzrokiem, ale ja tylko słodko się uśmiechnęłam. 1D mieli frajdę przy pisaniu autografów. Na jednej z koszulek znalazł się napis "keep calm and dance like a potato", Zayn narysował na plakacie karykaturę Liama, a Louis nabazgrał na transparencie "Hi, I'm Jennifer".
- I jeszcze coś- wyjęłam telefon.- jedna z dziewczyn chciała od was filmik.- włączyłam kamerę, a chłopcy zaczęli tańczyć i śpiewać. Obładowana tym wszystkim, z bananem na twarzy wróciłam do dziewczyn.
-Uwielbiam cię!- jedna z nich rzuciła mi się na szyję.
- Drobiazg.- uśmiechnęłam się. Po chwili wszystkie fanki zaczęły piszczeć, bo z okna z drugiego piętra wychylał się Zayn krzycząc "Vas Happenin'?". Niestety, Paul natychmiast kazał mu się schować, twierdząc że się przeziębi.
      Chłopców czekał ciężki tydzień przy dokańczaniu debiutanckiej płyty "Up All Night". Tymczasem ja, po długiej rozłące, pojechałam do Holmes Chapel, do mamy i...
- Tato?!- wysoki, wysportowany mężczyzna stał pośrodku salonu, rozmawiając z mamą.- Chyba wieki cię nie widziałam!- zawołałam i rzuciłam się mu w ramiona ze łzami w oczach.
- Hej, mała.- poklepał mnie po plecach.- Wyładniałaś!- zlustrował mnie i uśmiechnął się. Równie mocno uściskałam mamę i zaproponowałam seans filmowy. Pomysł się spodobał - dwie sekundy później ojczulek grzebał w szufladzie, szukając dobrego horroru, a ja i mamusia przygotowywałyśmy przekąski.
- Na tak długo wyjeżdżasz... Naprawdę go kochasz.- spojrzała na mnie opiekuńczym wzrokiem.
- Wiesz przecież wszystko.- Uśmiechnęłam się.- Mnie ciekawi, kiedy tata wrócił?- zaczęłam nalewać lemoniadę do szklanek. Mama powiedziała, że po prostu przyszedł z czerwonymi kwiatami i powiedział, że strasznie tęsknił. Facet idealny. A to ja powinnam była go przepraszać... Zgasiliśmy światła w domu i z mnóstwem popcornu zasiedliśmy przed dużym ekranem telewizora. Zwykle horrory mnie śmieszyły, ale przy tym czymś miałam gęsią skórkę. Mama siedziała z zasłoniętymi oczyma, tato patrzył przez przymrużone powieki, ale ja dzielnie wytrzymywałam. Nagle poczułam zimną dłoń na swoim karku. Zaczęłam okropnie krzyczeć.
- Boże, Amy, co ci?- zaczęła rechotać Meggie.- A tak w ogóle to dobry wieczór.- uśmiechnęła się w stronę moich rodziców.
- Nigdy. Więcej. Tak. Mi. Nie rób.- wstałam z fotela, wciąż trzymając się za kark. Poszłyśmy do mojego pokoju na górze. Wygrzebałam z szafy tony starych czasopism. "Mamy co robić." pomyślałam. Przeglądając gazety, śmiałyśmy się ze strojów celebrytek. Megan obróciła kolejną stronę gazety, było tam zdjęcie Nialla. Skierowała dłoń na jego uśmiechnięte foto. Jak zaczarowana.
- Dlaczego nie pojedziesz do Londynu ze mną?- rzuciłam.
- Myślałam, że nie zapytasz.- zaśmiała się. Rozradowane zaczęłyśmy rozmyślać o tym, czy Niall ucieszy się na widok mojej przyjaciółki. Miałyśmy trochę zaległości, co do plotkowania i ogólnie rozmów. Opowiedziałam jej o Jade, Zaynie i Perrie, głowie Liama (o tym wypadku akurat huczały wszystkie media) i  o aferze z Horanem. Rozgadałyśmy się na tyle, że zrobiło się późno i Meg postanowiła przenocować u mnie. Przebrane w piżamy, zeszłyśmy do kuchni, która była na parterze. Wyjęłyśmy chipsy z szafki i wzięłyśmy colę. Obładowane jeszcze toną innych słodyczy i wskoczyłyśmy pod koce, żeby obejrzeć ciekawy film. Okazał się jednak trochę mniej "ciekawy" i po pół godzinie już kimałyśmy. Obudziłam się wcześnie. Była może piąta nad ranem. We włączonym nadal telewizorze leciały akurat newsy na MTV. Przetarłam oczy, poprawiłam skołtunione włosy i zaczęłam wpatrywać się w ekran. Serce stanęło mi w miejscu i chciało mi się płakać, krzyczeć.

                                                      *Z perspektywy Harrego*

   Jak najciszej wstałem i na stąpając po białym dywanie pospiesznie zacząłem się ubierać. Okropnie boląca głowa utrudniała mi skoordynowane ruchy, więc narobiłem trochę hałasu.
- Już wychodzisz? Może zostaniesz chociaż na śniadanie?..- blondynka spoglądała na mnie z niepościelonego łóżka. W pośpiechu zapiąłem bluzę i wybiegłem z jej mieszkania, rzucając tylko oschłe "nara". Założyłem szary kaptur na głowę i przeciwsłoneczne okulary, na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał mnie rozpoznać. Wysilałem się, wymyślając jakąś wymówkę na całonocną nieobecność. Zgubiłem się? Poszłem w odwiedziny do kuzyna? Zrezygnowany przekroczyłem próg apartamentu. Kocimi ruchami wbiegłem na schody, mając nadzieję, że nie zauważyli, że mnie nie było. Otwierałem już drzwi do swojego pokoju.
- Gdzie byłeś?- odwróciłem się i zobaczyłem Liama.
- Ja... No ten... W kinie.- ucieszony tym, że udało mi się odpowiedzieć, obróciłem się chwytając pozłacaną klamkę.
- A szczerze?
- Jak to... szczerze?- starałem się zachować kamienną twarz, ale moje oczy były przepełnione strachem. Payne wyjął z kieszeni komórkę i odtworzył krótki filmik. "Harry Styles ze sławnego boysbandu One Direction spędził wczorajszą noc w towarzystwie piosenkarki pop Taylor Swift" - a po tym seria zdjęć.
- Cholera...- szepnąłem przez zaciśnięte wargi. Usiadłem na podłodze, opierając się o beżową ścianę i chowając twarz w roztrzęsionych rękach.


- Ile razy mam ci do cholery powtarzać, że masz nie pić, bo zachowujesz się później jak ostatni idiota?!- wydarł się na mnie tak głośno, że z parteru przyleciała reszta chłopaków. To musiał być dziwny widok - płaczący ja, a nade mną zawsze miły Liam, który w tej chwili prawił mi kazanie, nieźle przy tym krzycząc i machając rękami we wszystkie strony. W końcu chyba opadł z sił, bo zamknął się i najzwyczajniej w świecie zszedł do salony ochłonąć. Czując na sobie dziwny wzrok pozostałej trójki, bez słowa wszedłem do pokoju. Tak jak myślałem - wszystkie media "analizowały" ten incydent. Wyłączyłem laptopa i telewizję i walnąłem na łóżko. Usłyszałem sygnał przychodzącego sms-a.
- Kurwa.

                                            *Z perspektywy Amandy*

  Zostałam sama w domu. Megan musiała już wracać, a rodzice pojechali na wycieczkę. Pierwszy raz mnie to cieszyło. O ile można to było nazwać szczęściem. Roztrzęsionymi dłońmi zaczęłam przeszukiwać kuchenne szuflady. Znalazłam. Niby nic, małe białe pudełeczko. A w nim zwykłe tabletki nasenne. Oparłam się o ścianę.
- Co ja robię?- zaczęłam płakać. Czy tak bardzo go kocham? Że chcę się zabić? Chwiejnym krokiem weszłam do łazienki. W ubraniach weszłam do kabiny prysznicowej i puściłam wodę. Szum wody zagłuszał choć trochę moje myśli. Tępo wpatrywałam się w pojedyncze krople ciepłej wody, spływające po szybie. Skierowałam dłoń w stronę niewielkiego srebrnego przedmiotu, który leżał przypadkiem obok mnie. "Czemu nie? I tak zaraz się zabiję"... Dziwnie się poczułam i przeszły mnie dreszcze. Dlaczego tak pomyślałam? Nie jestem psychopatką... Raczej... Kilka sekund później naokoło mnie było sporo krwi. Na koszulce i szortach widniały ciemnoczerwone plamy. Otrząsnęłam się i pospiesznie wstałam z ziemi. Zmyłam całą krew i owinęłam poharatane nadgarstki bandażem, który na szczęście znalazłam w szafce.
Spojrzałam w lustro. Pozostało mi w głowie jedynie pytanie, co się ze mną stało... Gdzie jest dawna Amanda. Wiecznie rechocząca z byle powodu, sympatyczna brunetka, która ostatnio swoje kontakty ograniczyła do... dziesięciu osób? Zmyłam rozmazany makijaż. Przebrałam się w jensowe spodenki i beżowy sweter z motywem sowy. Oczywiście, z długimi rękawami. Odwinęłam bandaże stwierdzając, że krew już nie leci. I co teraz? Miałam zamiar się zabić... Wstrząśnięta swoim zachowaniem, usiadłam za blatem w kuchni.
- Znowu się widzimy...- przekręciłam pudełko w ręce i je otworzyłam. Wysypałam całą zawartość przed siebie. Zaczęłam bawić się białymi tabletkami. Wyjęłam z lodówki puszkę piwa mojego taty. Położyłam je obok tabletek. Wszystko gotowe. Chwyciłam jedną z nich i powoli zaczęłam kierować ją w stronę moich ust. Pożegnałam się. Nawet z nim. Napisałam, że się więcej nie zobaczymy i było super... Taa.. "super". Ze łzami w oczach rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ktoś nagle gwałtownie trzasnął drzwiami. Stanął jak słup soli, kiedy mnie zobaczył. Zaczął płakać. 


Chyba pierwszy raz widziałam, jak płacze. Podbiegł do mnie i objął. Przez jego szloch zrobiło mi się głupio. A chyba powinnam być na niego zła. Ale... uratował mnie od samobójstwa. Tak? Chwycił mnie za ręce.
- Auu! Puść mnie, boli!- krzyknęłam i wyrwałam się mu.
- Co boli?- spytał. Zgłupiałam. Przyznałam się. Podwinął rękawy swetra i zobaczył to... Leżące na stole lekarstwa i alkohol też nie umknęły jego uwadze.
- O mój Boże.- wyszeptał.- Zabiłbym cię... Ja... Przepraszam. Błagam. Wybacz mi. Jestem idiotą...- zaczął, gładząc moje dłonie. Łza popłynęła po moim policzku. Przytuliłam go.
- To ja byłam głupia. Nie wiem co mnie naszło...- patrzyłam mu w oczy. Przyglądał się ranom na nadgarstkach. Po serii błagań o wybaczenie pocałował mnie.

   Drogi Pamiętniku!
Jakimś cudem jest to, że Harry zdążył przyjechać na czas. Jestem głupia. Chciałam zostawić Zayna, któremu obiecałam, że będę się nim opiekować. Chciałam zostawić Liama, który był dla mnie jak starszy brat. Zmusiłabym do histerii Nialla, który jest przecież wrażliwy. A Louis? Próbowałby rozbawić wszystkich, ale sam uznałby, że tym razem nie da rady i załamałby się. Nie wspominając już o Harrym, który poszedłby w moje ślady i zabił się, rozbijając zespół. Prawie zniszczyłam im przyszłość... Jestem pewna, że gdy wyruszę w trasę z chłopakami, to wszystko wróci do normy, a nawet będzie jeszcze lepiej.  


*** 
 Po bardzo długim czasie jest kolejny rozdział! Dziękuję tym, którzy cierpliwie czekali, bo nie miałam totalnie pomysłu, o czym pisać :(. Mam nadzieję, że się podoba! min. 5 komentarzy = rozdział 15.

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 13.

Z dedykacją dla wspaniałych dziewczyn - Kajoja12 oraz Ola Styles
 
      Fanki były zaniepokojone gdy zobaczyły zdjęcie Liama z bandażem na głowie. Natychmiast kazałam mu coś o tym napisać, więc po chwili na jego timeline widniał nowy tweet: "Nie przejmujcie się, to tylko mały wypadek :) x".
- Mały wypadek? Bałam się o ciebie, idioto!- spojrzałam na bruneta sprawdzającego interakcje.
- Myślisz, że my nie byliśmy przerażeni, kiedy Harry dzwonił ze szpitala?!- odparł, patrząc na mnie z wyrzutem.
- Co nie zmienia faktu, że jesteś idiotą.- zaśmiałam się, a Liam rzucił we mnie z całej siły poduszką i wylądowałam na podłodze. Rozpętał wojnę, którą przerwała Jade. Wbiegła do pokoju, wystrojona. Czerwone włosy były zakręcone w loki, oczy mocno umalowane i była ślicznie ubrana. Stała chwilę zdyszana, z bananem na twarzy.
- Szykuj się, bejbe. Jedziemy.- kiwnęła na mnie głową.
- Gdzie mnie zabierasz?- zachichotałam. 


- Niespodzianka.- szepnęła tajemniczo i zaczęła wertować ciuchy w szafie. Wybrała fioletowe rurki, biały podkoszulek, jeansową kurtkę i fullcapa. Pomachałam do Liama, który wyczuł mój wzrok typu "Ratuj mnie, zanim będzie za późno". Nie miałam pojęcia, co może wymyślić Jade. Wydawała się być szalona. Zaciągnęła mnie do czarnego Jeepa i odjechałyśmy szybko, zapewne by nie zostać zauważone przez Jay. Miałam tu w końcu odpoczywać, a nie brać udział w jakichś tajemnych spotkaniach. Nie wiedziałam, gdzie wywozi mnie ruda. Powoli zanikały ładne krajobrazy i wjechałyśmy do sporego miasta. Mimo tego, że była późna noc, miasto tętniło życiem. Zatrzymałyśmy się na obszernym parkingu przed klubem. Stanęłam na nogach, przyglądając się budynkowi.
- Funky Buddha moja droga!- chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku wejścia. Szczerze wątpiłam w to, czy nas wpuszczą. Jednak Jade posiadała moc przekonywania. Napakowany ochroniarz bez problemu nas przepuścił, zapatrzony w moją towarzyszkę. Ze zdziwieniem patrzyłam, jak drobna szesnastoletnia dziewczyna rozmawia... flirtuje ze starszymi facetami. Umięśnieni kolesie postawili nam parę drinków. Jade już padała z nóg, a mi zachciało się siku. Truchtem pobiegłam do toalety, do której prowadził wąski korytarz. W kącie siedziało dwóch facetów opartych o ścianę. Jeden z nich trzymał w ręku... prochy? Już chciałam pójść, kiedy jeden z nich podniósł głowę i spojrzał w moim kierunku. Przeszły mnie dreszcze. Ta twarz była znajoma.
- Ja pierdole.- wyszeptałam. Zmrużył oczy, poznał mnie. Z kamienną twarzą podbiegłam tak i chwyciłam go za rękę. Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo. Ten drugi facet zaczął coś krzyczeć, ale nie byłam w stanie nic zrozumieć. Założyłam brunetowi kaptur na głowę i założyłam mu swoje ciemne okulary. Nie zapominałam o tym, że jest kimś rozpoznawalnym. To mogłoby się dla niego źle skończyć. Podeszłam szybko do Jade, żeby powiedzieć jej, że wychodzę i razem z chłopakiem wybiegłam z lokalu. Złapaliśmy jakąś taksówkę. Nie chciałam już wracać do Liama i Jay. Z mojego odpoczynku nic nie wyszło. Kazałam jechać taksówkarzowi do mojego apartamentu w Londynie, był bliżej. To duże dziecko, które właśnie zgarnęłam, położyło mi głowę na kolanach i zasnęło. Pogłaskałam go, starając się opanować, mimo złości, którą czułam. Dałam napiwek kierowcy i pospiesznie wysiadłam z auta kierując się razem z brunetem do mojego mieszkania. Drżącą ręką jakoś trafiłam kluczem do zamka. Rzuciłam chłopaka na kanapę. Nieco się ocknął.
- Co to miało kurwa być?!- wydarłam się w jego stronę. Był "nieobecny". Chwilę później mogłam usłyszeć ciche chrapanie.- Zayn frajerze.- krzyknęłam i ze łzami w oczach położyłam się na podłodze i przytulona do szlafroka, zasnęłam.

                                                      *z perspektywy Zayna*

      Nie pamiętałem nic z wczorajszego wieczora. Nie wiedziałem, jak znalazłem się w mieszkaniu Amy. Przecież ona była u Jay. Po cichu wstałem z kanapy i rozejrzałem się po pokoju. Niemal nie nadepnąłem na Amm, która spała na podłodze. Po rozmazanym makijażu stwierdziłem, że stało się coś złego. W obawie, że to ja zawiniłem, przygotowałem w kuchni dwa kubki kakao. Duże kubki, takie jak lubiła Amanda. Na palcach podszedłem do niej i usiadłem po turecku. Szturchnąłem ją lekko. Otworzyła oczy, chwilę miała zdziwiony wyraz twarzy. Widocznie wszystko sobie przypomniała, bo wyczułem bijący od niej niepokój. Bez słowa wręczyłem jej kubek. Wzięła łyka ciepłego napoju i spojrzała na mnie.
- Co to było? Wieczorem.- szepnęła ledwo słyszalnym głosem.
- Ja... nie wiem?- zawahałem się.
- Zayn, czy ty masz jakieś problemy?- wydusiła. Musiałem dziwnie wyglądać, mojego wyrazu twarzy nie dało się opisać. Wiedziałem, że coś zrobiłem źle, ale kompletnie nic nie ogarniałem.- Ten drugi trzymał jakieś prochy. Brałeś to. Zayn, na prawdę nic nie pamiętasz?- jej wzrok przeszywał mnie na wylot. Nagle wszystko wróciło.
- O Boże. Ja... serio?- zacząłem się jąkać, a ona troskliwie chwyciła moją dłoń.
- Nie bój się. Ja na pewno nikomu nie powiem. Ale martwię się o ciebie...- jej ciemne oczy napełniły się łzami. Złapałem ją za ręce.
- Nie... Nie byłem świadomy. Dużo wypiłem, a ten koleś... On mi to dał.- otarłem jej czarny z tuszu policzek, na którym widniało parę łez.
- Niepotrzebnie mi się tłumaczysz. Ja po prostu nie chcę, żebyś w to wszystko wpadł. Obiecaj, że to pierwszy i ostatni raz.- jej kawowe oczy hipnotyzowały.
- Obiecuję. Jeśli kiedykolwiek by się to powtórzyło, podejdź do mnie i przywal z całej siły.- odparłem. Kąciki jej ust lekko się podniosły. Wstała i poszła się ogarnąć, podczas gdy ja ścieliłem łóżko i zmywałem po śniadaniu.






___________________________________________________________

Jest już 13 rozdział! Dziękuję za ponad 1000 wejść, miło wiedzieć, że ktoś czyta twojego bloga ^^. Jednak strasznie mało komentujecie, a to mnie niestety trochę demotywuje. Nawet zastanawiałam się nad zawieszeniem bloga. Pokażcie, że Wam chociaż trochę zależy i chcecie czytać, skomentujcie coś
Jeśli chcecie 14. rozdział, napiszcie chociaż 5 komentarzy ♥ x
 


czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 12. 


     - Co to miało niby być?!- wbijałam wzrok w blondyna, który stał na środku pokoju z nieokreślonym wyrazem twarzy. Zaczął się jąkać, a ja wybiegłam za Harrym z pokoju. Powstrzymując łzy, usiłowałam dogonić chłopaka idącego wąską aleją za apartamentowcem. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale zdyszana chwyciłam go za dłoń. Przekręcił się w moją stronę i momentalnie odwrócił wzrok. Rozpłakałam się, przy okazji rozmazując makijaż. Najważniejsza osoba w moim życiu nie chciała nawet mnie widzieć. Spotkałam jego wzrok dopiero, gdy zaczęłam głośno szlochać. Przekrzywił twarz w grymasie i dostrzegłam na jego policzku pojedynczą łzę.
- Ja i Niall...- wstrzymałam oddech - Myślałam, że to ty... Przyszedł do mnie, twierdząc, że mu zimno i po prostu się przytulił...- jestem pewna, że mogłabym wytłumaczyć się mu lepiej, ale z trudem łapałam oddech. Nagle lunął deszcz. Harry pospiesznie okrył moje ramiona jego płaszczem.
- Rozchorujesz się jeszcze bardziej.- oznajmił z kamienną twarzą i objął mnie ramieniem prowadząc do domu. Bez życia usiadłam na kanapie. Za dwie godziny miałam wyjechać.

                       *z perspektywy Harrego*

      Czekał na mnie w moim pokoju, siedząc na brzegu łóżka ze spuszczoną głową. Trzęsły mu się ręce. Podniósł się dopiero, kiedy kaszlnąłem. Niepewnie podszedł do mnie, pewnie w obawie, że coś mu zrobię. Spojrzał na mnie. Niall to wrażliwy chłopak, dostrzegłem łzy w jego oczach.
- Jest okej?- spytałem wkońcu, bo blondyn wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć.
- Nie jest okej. Skłóciłem was ze sobą.- odwrócił się do mnie plecami i zakrył twarz dłońmi. Objąłem go na znak zgody.
- Nie gniewam się. Muszę iść do niej.- powiedziałem. Nialler lekko się uśmiechnął, odwzajemniłem uśmiech i wyszłem z pokoju.

                     *z perspektywy Amandy*

     Liam jak zwykle troszczył się o mnie, uparł się, że zawiezie mnie do domu Louisa. Czekałam już, rozwalona na siedzeniu w czarnym samochodzie, podczas gdy Li znosił z góry moje rzeczy. Przymknęłam oczy, by uniknąć rażącego słońca. Okulary spakowałam głęboko do walizki. Chłopak wsiadł do auta. Uścisnął moją dłoń. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to Harry. Nie wyglądał na kogoś rozgniewanego. Możliwe, że Niall wytłumaczył mu wszystko. Było dość dziwnie, rozmawialiśmy bez słów. Spojrzeniami. Oderwał wzrok dopiero, gdy w bramie ukazała się sylwetka Liama. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Oznaczało to, że wszystko jest jak dawniej, a nawet lepiej. Wysiadł z pojazdu, pomachał do Liama wielce rozradowany i zniknął za drzwiami.
     'Farma' (lub czymkolwiek to było) rodziny Louisa była strasznie duża. Ładnie pomalowany, beżowy dom, nieco dalej drewniana stajnia, z której dochodziły odgłosy koni, mnóstwo kur na około, dwa biegające psy i niezliczona ilość kotów. W pobliżu stały dwa lub trzy domy, również w dość wiejskim klimacie. Posiadłość otaczało pełno malowniczych ścieżek, sadów, pól oraz lasów. Wszystko idealne. Daddy wniósł walizki do domu, a ja powędrowałam za nim, po drodze zgarniając na ręce ślicznego rudego kotka.
- Dzień dobry, witam!- do przedpokoju przybiegła pani Jay. Sympatyczna brunetka uściskała Liama tak mocno, że ten ledwo oddychał. Odkleiła się od niego i zlustrowała mnie od głowy do stóp.
- Ładna jesteś.- rzuciła, przyglądając mi się i wybuchłyśmy śmiechem. Mnie również uściskała.
- Pani też nieźle wygląda.- zachichotałyśmy.
- Liaś, kochanie ty moje, też zostaniesz z nami chwilkę, prawda? Ciocia da ci kakałka...- kontynuowała Jay, co Liamowi niezbyt się podobało. Przerwał to, informując, że chętnie posiedzi z nami do wieczora. Ja i Payno przywitaliśmy się z dziadkiem Lou oraz kuzynem Lou - Johnem. Wysoki blondyn o ciemnych oczach, wiecznie szczerzący jakże białe zęby. Liam został obdarowany ogromnym kubkiem obiecanego kakao, a ja dostałam herbatę. Po godzinie słuchania opowieści Keitha (dziadka Tomlinsona) byliśmy tak zanudzeni, że John zauważył to i zaproponował pozwiedzać okolicę konno. W podskokach wyszliśmy na dwór.
- Liaś, kochanie ty moje, umiesz jeździć na koniku, czy wolisz wrócić tam i napić się kakałka?- zaczęłam parodiować Jay, na co blondyn wybuchnął śmiechem.




- Umiem jeździć na koniku, a kakałka nie tknę przez miesiąc.- powiedział wysokim głosem. John zaprezentował nam mniej więcej, co mamy robić, by się nie uszkodzić podczas jazdy. Ja uważnie słuchałam, a Liam powtarzał tylko co chwilę "pff, po co to komu?". Dosiadł czarnego ogiera i ruszył galopem w kierunku jednej z ładniejszych ścieżek. My również poszliśmy w jego ślady.
- Liam, zwolnij!- krzyczał John. Chłopak rozpędził się tak, że nie mogliśmy go nawet dogonić.
- Nigdyyy!- obrócił głowę w naszą stronę nadal utrzymując szalone tempo. Chciałam krzyknąć, ale głos stanął mi w gardle. Payne z impetem właśnie walnął głową w gałąź i spadł z konia. Serce mi stanęło. Zsiadłam z białej klaczy i popędziłam w stronę nieprzytomnego chłopaka. Zaczęłam panicznie go szturchać i 'bić' po twarzy. W głowie miałam tylko "Liam obudź się, obudź się, obudź...". John dobiegł do nas. Usadził chłopaka na koniu i sam wsiadł na tego samego. Liam miał strasznie opuchnięte czoło. Ruszyliśmy w stronę domu.
     Pani Tomlinson zrobiła niemałą awanturę biednemu Liamowi. On i tak niezbyt kontaktował, więc jemu było to obojętne. Założyłam mu opatrunek na głowę.
- Boli?- spytałam, patrząc na niego ze współczuciem.
- Jak myślisz? Ałł.- złapał się za głowę i położył na łóżku. Miałam zamiar powiedzieć coś głupiego, żeby poprawić mu humor, ale do pokoju weszła jakaś dziewczyna. Przedstawiła się jako Jade i powiedziała, że mama kazała jej przynieść dla Liama ciasto. Chłopak podniósł się i spojrzał na Jade badawczym wzrokiem.
- A czy my się w ogóle znamy?- spytał.
- Nie, po prostu robię to, co mi kazali.- odparła dziewczyna, kładąc tacę na stoliku.- A ty zostajesz tutaj podobno tydzień. Mieszkam w domu obok. Jeśli byś się nudziła, to chętnie ponudzę się razem z tobą.- uśmiechnęła się do mnie.
- Jasne. Do zobaczenia.- odwzajemniłam smajla i dziewczyna wyszła. Obserwowałam przez chwilę tego idiotę, który zaliczył bliskie spotkanie z drzewem. Najpierw zeżarł połowę ciasta, a później walnął się na łóżko. Stwierdziłam, że zasnął, więc wyszłam po cichu z pokoju.
- Ej. Jeszcze coś. Przywal ode mnie temu ślepemu koniowi.- wyszczerzył zęby.