poniedziałek, 14 stycznia 2013

Rozdział 7.

      Mijały tygodnie. A ja? Żyłam znowu starym życiem, tą samą rutyną, podczas gdy oni wygrywali kolejne odcinki X Factor. Za każdym razem, kiedy patrzyłam na coraz to nowsze zdjęcia chłopaków, miałam łzy w oczach. Zmieniali się, nie do poznania. Niedługo na pewno tak porwie ich świat show biznesu, że całkiem o mnie zapomną. Próbując wyrwać się z tylu przytłaczających myśli wzięłam do rąk książkę. Przewracając kolejną stronę zdałam sobie sprawę, że nawet nie wiem, o czym czytam. Zrezygnowana udałam się na parter, gdzie zastałam mamę.
- Ty w domu? Co jest?- spojrzałam na nią niepewnie.
- Am, ostatnio za dużo czasu spędzam w pracy, więc dziś wzięłam wolne i jedziemy na zakupy!- ucieszona pchnęła mnie w stronę drzwi wejściowych. Pojechałyśmy do centrum handlowego. Mama poinformowała mnie, że mogę sobie wybrać dużo rzeczy, ponieważ trochę zaoszczędziła i ma to być coś w rodzaju wynagrodzenia tylu godzin spędzonych w samotności w domu. Nie lubiłam być tam sama. Za dużo wtedy myślałam. I to o rzeczach, o których nie chcę myśleć.
- Popatrz się na to, jakie cudo!- wskazała na brązową torebkę wiszącą na wystawie i wciągnęła mnie do sklepu. Wypatrzyłam tam legginsy galaxy i biały sweterek z zaplecionymi warkoczami. Obejście wszystkich sklepów, których było mnóstwo, zajęło nam ponad trzy godziny. Wykończone weszłyśmy do pizzerii. Położyłyśmy torby z ciuchami i usiadłyśmy. Mama zaczęła robić przegląd wszystkich nowych rzeczy, a ja zamówiłam dwie porcje frytek i colę.
- Boskie są te buty!- wskazała na moją zdobycz.
- Inaczej bym ich nie kupiła. Będziesz mogła pożyczać.- zaśmiałam się. Nareszcie mogłam z nią spędzić trochę czasu. Mogłyśmy spokojnie porozmawiać, jak matka z córką. Stwierdziłyśmy, że musimy częściej wychodzić gdzieś razem. Odczułyśmy na nowo tą więź między nami, która zaczęła zanikać gdy ona znalazła pracę, a ja byłam rozwydrzoną nastolatką. Przy stoliku obok zauważyłam dziewczyny, które prawdopodobnie były Directionerkami. Co chwilę powtarzały ich imiona. Nie do zniesienia.
- To co, jeszcze parę sklepów zostało.- powiedziałam wesoło, chciałam się odizolować od świata One Direction. Może dlatego większość czasu przesiadywałam w domu.
- Damy radę? Padam z nóg!- zachichotała mama. Zajrzałyśmy jeszcze do paru butików i udałyśmy się z powrotem do domu.
           Meggie zadzwoniła. Zdziwiłam się, bo dawno nie słyszałam jej ani nie widziałam. Chciała wpaść do mnie, żeby poplotkować itd. Jak dawniej. Strasznie się ucieszyłam i oczywiście się zgodziłam. Po kwadransie usłyszałam dźwięczny dzwonek do drzwi.
- Dobry wieczór.- przywitała się z moją rodzicielką.
- Cześć, Megan. Dawno cię tu nie widziałam.- uśmiechnęła się do dziewczyny, a ja zbiegałam już po schodach.
- Nooo cześć!- rzuciłam się na nią. Tęskniłam za nią okropnie. Wygrzebałyśmy z kuchennych szafek wszystkie słodycze, jakie tam były i rozwaliłyśmy się na kanapie u mnie w pokoju.
- Podasz koc?- spytała Meg- Dzięki. A tak w ogóle, to co u ciebie słychać?
- Nic nie słychać. Harry zapomniał o mnie, o całym świecie. Jest tylko on i 1D...
- Nie mów tak!- przerwała mi- Jestem z nim w kontakcie. Nie zmienił się, tylko ci się tak wydaje. Chce się z tobą spotkać, ale zawzięcie twierdzi, że jest ciebie nie wart. Proszę cię, nie myśl, że on jest zły, czy coś. To wspaniały chłopak. Nie zmarnuj tego...- nastąpiła chwila ciszy. Ale ta cisza nie była ani niezręczna, ani nie oznaczała ignorancji.
- Dziękuję, że jesteś.- przytuliłam przyjaciółkę. Przypomniałyśmy sobie stare czasy, kiedy spotykałyśmy się codziennie, rozmawiałyśmy o wszystkim, byłyśmy niemal jak siostry. I czemu to się zmieniło? Przez moją obsesję...
- Tęskniłam.- powiedziałyśmy w tym samym momencie. Roześmiane włączyłyśmy jeden film z mojej kolekcji horrorów. Po zbliżeniu na twarz jednego z grających tam zombie Meg stwierdziła, że wygląda trochę jak Liam. Wybuchnęłyśmy śmiechem. Moment później drzwi zaczęły się uchylać. Piszczałyśmy jak opętane. Ogromne było nasze zdziwienie, kiedy zamiast zombie dostrzegłyśmy Nialla.
- Boże, co się wam dzieje?!- wydarł się przerażony chłopak, a my ze śmiechu niemal tarzałyśmy się po ziemi.
- Przepraszam, Niall, mamy seans horrorów. Dołączysz się?- zaczęłam ze łzami w oczach- A tak w ogóle to co tu robisz?
- Przyjechaliśmy na trzy dni. Wszyscy!- tak się cieszył, że zaczęłam podejrzewać resztę chłopaków o dosypanie mu czegoś do jedzenia. Przywitałyśmy się z resztą zespołu, a moja mama zaangażowała się w gościnę chłopaków i przygotowała mnóstwo kanapek. Rozsiedliśmy się w moim pokoju, a że było nas sporo, połowa rozłożyła materace na podłodze. Rozpoczęliśmy seans filmowy. Biedny Niall raczej nie powinien oglądać tylu strasznych filmów naraz, bo cały czas zakrywał oczy albo przytulał się do Megan czy Louisa. Zeszłam na chwilę do kuchni, żeby donieść napoje na górę. Ktoś zakrył mi oczy. Dreszcze przeszły mi po ciele.
- Zgadnij kto to?- zaśmiał się Harry. Zrobiłam to samo, wtedy, w Londynie. Czyli o mnie nie zapomniał. Obróciłam się do niego z promiennym uśmiechem na twarzy- Wiesz, jak się stęskniłem?- spytał i poprawił grzywkę.
- Też tęskniłam.- chwyciłam go za dłoń. Dostrzegłam jego roziskrzone spojrzenie z poczuciem, że zaraz się rozpłynę. Położył rękę na moim biodrze. Tracąc poczucie rzeczywistości poczułam jego pocałunek. Modląc się w myślach, by Harry nigdy się ode mnie nie oderwał, wplątywałam dłonie w jego włosy. Po paru minutach, które wydawały się być mnóstwem czasu, spojrzałam w jego zielone czarujące oczy. Był niesamowicie przystojny. Błądził wzrokiem po moim spojrzeniu. Znowu poczułam dreszcze. Niestety, ta chwila musiała się kiedyś skończyć. Z góry można już było usłyszeć, że wołają nas zniecierpliwieni. Odwróciłam się, żeby wziąć butelkę z colą, kiedy Harry skorzystał z okazji i dał mi klapsa.
- Debilu!- gwałtownie się odwróciłam i przez przypadek wylałam napój na koszulkę chłopaka. Ten, wkurzony, postanowił się z rewanżować i po chwili staliśmy w totalnie mokrej kuchni, totalnie mokrzy. Kiedy Louis i Niall weszli po nas do pomieszczenia, wybuchnęli śmiechem.
- No co?- spytał Lokers, wyciskając mokrą koszulkę nad zlewem.
- Dach przecieka?- parsknął Tommo. W końcu oni wzięli nie wylane napoje, a ja i Harry poszliśmy się przebrać.
         Kiedy wróciliśmy do pokoju, wszyscy już spali.
- Słodko wyglądają.- uśmiechnęłam się. Leżeli rozwaleni, jak pięcioro małych dzieci. Zajęliśmy z Lokersem ostatnie wolne miejsca na materacu i chwilę później oboje spaliśmy.
         Obudziłam się pierwsza. Szturchnęłam Meggie śpiącą obok.
- Co chcesz?- powiedziała nieprzytomna. Szturchnęłam ją jeszcze parę razy, aż do skutku.- Dobra, wstaję...- Chwilę później rozległo się nasze "Oww", kiedy zobaczyłyśmy Zayna i Liama przytulonych do siebie. Spali tak całą noc. Pożyczyłam Meg jakieś ciuchy i po cichu się ogarnęłyśmy. Zeszłyśmy na dół, żeby dać się chłopakom wyspać. Przejrzałyśmy parę gazet i usłyszałyśmy tupot nóg na schodach.
- Dzień dobry!- uśmiechnęłam się na widok pięciu... czterech rozczochranych twarzyczek.
- Dobry. Zdaje się, że Styles cię wołał.- uśmiechnął się do mnie Payne. Zdziwiona powędrowałam do niego. Siedział na łóżku.
- Hej.- powiedziałam. Posłał mi uśmiech i wskazał gestem, żebym usiadła obok niego. Chwilę siedział milcząc.
- Wiesz... Jestem ciekawy... Czy jesteśmy parą?- spojrzał na mnie. Przypomniałam sobie pocałunki, wszystkie komplementy, i po krótkiej chwili odpowiedziałam.
- Sądzę, że tak.- po chwili poczułam jego uścisk.
- Nie wiesz, jak się cieszę.- pocałował mnie w policzek. Zaśmiałam się.- Co?- spytał.
- Od kiedy całujesz dziewczyny w policzek?- parsknęłam śmiechem. Styles nie czekając ani chwili, zaczął całować mnie po karku i szyi, a ja nie przestawałam chichotać. Chwilę później był pozbawiony koszulki, a jeszcze jedną chwilę później ja również zostałam bez niej. Po upływie pięciu minut biegaliśmy po pokoju w samej bieliźnie.
- Harry, co my robimy?- brzuch bolał mnie od śmiania się, a do tego nie mogłam złapać oddechu przez uciekanie od chłopaka.
- Nie wiem.- usiadł na podłodze śmiejąc się- Ale mi się to podoba.- podeszłam do niego i kopnęłam w łydkę, on udając zdenerwowanego wstał i znów próbował mnie złapać. W końcu poddałam się i rozwaliłam na materacu. On rzucił się na mnie, nie przestając chichotać i namiętnie pocałował.
- Śniadan...- Niall otworzył drzwi- Ups, sorry.- szybko wyszedł, cały czerwony. Chwilę później byliśmy już na dole. Horan nic nie powiedział, ale reszta rozszyfrowała nas po porozumiewawczych spojrzeniach.
- Nie patrzcie się tak!- krzyknęłam, nadal z uśmiechem na twarzy.
- Okej. Może pojedziemy na pizzę?- zaproponował Zayn. Wszyscy zgodzili się i kwadrans później siedzieliśmy w samochodzie.


1 komentarz:

  1. boże raz mam świeczki w oczach a zarazem się śmieje.! Jesteś przecudowna nikt mnie nigdy tak nie zaciekawiło jak twoje opowiadania.! :*♥

    OdpowiedzUsuń