piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 14. 

Z dedykacją dla kochanych @nainsver, Harriet, Patrycji Jakubiec, Mary Zikou i Oli Styles

  Drogi Pamiętniku!
   Już sobie wyobrażam, jak pani Jay panicznie biegała po domu, w poszukiwaniu mnie. Oczywiście, że do niej zadzwoniłam! W południe następnego dnia... Liam ugrzązłby tam na wieki, wysłuchując kolejnych opowieści dziadka Keitha i byłyby zawalony milionami owocowych herbatek Jay. Na szczęście Paul zapewnił mamę Tommo, że jeśli Payne nie wróci, to będą mieli opóźnienie w nagrywaniu płyty.


   - Przepraszam za kłopot, pani Jay, ale widocznie ciągnie mnie do miasta i nici z mojego odpoczynku. Czuję się już dobrze.- kolejny raz musiałam rozmawiać z nią przez telefon Louisa. Ten zaczął mnie przekonywać, że następnym razem powie jej, że mnie nie ma. Odparłam, że nie ma problemu. Jestem pewna, że jeszcze wrócę na ich farmę.
   Siedziałam zza szyby spoglądając na nagrywające One Direction. 


Studio było ogromne. Ta część, w której obecnie się znajdowaliśmy, była urządzona na czarno-biało, ściany pooblepiane plakatami legendarnych zespołów, stylowe meble, które musiały kosztować fortunę. Obok mnie siedziała czwórka facetów zajmujących się nagrywaniem. Czekał nas cały długi dzień w Syco Music.Postanowiłam rozprostować zdrętwiałe już nogi. Powędrowałam do najbliższego okna. Przed wytwórnią płytową stało kilka fanek. Siedem lub osiem. Mimo nieciekawej pogody, zawzięcie czekały na swoich idoli. Chciałam do nich krzyknąć, że dziś nie ma szans na to, by wyszli do nich chłopcy. Postawiłam się na ich miejscu. Zrobiło mi się ich trochę żal, więc zbiegłam na dół po białych schodach. Przywitałam się z Directionerkami.
- Wątpię, czy Paul wypuści dziś kogokolwiek ze studia.- spojrzałam na nie smutnym wzrokiem.- Mają małe opóźnienie w nagrywaniu, ale mogę spróbować wziąść od nich parę autografów. - uśmiechnęłam się. U wszystkich pojawił się błysk w oku. Popędziłam z powrotem po schodach na górę, trzymając markera, parę plakatów, koszulki i inne gadżety. Ochroniarze piorunowali mnie wzrokiem, ale ja tylko słodko się uśmiechnęłam. 1D mieli frajdę przy pisaniu autografów. Na jednej z koszulek znalazł się napis "keep calm and dance like a potato", Zayn narysował na plakacie karykaturę Liama, a Louis nabazgrał na transparencie "Hi, I'm Jennifer".
- I jeszcze coś- wyjęłam telefon.- jedna z dziewczyn chciała od was filmik.- włączyłam kamerę, a chłopcy zaczęli tańczyć i śpiewać. Obładowana tym wszystkim, z bananem na twarzy wróciłam do dziewczyn.
-Uwielbiam cię!- jedna z nich rzuciła mi się na szyję.
- Drobiazg.- uśmiechnęłam się. Po chwili wszystkie fanki zaczęły piszczeć, bo z okna z drugiego piętra wychylał się Zayn krzycząc "Vas Happenin'?". Niestety, Paul natychmiast kazał mu się schować, twierdząc że się przeziębi.
      Chłopców czekał ciężki tydzień przy dokańczaniu debiutanckiej płyty "Up All Night". Tymczasem ja, po długiej rozłące, pojechałam do Holmes Chapel, do mamy i...
- Tato?!- wysoki, wysportowany mężczyzna stał pośrodku salonu, rozmawiając z mamą.- Chyba wieki cię nie widziałam!- zawołałam i rzuciłam się mu w ramiona ze łzami w oczach.
- Hej, mała.- poklepał mnie po plecach.- Wyładniałaś!- zlustrował mnie i uśmiechnął się. Równie mocno uściskałam mamę i zaproponowałam seans filmowy. Pomysł się spodobał - dwie sekundy później ojczulek grzebał w szufladzie, szukając dobrego horroru, a ja i mamusia przygotowywałyśmy przekąski.
- Na tak długo wyjeżdżasz... Naprawdę go kochasz.- spojrzała na mnie opiekuńczym wzrokiem.
- Wiesz przecież wszystko.- Uśmiechnęłam się.- Mnie ciekawi, kiedy tata wrócił?- zaczęłam nalewać lemoniadę do szklanek. Mama powiedziała, że po prostu przyszedł z czerwonymi kwiatami i powiedział, że strasznie tęsknił. Facet idealny. A to ja powinnam była go przepraszać... Zgasiliśmy światła w domu i z mnóstwem popcornu zasiedliśmy przed dużym ekranem telewizora. Zwykle horrory mnie śmieszyły, ale przy tym czymś miałam gęsią skórkę. Mama siedziała z zasłoniętymi oczyma, tato patrzył przez przymrużone powieki, ale ja dzielnie wytrzymywałam. Nagle poczułam zimną dłoń na swoim karku. Zaczęłam okropnie krzyczeć.
- Boże, Amy, co ci?- zaczęła rechotać Meggie.- A tak w ogóle to dobry wieczór.- uśmiechnęła się w stronę moich rodziców.
- Nigdy. Więcej. Tak. Mi. Nie rób.- wstałam z fotela, wciąż trzymając się za kark. Poszłyśmy do mojego pokoju na górze. Wygrzebałam z szafy tony starych czasopism. "Mamy co robić." pomyślałam. Przeglądając gazety, śmiałyśmy się ze strojów celebrytek. Megan obróciła kolejną stronę gazety, było tam zdjęcie Nialla. Skierowała dłoń na jego uśmiechnięte foto. Jak zaczarowana.
- Dlaczego nie pojedziesz do Londynu ze mną?- rzuciłam.
- Myślałam, że nie zapytasz.- zaśmiała się. Rozradowane zaczęłyśmy rozmyślać o tym, czy Niall ucieszy się na widok mojej przyjaciółki. Miałyśmy trochę zaległości, co do plotkowania i ogólnie rozmów. Opowiedziałam jej o Jade, Zaynie i Perrie, głowie Liama (o tym wypadku akurat huczały wszystkie media) i  o aferze z Horanem. Rozgadałyśmy się na tyle, że zrobiło się późno i Meg postanowiła przenocować u mnie. Przebrane w piżamy, zeszłyśmy do kuchni, która była na parterze. Wyjęłyśmy chipsy z szafki i wzięłyśmy colę. Obładowane jeszcze toną innych słodyczy i wskoczyłyśmy pod koce, żeby obejrzeć ciekawy film. Okazał się jednak trochę mniej "ciekawy" i po pół godzinie już kimałyśmy. Obudziłam się wcześnie. Była może piąta nad ranem. We włączonym nadal telewizorze leciały akurat newsy na MTV. Przetarłam oczy, poprawiłam skołtunione włosy i zaczęłam wpatrywać się w ekran. Serce stanęło mi w miejscu i chciało mi się płakać, krzyczeć.

                                                      *Z perspektywy Harrego*

   Jak najciszej wstałem i na stąpając po białym dywanie pospiesznie zacząłem się ubierać. Okropnie boląca głowa utrudniała mi skoordynowane ruchy, więc narobiłem trochę hałasu.
- Już wychodzisz? Może zostaniesz chociaż na śniadanie?..- blondynka spoglądała na mnie z niepościelonego łóżka. W pośpiechu zapiąłem bluzę i wybiegłem z jej mieszkania, rzucając tylko oschłe "nara". Założyłem szary kaptur na głowę i przeciwsłoneczne okulary, na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał mnie rozpoznać. Wysilałem się, wymyślając jakąś wymówkę na całonocną nieobecność. Zgubiłem się? Poszłem w odwiedziny do kuzyna? Zrezygnowany przekroczyłem próg apartamentu. Kocimi ruchami wbiegłem na schody, mając nadzieję, że nie zauważyli, że mnie nie było. Otwierałem już drzwi do swojego pokoju.
- Gdzie byłeś?- odwróciłem się i zobaczyłem Liama.
- Ja... No ten... W kinie.- ucieszony tym, że udało mi się odpowiedzieć, obróciłem się chwytając pozłacaną klamkę.
- A szczerze?
- Jak to... szczerze?- starałem się zachować kamienną twarz, ale moje oczy były przepełnione strachem. Payne wyjął z kieszeni komórkę i odtworzył krótki filmik. "Harry Styles ze sławnego boysbandu One Direction spędził wczorajszą noc w towarzystwie piosenkarki pop Taylor Swift" - a po tym seria zdjęć.
- Cholera...- szepnąłem przez zaciśnięte wargi. Usiadłem na podłodze, opierając się o beżową ścianę i chowając twarz w roztrzęsionych rękach.


- Ile razy mam ci do cholery powtarzać, że masz nie pić, bo zachowujesz się później jak ostatni idiota?!- wydarł się na mnie tak głośno, że z parteru przyleciała reszta chłopaków. To musiał być dziwny widok - płaczący ja, a nade mną zawsze miły Liam, który w tej chwili prawił mi kazanie, nieźle przy tym krzycząc i machając rękami we wszystkie strony. W końcu chyba opadł z sił, bo zamknął się i najzwyczajniej w świecie zszedł do salony ochłonąć. Czując na sobie dziwny wzrok pozostałej trójki, bez słowa wszedłem do pokoju. Tak jak myślałem - wszystkie media "analizowały" ten incydent. Wyłączyłem laptopa i telewizję i walnąłem na łóżko. Usłyszałem sygnał przychodzącego sms-a.
- Kurwa.

                                            *Z perspektywy Amandy*

  Zostałam sama w domu. Megan musiała już wracać, a rodzice pojechali na wycieczkę. Pierwszy raz mnie to cieszyło. O ile można to było nazwać szczęściem. Roztrzęsionymi dłońmi zaczęłam przeszukiwać kuchenne szuflady. Znalazłam. Niby nic, małe białe pudełeczko. A w nim zwykłe tabletki nasenne. Oparłam się o ścianę.
- Co ja robię?- zaczęłam płakać. Czy tak bardzo go kocham? Że chcę się zabić? Chwiejnym krokiem weszłam do łazienki. W ubraniach weszłam do kabiny prysznicowej i puściłam wodę. Szum wody zagłuszał choć trochę moje myśli. Tępo wpatrywałam się w pojedyncze krople ciepłej wody, spływające po szybie. Skierowałam dłoń w stronę niewielkiego srebrnego przedmiotu, który leżał przypadkiem obok mnie. "Czemu nie? I tak zaraz się zabiję"... Dziwnie się poczułam i przeszły mnie dreszcze. Dlaczego tak pomyślałam? Nie jestem psychopatką... Raczej... Kilka sekund później naokoło mnie było sporo krwi. Na koszulce i szortach widniały ciemnoczerwone plamy. Otrząsnęłam się i pospiesznie wstałam z ziemi. Zmyłam całą krew i owinęłam poharatane nadgarstki bandażem, który na szczęście znalazłam w szafce.
Spojrzałam w lustro. Pozostało mi w głowie jedynie pytanie, co się ze mną stało... Gdzie jest dawna Amanda. Wiecznie rechocząca z byle powodu, sympatyczna brunetka, która ostatnio swoje kontakty ograniczyła do... dziesięciu osób? Zmyłam rozmazany makijaż. Przebrałam się w jensowe spodenki i beżowy sweter z motywem sowy. Oczywiście, z długimi rękawami. Odwinęłam bandaże stwierdzając, że krew już nie leci. I co teraz? Miałam zamiar się zabić... Wstrząśnięta swoim zachowaniem, usiadłam za blatem w kuchni.
- Znowu się widzimy...- przekręciłam pudełko w ręce i je otworzyłam. Wysypałam całą zawartość przed siebie. Zaczęłam bawić się białymi tabletkami. Wyjęłam z lodówki puszkę piwa mojego taty. Położyłam je obok tabletek. Wszystko gotowe. Chwyciłam jedną z nich i powoli zaczęłam kierować ją w stronę moich ust. Pożegnałam się. Nawet z nim. Napisałam, że się więcej nie zobaczymy i było super... Taa.. "super". Ze łzami w oczach rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ktoś nagle gwałtownie trzasnął drzwiami. Stanął jak słup soli, kiedy mnie zobaczył. Zaczął płakać. 


Chyba pierwszy raz widziałam, jak płacze. Podbiegł do mnie i objął. Przez jego szloch zrobiło mi się głupio. A chyba powinnam być na niego zła. Ale... uratował mnie od samobójstwa. Tak? Chwycił mnie za ręce.
- Auu! Puść mnie, boli!- krzyknęłam i wyrwałam się mu.
- Co boli?- spytał. Zgłupiałam. Przyznałam się. Podwinął rękawy swetra i zobaczył to... Leżące na stole lekarstwa i alkohol też nie umknęły jego uwadze.
- O mój Boże.- wyszeptał.- Zabiłbym cię... Ja... Przepraszam. Błagam. Wybacz mi. Jestem idiotą...- zaczął, gładząc moje dłonie. Łza popłynęła po moim policzku. Przytuliłam go.
- To ja byłam głupia. Nie wiem co mnie naszło...- patrzyłam mu w oczy. Przyglądał się ranom na nadgarstkach. Po serii błagań o wybaczenie pocałował mnie.

   Drogi Pamiętniku!
Jakimś cudem jest to, że Harry zdążył przyjechać na czas. Jestem głupia. Chciałam zostawić Zayna, któremu obiecałam, że będę się nim opiekować. Chciałam zostawić Liama, który był dla mnie jak starszy brat. Zmusiłabym do histerii Nialla, który jest przecież wrażliwy. A Louis? Próbowałby rozbawić wszystkich, ale sam uznałby, że tym razem nie da rady i załamałby się. Nie wspominając już o Harrym, który poszedłby w moje ślady i zabił się, rozbijając zespół. Prawie zniszczyłam im przyszłość... Jestem pewna, że gdy wyruszę w trasę z chłopakami, to wszystko wróci do normy, a nawet będzie jeszcze lepiej.  


*** 
 Po bardzo długim czasie jest kolejny rozdział! Dziękuję tym, którzy cierpliwie czekali, bo nie miałam totalnie pomysłu, o czym pisać :(. Mam nadzieję, że się podoba! min. 5 komentarzy = rozdział 15.

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 13.

Z dedykacją dla wspaniałych dziewczyn - Kajoja12 oraz Ola Styles
 
      Fanki były zaniepokojone gdy zobaczyły zdjęcie Liama z bandażem na głowie. Natychmiast kazałam mu coś o tym napisać, więc po chwili na jego timeline widniał nowy tweet: "Nie przejmujcie się, to tylko mały wypadek :) x".
- Mały wypadek? Bałam się o ciebie, idioto!- spojrzałam na bruneta sprawdzającego interakcje.
- Myślisz, że my nie byliśmy przerażeni, kiedy Harry dzwonił ze szpitala?!- odparł, patrząc na mnie z wyrzutem.
- Co nie zmienia faktu, że jesteś idiotą.- zaśmiałam się, a Liam rzucił we mnie z całej siły poduszką i wylądowałam na podłodze. Rozpętał wojnę, którą przerwała Jade. Wbiegła do pokoju, wystrojona. Czerwone włosy były zakręcone w loki, oczy mocno umalowane i była ślicznie ubrana. Stała chwilę zdyszana, z bananem na twarzy.
- Szykuj się, bejbe. Jedziemy.- kiwnęła na mnie głową.
- Gdzie mnie zabierasz?- zachichotałam. 


- Niespodzianka.- szepnęła tajemniczo i zaczęła wertować ciuchy w szafie. Wybrała fioletowe rurki, biały podkoszulek, jeansową kurtkę i fullcapa. Pomachałam do Liama, który wyczuł mój wzrok typu "Ratuj mnie, zanim będzie za późno". Nie miałam pojęcia, co może wymyślić Jade. Wydawała się być szalona. Zaciągnęła mnie do czarnego Jeepa i odjechałyśmy szybko, zapewne by nie zostać zauważone przez Jay. Miałam tu w końcu odpoczywać, a nie brać udział w jakichś tajemnych spotkaniach. Nie wiedziałam, gdzie wywozi mnie ruda. Powoli zanikały ładne krajobrazy i wjechałyśmy do sporego miasta. Mimo tego, że była późna noc, miasto tętniło życiem. Zatrzymałyśmy się na obszernym parkingu przed klubem. Stanęłam na nogach, przyglądając się budynkowi.
- Funky Buddha moja droga!- chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku wejścia. Szczerze wątpiłam w to, czy nas wpuszczą. Jednak Jade posiadała moc przekonywania. Napakowany ochroniarz bez problemu nas przepuścił, zapatrzony w moją towarzyszkę. Ze zdziwieniem patrzyłam, jak drobna szesnastoletnia dziewczyna rozmawia... flirtuje ze starszymi facetami. Umięśnieni kolesie postawili nam parę drinków. Jade już padała z nóg, a mi zachciało się siku. Truchtem pobiegłam do toalety, do której prowadził wąski korytarz. W kącie siedziało dwóch facetów opartych o ścianę. Jeden z nich trzymał w ręku... prochy? Już chciałam pójść, kiedy jeden z nich podniósł głowę i spojrzał w moim kierunku. Przeszły mnie dreszcze. Ta twarz była znajoma.
- Ja pierdole.- wyszeptałam. Zmrużył oczy, poznał mnie. Z kamienną twarzą podbiegłam tak i chwyciłam go za rękę. Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo. Ten drugi facet zaczął coś krzyczeć, ale nie byłam w stanie nic zrozumieć. Założyłam brunetowi kaptur na głowę i założyłam mu swoje ciemne okulary. Nie zapominałam o tym, że jest kimś rozpoznawalnym. To mogłoby się dla niego źle skończyć. Podeszłam szybko do Jade, żeby powiedzieć jej, że wychodzę i razem z chłopakiem wybiegłam z lokalu. Złapaliśmy jakąś taksówkę. Nie chciałam już wracać do Liama i Jay. Z mojego odpoczynku nic nie wyszło. Kazałam jechać taksówkarzowi do mojego apartamentu w Londynie, był bliżej. To duże dziecko, które właśnie zgarnęłam, położyło mi głowę na kolanach i zasnęło. Pogłaskałam go, starając się opanować, mimo złości, którą czułam. Dałam napiwek kierowcy i pospiesznie wysiadłam z auta kierując się razem z brunetem do mojego mieszkania. Drżącą ręką jakoś trafiłam kluczem do zamka. Rzuciłam chłopaka na kanapę. Nieco się ocknął.
- Co to miało kurwa być?!- wydarłam się w jego stronę. Był "nieobecny". Chwilę później mogłam usłyszeć ciche chrapanie.- Zayn frajerze.- krzyknęłam i ze łzami w oczach położyłam się na podłodze i przytulona do szlafroka, zasnęłam.

                                                      *z perspektywy Zayna*

      Nie pamiętałem nic z wczorajszego wieczora. Nie wiedziałem, jak znalazłem się w mieszkaniu Amy. Przecież ona była u Jay. Po cichu wstałem z kanapy i rozejrzałem się po pokoju. Niemal nie nadepnąłem na Amm, która spała na podłodze. Po rozmazanym makijażu stwierdziłem, że stało się coś złego. W obawie, że to ja zawiniłem, przygotowałem w kuchni dwa kubki kakao. Duże kubki, takie jak lubiła Amanda. Na palcach podszedłem do niej i usiadłem po turecku. Szturchnąłem ją lekko. Otworzyła oczy, chwilę miała zdziwiony wyraz twarzy. Widocznie wszystko sobie przypomniała, bo wyczułem bijący od niej niepokój. Bez słowa wręczyłem jej kubek. Wzięła łyka ciepłego napoju i spojrzała na mnie.
- Co to było? Wieczorem.- szepnęła ledwo słyszalnym głosem.
- Ja... nie wiem?- zawahałem się.
- Zayn, czy ty masz jakieś problemy?- wydusiła. Musiałem dziwnie wyglądać, mojego wyrazu twarzy nie dało się opisać. Wiedziałem, że coś zrobiłem źle, ale kompletnie nic nie ogarniałem.- Ten drugi trzymał jakieś prochy. Brałeś to. Zayn, na prawdę nic nie pamiętasz?- jej wzrok przeszywał mnie na wylot. Nagle wszystko wróciło.
- O Boże. Ja... serio?- zacząłem się jąkać, a ona troskliwie chwyciła moją dłoń.
- Nie bój się. Ja na pewno nikomu nie powiem. Ale martwię się o ciebie...- jej ciemne oczy napełniły się łzami. Złapałem ją za ręce.
- Nie... Nie byłem świadomy. Dużo wypiłem, a ten koleś... On mi to dał.- otarłem jej czarny z tuszu policzek, na którym widniało parę łez.
- Niepotrzebnie mi się tłumaczysz. Ja po prostu nie chcę, żebyś w to wszystko wpadł. Obiecaj, że to pierwszy i ostatni raz.- jej kawowe oczy hipnotyzowały.
- Obiecuję. Jeśli kiedykolwiek by się to powtórzyło, podejdź do mnie i przywal z całej siły.- odparłem. Kąciki jej ust lekko się podniosły. Wstała i poszła się ogarnąć, podczas gdy ja ścieliłem łóżko i zmywałem po śniadaniu.






___________________________________________________________

Jest już 13 rozdział! Dziękuję za ponad 1000 wejść, miło wiedzieć, że ktoś czyta twojego bloga ^^. Jednak strasznie mało komentujecie, a to mnie niestety trochę demotywuje. Nawet zastanawiałam się nad zawieszeniem bloga. Pokażcie, że Wam chociaż trochę zależy i chcecie czytać, skomentujcie coś
Jeśli chcecie 14. rozdział, napiszcie chociaż 5 komentarzy ♥ x
 


czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 12. 


     - Co to miało niby być?!- wbijałam wzrok w blondyna, który stał na środku pokoju z nieokreślonym wyrazem twarzy. Zaczął się jąkać, a ja wybiegłam za Harrym z pokoju. Powstrzymując łzy, usiłowałam dogonić chłopaka idącego wąską aleją za apartamentowcem. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale zdyszana chwyciłam go za dłoń. Przekręcił się w moją stronę i momentalnie odwrócił wzrok. Rozpłakałam się, przy okazji rozmazując makijaż. Najważniejsza osoba w moim życiu nie chciała nawet mnie widzieć. Spotkałam jego wzrok dopiero, gdy zaczęłam głośno szlochać. Przekrzywił twarz w grymasie i dostrzegłam na jego policzku pojedynczą łzę.
- Ja i Niall...- wstrzymałam oddech - Myślałam, że to ty... Przyszedł do mnie, twierdząc, że mu zimno i po prostu się przytulił...- jestem pewna, że mogłabym wytłumaczyć się mu lepiej, ale z trudem łapałam oddech. Nagle lunął deszcz. Harry pospiesznie okrył moje ramiona jego płaszczem.
- Rozchorujesz się jeszcze bardziej.- oznajmił z kamienną twarzą i objął mnie ramieniem prowadząc do domu. Bez życia usiadłam na kanapie. Za dwie godziny miałam wyjechać.

                       *z perspektywy Harrego*

      Czekał na mnie w moim pokoju, siedząc na brzegu łóżka ze spuszczoną głową. Trzęsły mu się ręce. Podniósł się dopiero, kiedy kaszlnąłem. Niepewnie podszedł do mnie, pewnie w obawie, że coś mu zrobię. Spojrzał na mnie. Niall to wrażliwy chłopak, dostrzegłem łzy w jego oczach.
- Jest okej?- spytałem wkońcu, bo blondyn wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć.
- Nie jest okej. Skłóciłem was ze sobą.- odwrócił się do mnie plecami i zakrył twarz dłońmi. Objąłem go na znak zgody.
- Nie gniewam się. Muszę iść do niej.- powiedziałem. Nialler lekko się uśmiechnął, odwzajemniłem uśmiech i wyszłem z pokoju.

                     *z perspektywy Amandy*

     Liam jak zwykle troszczył się o mnie, uparł się, że zawiezie mnie do domu Louisa. Czekałam już, rozwalona na siedzeniu w czarnym samochodzie, podczas gdy Li znosił z góry moje rzeczy. Przymknęłam oczy, by uniknąć rażącego słońca. Okulary spakowałam głęboko do walizki. Chłopak wsiadł do auta. Uścisnął moją dłoń. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to Harry. Nie wyglądał na kogoś rozgniewanego. Możliwe, że Niall wytłumaczył mu wszystko. Było dość dziwnie, rozmawialiśmy bez słów. Spojrzeniami. Oderwał wzrok dopiero, gdy w bramie ukazała się sylwetka Liama. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Oznaczało to, że wszystko jest jak dawniej, a nawet lepiej. Wysiadł z pojazdu, pomachał do Liama wielce rozradowany i zniknął za drzwiami.
     'Farma' (lub czymkolwiek to było) rodziny Louisa była strasznie duża. Ładnie pomalowany, beżowy dom, nieco dalej drewniana stajnia, z której dochodziły odgłosy koni, mnóstwo kur na około, dwa biegające psy i niezliczona ilość kotów. W pobliżu stały dwa lub trzy domy, również w dość wiejskim klimacie. Posiadłość otaczało pełno malowniczych ścieżek, sadów, pól oraz lasów. Wszystko idealne. Daddy wniósł walizki do domu, a ja powędrowałam za nim, po drodze zgarniając na ręce ślicznego rudego kotka.
- Dzień dobry, witam!- do przedpokoju przybiegła pani Jay. Sympatyczna brunetka uściskała Liama tak mocno, że ten ledwo oddychał. Odkleiła się od niego i zlustrowała mnie od głowy do stóp.
- Ładna jesteś.- rzuciła, przyglądając mi się i wybuchłyśmy śmiechem. Mnie również uściskała.
- Pani też nieźle wygląda.- zachichotałyśmy.
- Liaś, kochanie ty moje, też zostaniesz z nami chwilkę, prawda? Ciocia da ci kakałka...- kontynuowała Jay, co Liamowi niezbyt się podobało. Przerwał to, informując, że chętnie posiedzi z nami do wieczora. Ja i Payno przywitaliśmy się z dziadkiem Lou oraz kuzynem Lou - Johnem. Wysoki blondyn o ciemnych oczach, wiecznie szczerzący jakże białe zęby. Liam został obdarowany ogromnym kubkiem obiecanego kakao, a ja dostałam herbatę. Po godzinie słuchania opowieści Keitha (dziadka Tomlinsona) byliśmy tak zanudzeni, że John zauważył to i zaproponował pozwiedzać okolicę konno. W podskokach wyszliśmy na dwór.
- Liaś, kochanie ty moje, umiesz jeździć na koniku, czy wolisz wrócić tam i napić się kakałka?- zaczęłam parodiować Jay, na co blondyn wybuchnął śmiechem.




- Umiem jeździć na koniku, a kakałka nie tknę przez miesiąc.- powiedział wysokim głosem. John zaprezentował nam mniej więcej, co mamy robić, by się nie uszkodzić podczas jazdy. Ja uważnie słuchałam, a Liam powtarzał tylko co chwilę "pff, po co to komu?". Dosiadł czarnego ogiera i ruszył galopem w kierunku jednej z ładniejszych ścieżek. My również poszliśmy w jego ślady.
- Liam, zwolnij!- krzyczał John. Chłopak rozpędził się tak, że nie mogliśmy go nawet dogonić.
- Nigdyyy!- obrócił głowę w naszą stronę nadal utrzymując szalone tempo. Chciałam krzyknąć, ale głos stanął mi w gardle. Payne z impetem właśnie walnął głową w gałąź i spadł z konia. Serce mi stanęło. Zsiadłam z białej klaczy i popędziłam w stronę nieprzytomnego chłopaka. Zaczęłam panicznie go szturchać i 'bić' po twarzy. W głowie miałam tylko "Liam obudź się, obudź się, obudź...". John dobiegł do nas. Usadził chłopaka na koniu i sam wsiadł na tego samego. Liam miał strasznie opuchnięte czoło. Ruszyliśmy w stronę domu.
     Pani Tomlinson zrobiła niemałą awanturę biednemu Liamowi. On i tak niezbyt kontaktował, więc jemu było to obojętne. Założyłam mu opatrunek na głowę.
- Boli?- spytałam, patrząc na niego ze współczuciem.
- Jak myślisz? Ałł.- złapał się za głowę i położył na łóżku. Miałam zamiar powiedzieć coś głupiego, żeby poprawić mu humor, ale do pokoju weszła jakaś dziewczyna. Przedstawiła się jako Jade i powiedziała, że mama kazała jej przynieść dla Liama ciasto. Chłopak podniósł się i spojrzał na Jade badawczym wzrokiem.
- A czy my się w ogóle znamy?- spytał.
- Nie, po prostu robię to, co mi kazali.- odparła dziewczyna, kładąc tacę na stoliku.- A ty zostajesz tutaj podobno tydzień. Mieszkam w domu obok. Jeśli byś się nudziła, to chętnie ponudzę się razem z tobą.- uśmiechnęła się do mnie.
- Jasne. Do zobaczenia.- odwzajemniłam smajla i dziewczyna wyszła. Obserwowałam przez chwilę tego idiotę, który zaliczył bliskie spotkanie z drzewem. Najpierw zeżarł połowę ciasta, a później walnął się na łóżko. Stwierdziłam, że zasnął, więc wyszłam po cichu z pokoju.
- Ej. Jeszcze coś. Przywal ode mnie temu ślepemu koniowi.- wyszczerzył zęby.







poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 11.

     Ostre światło wpadające przez odsłonięte rolety drażniło moje oczy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i spróbowałam się podnieść. Obraz zamazał mi się przed oczami, położyłam głowę z powrotem na białą poduszkę. Drzwi gwałtownie się otworzyły i stanął w nich dobrze zbudowany brunet. Pospiesznie zbliżył się do mnie i pocałował w policzek. Radosny, ale jednak na jego twarzy było widać, że coś go martwi. Chwyciłam jego zimną dłoń.
- Hej, Harry.- spoglądałam w jego zielone duże oczy.
- Kocham cię.- wypalił, tak poprostu - Wiesz... Będziesz musiała wyjechać na jakiś czas... Gdzieś w góry. Zdala od miastowego gwaru i tak dalej.
- Po jaką cholerę?- uniosłam w górę brwi.
- Odpocząć i wyzdrowieć. Lekarz powie ci później szczegóły, ja się na tym nie znam.- uśmiechnął się i gładził troskliwie moją rękę.
Posiedział ze mną pół godziny. Doktor wygonił go, stwierdzając, że siedział w szpitalu już całą noc i musi pójść spać. Okazało się, że za parę dni miałam wyjechać do rodzinnego domu Louisa, który znajdował się w niewielkim mieście, otoczonym ranczami z końmi, polami i malowniczymi ścieżkami, po których miałabym spacerować, by się "dotlenić". Tomlinson sam zaproponował, bym tam pojechała, że jego mama chętnie ją tam przyjmie. Z grzeczności nie odmówiłam, nie chciałam się narzucać. Ale to miał być jedynie tydzień, a rodzina Lou wydawała się być sympatyczna. Daddy czekający na korytarzu czuł się chyba za mnie odpowiedzialny, bo za wszelką cenę chciał mnie odwieźć, by po drodze ewentualnie coś mi się nie stało.
- Dziękuję.- dałam mu całusa w policzek, kiedy staliśmy już pod moimi drzwiami. Zaczerwienił się i uśmiechnął.
- Jeśli źle byś się poczuła, to odrazu zadzwoń do mnie.- krzyknął jeszcze, kiedy zamykałam drzwi. Liam to chłopak idealny. Troszczy się o wszystkich i o wszystko. Wzięłam prysznic i przebrałam się w czyste ubrania - beżowe rurki i czarny sweterek z wizerunkiem Rihanny. Siedziałam na kanapie z kubkiem herbaty owocowej, kiedy do mieszkania wszedł Harry. Porwał mnie na randkę do kawiarni, ponieważ mieliśmy się nie widzieć przez następny tydzień. Wybraliśmy stolik w kącie, zamówiliśmy dwa pucharki lodów. Nasłuchiwaliśmy radia, gdy nagle... Puścili "What Makes You Beautiful"! Nie był to jeszcze wtedy hit, pierwszy raz na to trafiliśmy. Chłopak siedzący na drugim końcu sali również uniósł głowę.
- Zayn?- ciemnowłosy siedział przy stoliku z jakąś blondynką. Popatrzył w naszą stronę, uśmiechnął się i pomachał. Wstałam i pociągnęłam Harrego do nich.
- Cześć!- chłopak się z nami przywitał- To jest Perrie.- wyszczerzył się w uśmiechu do dziewczyny. Przedstawiliśmy się i dosiedliśmy do nich. Perrie była bardzo rozmowna i miła, a do tego śliczna. Cieszył mnie fakt, że Malik znalazł sobie odpowiednią drugą połówkę. Już na pierwszy rzut oka było widać, że są stworzeni dla siebie. Podobnie się ubierali, okazało się, że Perrie również śpiewała i miała zamiar iść do następnej edycji X Factor i tam spróbować swoich sił. Obiecała, że kiedyś spotkamy się na ognisku czy coś, bo w kawiarni nie wypada śpiewać. Czas uciekał i Styles musiał mnie już odwieźć, bym zdążyła się przygotować do jutrzejszego wyjazdu. Usiłowałam spakować się do dwóch walizek, skończyło się na tym, że ledwo się domykały. Chłopcy śmiejąc się obserwowali, jak staram się dopiąć zamki.
- Pokaż to.- Payno usiadł na podłodze i otworzył jedną z walizek. Wyjął z niej dwie lub trzy koszulki i parę spodni, jedną parę butów i sweter.- Po co ci tyle ciuchów?- spytał, śmiejąc się. Zrobił przegląd również w drugiej torbie, wyrzucił z niej parę rzeczy i z triumfem zapiął obie. Popatrzyłam na niego z wdzięcznością.
       Mój chłopak, stwierdził, że będzie tutaj spać, skoro mamy się nie widzieć parę dni. Musiał wymyślać niezłe argumenty, bym wreszcie się zgodziła. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod kołdrę. Harry, który obiecał, że zostanie na kanapie, powiedział, że mu tam zimno i położył się obok mnie. Byłam już tak zaspana, że nie otworzyłam nawet oczu i niezbyt kontaktowałam. Poczułam jego nagi tors i przeszły mnie dreszcze. Objął mnie i pocałował w policzek. Czułam jego ciepły oddech na swoim ramieniu.
      Ziewnęłam i otworzyłam oczy. Obróciłam się i spojrzałam na...
- Niall?!- spadłam z łóżka i równie szybko wstałam, spoglądając na budzącego się chłopaka.
- Niall?!- powtórzył Harry, który właśnie otworzył drzwi. Wystraszony blondyn zerwał się z łóżka.- Co to ma kurwa być?!- Styles był wyraźnie wkurzony. Do tego Horan był w samych bokserkach. Rozglądałam się niespokojnie po pokoju.
- Harry, to nie tak. Ja myślałam...
- Gówno myślałaś!- przerwał mi chłopak i zatrzasnął za sobą drzwi.




sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 10.

   Drogi Pamiętniku!
      Dziękuję Bogu, że mam najlepszą na świecie mamę, która pozwoliła mi zostać w Londynie na dłuższy czas. Jednak nie dała się przekonać chłopakom, że mogę zostać u nich i wynajęła mi własne małe mieszkanie obok. Jest tu przytulnie - drewniane jasne meble w jadalni połączonej z kuchnią, przestrzenna łazienka i sypialnia. I jeszcze mały balkon obsadzony roślinami. Lepsze od mieszkania w prawie pustym białym pokoju, na materacu, nie? Rozwiesiłam parę plakatów, żeby nie było tak sztywno, a teraz nie potrafię stąd wyjść, tak tu ładnie. Jeszcze Harry zasnął na krześle przede mną i okropnie słodko wygląda.
    Amanda xx


    Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Stali za nimi Louis i Zayn z... prostownicą do włosów. Przyłożyli tylko palce do ust i zrobili "ćśśś". Na palcach podeszli do śpiącego chłopaka i zaczęli prostować mu włosy. Nieco oszołomiona napaścią na mojego chłopaka chichotałam, siedząc po turecku na kanapie okrytej kocem w pasy zebry. Po skończeniu roboty usiedli obok mnie. Dziesięć minut później ofiara zaczęła się budzić. Nie zważając na nas przeciągnął się i ziewnął.
- Hej.- spojrzał w naszą stronę i wolnym krokiem, ospale powędrował do łazienki. Nie musieliśmy długo czekać, by usłyszeć charakterystyczny krzyk. Styles przybiegł spowrotem do salonu, z czapką na głowie, nadal się wydzierając. Do apartamentu wpadł starszy sąsiad.
- Słyszałem krzyczącą małą dziewczynkę!- otworzył na ościerz drzwi i stanął na środku pokoju. Harry zabijał go wzrokiem, a my niemal nie spadliśmy z kanapy śmiejąc się.- Następnym razem krzycz ciszej... - spojrzał na chłopaka i wyszedł. Napotykając przeszywający wzrok Cupcake'a, momentalnie przestaliśmy ryczeć ze śmiechu. Czekaliśmy w ciszy, aż zacznie na nas krzyczeć. Przyjrzał się naszym minom i sam wybuchnął śmiechem. Rzucił tylko "nie róbcie tego więcej" i opuścił apartament. Zouis domagał się śniadania, więc postanowiliśmy przyrządzić naleśniki. Wyjęłam trochę mąki, mleka... Szczerze mówiąc, robiliśmy naleśniki poraz pierwszy, ale to nie mogło być takie trudne. Zayn wyjął patelnię i postawił na kuchence. Wziął miskę i wylał masę na naleśniki na rozgrzaną patelnię.
- Zróbcie coś do picia, a ja to skończę, bo widocznie dobrze mi idzie - ucieszony ze swojej nowo nabytej umiejętności Malik przygotowywał kolejnego naleśnika. Razem z Lou zrobiliśmy trochę lemoniady i poszliśmy do salonu obejrzeć coś w telewizji. Ku naszej uciesze była emitowana powtórka bodajże drugiego odcinka na żywo w X Factorze. Zayn, kiedy tylko usłyszał znajome piosenki, wyleciał jak z procy z kuchni i usiadł obok nas.
- Czy moje włosy nie wyglądały dziwnie?- zapatrzony w ekran chłopak doszukiwał się szczegółów. Parę minut później mój nos zaczął drażnić niemiły zapach. Na początku starałam się go ignorować, ale nasilał się. W końcu chłopcy też zaczęli pociągać nosami. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, nawąchując dziwny zapach, nie mogliśmy zgadnąć, co to było...
- O W DUPĘ - Louis rzucił się biegiem do kuchni. Skarciłam Zayna wzrokiem.
- "Ja to skończę, bo widocznie dobrze mi idzie", gratulacje.- spojrzałam na skołowanego chłopaka jeszcze raz i zaczęłam otwierać wszystkie okna w mieszkaniu. Lou próbował przywrócić do życia poszkodowaną patelnię, a ja podjadałam kilka udanych naleśników. Tomlinson musiał "pilnie wyjść", a Zayn pomagał mi posprzątać i pozmywać po śniadaniu. Kiedy odkładałam talerz na szafkę, chłopak chwycił mnie za rękę. Odwróciłam wzrok na niego, był strasznie blisko. Drugą dłoń położył na moim biodrze.

                                                              *z perspektywy Zayna*

      Dlaczego znowu to robię? Nie mam pojęcia. Niszczę wszystko. Ona jest z Harrym. Patrzyła na mnie nieco oszołomiona. Poczułem, jak łza spływa po moim policzku... Puściłem ją. "Muszę być silny".
- Przepraszam.- odwróciłem się do niej plecami, zająłem się znowu zmywaniem talerzy. Poczułem jak mnie obejmuje.
- Zayn, jesteś wspaniałym chłopakiem, zbyt wspaniałym na bycie z kimś takim jak ja. Okej? Kocham cię, ale jak brata. I zawsze będę cię kochać, bo jesteś jednym z moich najlepszych przyjaciół. - powiedziała. Odwzajemniłem uścisk. Uśmiechnęła się do mnie, ukazując ledwo widoczne dołeczki w policzkach, automatycznie również się uśmiechnąłem. Schowaliśmy resztę naczyń i udaliśmy się razem z resztą chłopaków na umówione wcześniej spotkanie z Paulem. Piękny widok - menedżer ustalający dokładne daty koncertów na trasie, z bananem na twarzy. Wszyscy byliśmy podekscytowania, zwłaszcza dlatego, że skoro wyjeżdżamy w trasę, musimy wcześniej wydać płytę! Pierwsze nagrania miały się odbyć za niecały tydzień. Mieliśmy wtedy nagrać piosenkę o tytule "Stole My Heart", "I wish" i jeszcze dwie inne, których tytułów nie zapamiętałem.

                                                           *z perspektywy Amandy*

     Dość późnym wieczorem dostałam sms-a od Nialla. "Czekamy na Ciebie, chcemy uczcić wyjazd w trasę i album! xx". Odpisałam, że będę za moment. W pośpiechu wygrzebałam z szafy jeansy i miętowy sweter i w podskokach dotarłam do drzwi apartamentu chłopaków. Nie pukając weszłam do środka i od razu zakryłam oczy ręką.
- Louis, zlituj się i ubierz spodnie.- po omacku weszłam do pomieszczenia.
- Ale nie mogę, bo przegram.- odsłoniłam oczy i spojrzałam na niego pytająco.- No bo mam zakład z Harrym, że jeśli całą noc będę chodził bez spodni, to dostanę kasę. - spoglądałam raz na Stylesa, raz na Tommo.
- Albo zrywacie zakład, albo wychodzę. - popatrzyli na siebie. Posłuchali mnie i Lou ubrał się ze zrezygnowaną miną.
     Ze względu na ilość alkoholu, która się tu znajdowała, na chodzie pozostałam tylko ja, Harry i Liam. W końcu nawet Payno usnął. Styles zaproponował spacer. Zgodziłam się, bo potrzebowałam trochę świeżego powietrza. Przechodziliśmy przez kolejny park. Zrobiło mi się trochę ciemno przed oczami, ale pomyślałam, że to wina złego oświetlenia. Jednak po chwili dość mocno zakręciło mi się w głowie, ale chwyciłam się mocniej ręki Harrego, by utrzymać równowagę. Szłam trochę nierówno, więc chłopak zaczął się martwić i pytać się, czy wszystko jest dobrze.
- Nie, nie... Jest okej.- słabo się uśmiechnęłam i padłam nieprzytomna na ziemię.