sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 4.

   - Amy, naleśniki!- wparował do mojego pokoju Harry, podekscytowany zbliżającym się drugim etapem X Factor'a. Jego uśmiech zniknął z twarzy, kiedy potknął się o torbę leżącą na podłogę i wylądował na ziemi, z twarzą w bitej śmietanie, która była na naleśnikach.
- Styles, głupku!- śmiałam się z niego wniebogłosy, a on spojrzał na mnie z pogardą.- Idź się wyczyścić, a ja zrobię śniadanie.- zachichotałam, po czym wyszłam z pokoju. Dołączył do mnie po kwadransie, bez śladu bitej śmietany i pomógł mi w zrobieniu czegoś do jedzenia. 
- To już tylko dwa dni.- szepnęłam, a on szeroko się uśmiechnął. Tyle razy już mu mówiłam, że sobie poradzi, że już w to uwierzył. Stwierdziłam, że dobrze spełniam się w roli jego towarzyszki. Zaproponował wypad na zakupy.
- Oo, tak. Harry musi się odpicować przed występem.- skinął głową na znak, że zgadłam. Roześmiani dokończyliśmy śniadanie i udaliśmy się do najbliższego centrum handlowego. Chłopak wchodził do każdego sklepu, którego wystawa mu się spodobała i kupował mnóstwo rzeczy. Przeglądnęłam wszystkie jego torby i parsknęłam śmiechem.
- O co chodzi?- spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- O to. To wszystko. Masz zamiar to nosić?- przyjrzał się uważnie żółto-niebieskim rurkom, bluzie z motywem kotka, bezsensownym T-shirtom z beznadziejnymi nadrukami i kapeluszowi z fioletową kokardą.
- O mój Boże. Ja to kupiłem?!- zaczął wyśmiewać się z samego siebie. Oznajmiłam mu, że pomogę mu wybrać coś fajnego.
     W pierwszym etapie bootcampu Harry razem z grupką chłopaków wyszli na scenę. Było po nim widać, że na scenie czuje się dobrze i kocha śpiewać przed publicznością. Jakiś chłopak zafałszował jeden ton, ale Simon Cowell spojrzał na niego takim wzrokiem, że ten się rozpłakał. Kolejne minuty mijały szybko. Grupa dziewczyn zaczęła śpiewać. Nadszedł czas ogłoszenia wyników. Paru chłopaków zostało wywołanych na scenę. Jeden z jurorów podziękował im za przyjście do programu. Byłam pewna, że Harry będzie w tej szczęśliwej grupce. I miałam rację. Dziesięć minut później biegał po scenie ciesząc mordę. Patrząc jak jest szczęśliwy automatycznie poprawił mi się nastrój. Następnego dnia odbywał się drugi etap. Wszyscy uczestnicy musieli zatańczyć. Jakiś chłopak, twierdząc, że nie ma talentu do tańca, usiadł za kulisami. Simon go znalazł. Harry powiedział mi, że wcale nie tańczył tak źle, jak mu się pewnie wydawało.

                                       *z perspektywy Harry'ego*

   Zaczęli wywoływać grupy na scenę. Na początek eliminowali dziewczyny, moja grupa była na końcu. Staliśmy tam, każdy strasznie zdenerwowany. Simon, Louis i Nicole po kolei zaczęli wymieniać imiona. Mojego tam nie było. Myślałem, że się załamię. Że tyle godzin poświęconych na próby pójdzie na marne. Zeszliśmy ze sceny. Przyczepił się do mnie operator kamery. Zacząłem szukać Amandy, stała przy moich walizkach. Widząc moją minę przytuliła mnie.
- Nie martw się, ci ludzie się nie znają.- starała się mnie pocieszyć. Jakimś cudem zawsze jej się to udawało. Wychodziliśmy już ze studia, kiedy jakiś koleś zaczął zwoływać wszystkich chłopaków z powrotem do środka. Nie zapomnę momentu, kiedy kazał mi i czwórce chłopaków, i paru dziewczynom wrócić na scenę. Jurorzy powiedzieli, że jesteśmy zbyt utalentowani, żeby nas wyrzucać, więc postanowili połączyć nas w dwa zespoły.

                                        *z perspektywy Amandy*


   Byłam z niego tak cholernie dumna! Gdy zszedł ze sceny pobiegł prosto do mnie i do mamy i cieszył się jak mała dziewczynka, która zobaczyła jednorożca. Postanowił też zaprosić nowych znajomych z zespołu do naszego apartamentu, żeby uczcić ich sukces.
   Pierwszy przyszedł niebieskooki blondyn. Przedstawił się jako Niall. Zaprosiłam go do salonu, żeby tam poczekał na Harry'ego, który chwilę temu poszedł do sklepu. 
- Chcesz coś do picia?- zapytałam uśmiechając się. Kiwnął głową.
- A mogłabyś przynieść też coś do jedzenia? Trochę głodny jestem...- odwzajemnił uśmiech. Po kwadransie wracałam do pokoju z pełną tacą przekąsek i Pepsi. Chłopak spojrzał na tacę jak zakochany, a ja śmiejąc się podałam mu żarcie. Po pół godzinie byli już wszyscy. Zayn - Mulat o czarujących oczach, Liam - najgrzeczniejszy, o ślicznym uśmiechu, Louis - najzabawniejszy i najstarszy i Niall - totalnie nierozgarnięty i zakochany w jedzeniu.
- Jak macie zamiar się nazwać? - zapytałam.
- Chyba nikt o tym jeszcze nie myślał. - odparł Zayn. Cała piątka popatrzyła na siebie pytająco. Przez dobrą godzinę myśleliśmy nad nazwą boybandu, a ja co pięć minut musiałam przynosić nową tacę z jedzeniem, bo Niall głodniał w ekspresowym tempie. 
 - Mam! The Potatoes! - blondyn zerwał się z łóżka. Reszta gości popatrzyła na niego wzrokiem typu "WTF?!"- Okej, nie powiedziałem tego.
- A może One Direction? - odezwał się Harry. Chłopcy przytaknęli. Wszystkim spodobał się pomysł młodszego kolegi. Podniosłam się z podłogi.
- A więc oto początek najlepszego boybandu na świecie - zażartowałam. One Direction również wstało i zrobili zbiorowego przytulasa♥.

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 3.

    - Powodzenia, Harry! A ty, Amando, uważaj na siebie!- pożegnała nas mama, kiedy wchodziliśmy do samochodu pani Styles. Podekscytowani czekającą nas podróżą cały czas śmialiśmy się do siebie. Usiedliśmy na tylnych siedzeniach czarnego auta, po czym wyjęłam z torby słuchawki. Przypatrując się widokom za szybą w końcu zasnęłam. 
 Zeszłam po białych schodach do salonu. Zobaczyłam Harrego, który siedział na czerwonej kanapie trzymając w rękach... dziecko? Podniósł na mnie wzrok. "Amando. Amy, Amm..."
- Amy, jesteśmy na miejscu! Wstawaj!- pani Styles potrząsała mną, próbując mnie obudzić. Wyszłam z samochodu mając w głowie obrazy z mojego idiotycznego snu. Postanowiłam się ogarnąć i rozejrzałam się po rozległym parkingu za moim "towarzyszem". Znalazłam go pod hotelem po drugiej stronie ulicy, w którym mieliśmy nocować w najbliższym czasie. Zawołałam go i pomachałam. Podszedł do mnie i zaprowadził do apartamentu hotelowego. Wypakowałam bagaże, których i tak wiele nie było. Zajęłam pokój na przeciwko sporego tarasu, z którego rozciągał się widok na panoramę całego miasta. Powędrowałam do kuchni. Średniej wielkości pomieszczenie, ściany pomalowane na beżowo, białe szafki i dwie zielone paprotki. 
- Porozglądamy się po okolicy?- zza drewnianych drzwi wyszedł Harry. 
- Pewnie. Ale czy nie musisz przypadkiem ćwiczyć piosenki na casting?- spojrzałam na chłopaka. Wzruszył ramionami.
- Wieczorem.
        Siedziałam na balkonie czekając na chłopaka, który obiecał, że zjawi się i zaprezentuje mi piosenkę, którą miał zamiar zaśpiewać w X Factor. Powoli zaczęło się ściemniać. Automatycznie włączające się lampki zaczęły już mrugać i stwierdziłam, że oświetlony taras wygląda ślicznie. 
Isn't she lovely
Isn't she wonderfull
Isn't she precious
Less than one minute old
I never thought through love we'd be
Making one as lovely as she
But isn't she lovely made from love.-
odwróciłam wzrok na Lokowatego, który stojąc za mną zaczął śpiewać. Jak zaczarowana wstałam i podeszłam do niego.

- Masz czuja, chłopie. To moja ulubiona piosenka.- zaczęłam chichotać- Jestem pewna, że jury przepuszczą cię dalej.
- Dziękuję, Am.- dał mi buziaka w policzek i cała się zaczerwieniłam. Zrobiliśmy dwie gorące czekolady i wróciliśmy na taras. Harry zaczął opowiadać, jak bardzo marzy o tym, by być znanym na całym świecie, jak zawsze starał się być w centrum uwagi. Długo tam siedzieliśmy, podziwiając panoramę oświetlonego Londynu. Coraz lepiej się poznawaliśmy. Dogadywaliśmy się jak z nikim innym. 
       Obudziły mnie rażące promienie słońca. Leżałam na składanym leżaku, przykryta kocem. Styles spał na ziemi pod jakimś szlafrokiem. Ospała przeciągnęłam się i wstałam. Po cichu weszłam do apartamentu i chwyciłam butelkę z wodą. Wróciłam się i uklęknęłam przy chrapiącym Harrym. Powoli przechyliłam otwartą butelkę i śmiałam się patrząc, jak chłopak zrywa się z ziemi oburzony i krzyczy na mnie. 
- Całkiem cię porąbało?! Co to miało znaczyć?!- wyrwał mi wodę z rąk i postanowił się odegrać. Jednak niełatwo było mnie złapać, więc dość długo biegaliśmy po całym już mokrym mieszkaniu. Zabawę przerwała nam mama Harry'ego.
- Co wy wyprawiacie?- udawała zdenerwowaną lecz gdy spojrzała na mokre, akurat na kroczu, spodnie syna wybuchła śmiechem- Kotku, przebierz się.- teraz już obie śmiałyśmy się z niego wniebogłosy, a ten zawstydzony powędrował do swojego pokoju. Nie mógł pogodzić się z porażką. 
          Staliśmy we troje w tłumie przed studiem X Factor'a. Stremowany Harry chodził w kółko obawiając się swojego występu i dużej widowni. Mijały minuty... godziny... Nareszcie dostaliśmy się do środka i jacyś ludzie zaczęli nawoływać Harrego. Spojrzał przerażony na mamę, ta tylko się do niego uśmiechnęła. Chwyciłam go za ręce.
- Nie denerwuj się tak. Jesteś niesamowity i na pewno ci się uda!- pocałowałam go w policzek. Z uśmiechem na twarzy wyszedł na scenę.

        Drogi pamiętniku!
  Nigdy nie zapomnę jego uścisku, kiedy przybiegł do nas ze sceny po usłyszeniu trzech "Tak". Był tak cudownie szczęśliwy, że ktoś docenił jego talent! To dopiero castingi, ale mogę się założyć, że wygra ten program! 
                                                            Amy.

 
 

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 2.

   - Meg? Ile mamy jeszcze czekać?!- niecierpliwiłam się czekając na przyjaciółkę. Razem z Harrym siedzieliśmy w ustronnej kawiarence w Holmes Chapel. 
- Przepraszam cię, Amy, chyba dzisiaj się nie wyrobię.- odpowiedziała. Zdenerwowana rozłączyłam się. Spojrzałam na chłopaka siedzącego przede mną.
- Olała nas. Zostaliśmy sami.- oznajmiłam, na co on skinął głową.
- W takim razie mamy okazję do tego, by lepiej się poznać.- uśmiechnął się życzliwie. Zamówiliśmy dwa koktajle oraz parę kawałków czekoladowego ciasta. 
- Więc może powiesz mi coś o sobie? Jakie jest twoje hobby, czym się interesujesz?- spytałam Loczka. Przez krótką chwilę zastanawiał się co powiedzieć.
- Od niedawna mam swój zespół. Gramy w garażu. Jest nas czwórka - ja, Will, Haydn i Nick. Może kiedyś ci ich przedstawię. Nazywamy się White Eskimo, a ja śpiewam.
- Naprawdę jesteś wokalistą?- nie ukrywałam sympatii do śpiewających chłopaków. 
- Jestem. Dość amatorskim, ale staram się rozwijać.- uśmiechnął się- Teraz może ty coś powiesz?
- Ehmm... Nie mam o czym opowiadać.- zaśmiałam się- Jestem jedynaczką. Meggie, którą chciałam ci dziś przedstawić, jest moją "zapasową siostrą". Kocham malować, uwielbiam gorącą czekoladę i pluszowe misie.- zaczęliśmy chichotać. Siedzieliśmy w lokalu prawie cztery godziny, kiedy naszą rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Ze smutkiem stwierdziłam, że to moja mama, co oznaczało, że będę zmuszona wrócić do domu. Na dworze zaczęło się ściemniać, więc Harry stwierdził, że lepiej będzie, jeśli mnie odprowadzi. 
   Szliśmy spustoszałą uliczką. Po chwili Styles dostrzegł jakiegoś faceta idącego w pobliżu. Wziął mnie za rękę i zaczął niemal biec, co było dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Dotarliśmy do bardziej zaludnionego miejsca, gdzie chłopak mnie puścił i zatrzymał się, łapiąc oddech.
- Kto to był?- zdezorientowana spytałam.
- To on, jestem pewny. "Kolega", który niemal mnie zabił. Wtedy, w parku. Byłem mu winny trochę kasy i na nic się zdawały moje wytłumaczenia, że w piekarni nie zarabia się tyle, żeby spłacić taką kwotę w tydzień...- zamglonym wzrokiem spoglądał na drogę rozciągającą się przed nami. Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem. Zaczął mówić dalej.- Oddałem dość dużo pieniędzy na leczenie jednej dziewczynki, siostry mojej koleżanki, która ma raka. Niestety parę dni później okazało się, że zabrakło mi kasy na wpłatę na wycieczkę szkolną do Francji, więc pożyczyłem od niego. Bill. Jest tak niecierpliwy, że stwierdził, że pięć dni to już o wiele za dużo.- zbliżyłam się do niego i przytuliłam po koleżeńsku. Nieco poprawił mu się humor. Gdy staliśmy pod moim domem podziękował mi za miłe popołudnie i dał buziaka w policzek. 
    Wchodząc do domu zdziwiłam się, że jest tak cicho. Zaczęłam szukać mamy, otwierając każde drzwi po kolei. Zastałam ją w sypialni. Siedziała na fotelu z totalnie rozmazanym makijażem, trzymając w ręku kubek z gorącą herbatą.
- Mamo, wszystko OK?- podeszłam do niej i usiadłam na drugim brzegu fotela.
- Ojciec dzwonił. Powiedział, że na razie nie wróci, bo musi załatwić jakieś sprawy. Beznadziejna wymówka, prawda?- kolejna łza potoczyła się po jej bladym policzku- Kochanie... A co jeśli on już nie wróci już nigdy? Poradzimy sobie same?- przytuliłam ją.
- Nie bój się o to. Tato cię kocha i nigdy w życiu by cię nie opuścił.- uśmiechnęłam się do niej- Chodź na dół, zrobimy ciastka.- niechętnie w stała, po czym powędrowałyśmy do kuchni.
    Wczesnym rankiem obudził mnie telefon od Harry'ego. 
- Osochozi?- wymamrotałam do słuchawki.
- Spotkamy się dzisiaj? Chcę ci coś powiedzieć!- jego przepełniony radością głos przekonałby każdego.
- Jasne. O której?- zapamiętałam, że na godzinę 11:30 miałam się zjawić w parku.
     Idąc wydeptaną ścieżką wypatrywałam chłopaka.
- Bu!- podskoczyłam. Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam rozpromienioną twarz Stylesa. 
- Też się cieszę, że cię widzę.- zachichotałam- a więc, co było tak ważnego, że musiałam tu przyjść?- spojrzałam na niego badawczo.
- Za namową Willa i Haydna zdecydowałem się pójść do tegorocznej edycji X Factora!- szczerzył się w uśmiechu jak głupi.
- O mój Boże, Harry! Już trzymam kciuki! Kiedy wyjeżdżasz?- skakałam ze szczęścia.
- Za trzy dni. Oczywiście, jedziesz ze mną?- puścił mi oczko.
- Pewnie, że tak! Już się nie mogę doczekać!- teraz już oboje cieszyliśmy się jak debile, co skończyło się tym, że tarzaliśmy się po ziemi.
- Chwila. Spokój.- próbowałam opanować Styles'a. Zmęczeni okazywaniem radości patrzyliśmy teraz na chmury, leżąc na trawie. Chłopak spojrzał na mnie. Ja również patrzyłam na niego zdziwiona. Jego zielone tęczówki błądziły po moich oczach. Niepewnie przybliżył się do mnie i pocałował. Wstrząśnięta tą sytuacją odwzajemniłam pocałunek. Jego wargi w końcu oderwały się od moich.
- Chyba się zakochałem.
 

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 1.

Drogi Pamiętniku!
   Dawno nie czułam się tak podle jak dzisiaj... Właściwie to nigdy.  Mama pokłóciła się z ojcem. Wiem, że często się sprzeczają, ale tym razem wtrąciłam się też ja i dzięki MNIE tato spakował parę rzeczy i wyszedł. Nie wiemy na ile. Nie wiemy gdzie. Boję się, że rozbiłam ich małżeństwo... Co będzie, jeśli to prawda? Matka mnie znienawidzi i nie będę miała już nikogo prócz Meggie? 
                                                                  Amanda.

  Szłam niemal nieoświetlonym parkiem. Musiałam nawdychać się trochę świeżego powietrza. Miałam nadzieję, że pomoże mi się uspokoić. Niestety - w tym momencie nie pomogłaby nawet gorąca czekolada, która działała zawsze. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu - dochodziła pierwsza w nocy. Nie zdziwił mnie więc fakt, że na alejce nie było nikogo poza mną. Mimo tego czułam się coraz mniej komfortowo. W miarę jak oddalałam się, latarni było coraz mniej. W końcu stwierdziłam, że dalsza droga jest już całkowicie ciemna i zawróciłam. Otworzyłam już usta, chcąc krzyknąć, ale moje przerażenie było o tyle gwałtowne, że nie zdołałam wydać najmniejszego dźwięku. Pod niezadbanym żywopłotem, który rozrastał się już całkiem dziko, leżał chłopak. Nie rozważałam możliwości, iż jest najzwyczajniej w świecie pijany. Zbyt porządnie wyglądał. Próbowałam go obudzić - bez skutku. Po chwili z przerażeniem ujrzałam, że pod jego głową znajduje się niemała plama krwi. Bez zastanowienia zadzwoniłam po pogotowie. Czekając, minuty wydawały się ciągnąć godzinami. Gdy zjawiła się karetka, postanowiłam, że pojadę z chłopakiem do szpitala. Dlaczego miałabym tego nie zrobić? Możliwe, że uratowałam mu życie. Siedząc przy noszach w ambulansie przyglądałam się badawczo nastolatkowi. Brązowe, lokowane włosy, nieco niezgrabny nos. Ubrany był w jeansy, T-shirt z logiem zespołu, którego nie znałam i rozpiętą kraciastą koszulę. Nawet leżąc nieprzytomny, wydawał się być dużo przystojniejszy od większości chłopców.
    - Panno Perdward, pacjent się obudził.- potrząsał mną wysoki lekarz. Widocznie zasnęłam na szpitalnym korytarzu.
- W takim razie proszę mnie do niego zaprowadzić.- nieco zdenerwowana przed rozmową z brunetem, wstałam z krzesła. Facet w białym uniformie otworzył mi drzwi do niebieskiego pomieszczenia, w którym stało parę białych łóżek. W jednym z nich leżał zielonooki. Niepewnie zrobiłam krok do przodu, po czym lekarz zamknął za mną drzwi. 
- Usiądziesz?- zapytał nieco zachrypniętym głosem. Uśmiechnęłam się, skinęłam głową, po czym podeszłam do chłopaka siadając na brzegu materaca. Przez krótką chwilę lustrował mnie wzrokiem. Zorientowałam się, że robię to samo. Zaczęliśmy się śmiać, aż w pewnym momencie Lokers dostał napadu kaszlu.
- Okej, już, spokojnie.- próbowałam go opanować. Mimo to wyglądał zabawnie i nie mogłam powstrzymać chichotu.
- Jestem Harry.- odezwał się, posyłając mi najcudowniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam - Chciałem ci powiedzieć, że jestem ogromnie wdzięczny za uratowanie mi życia. Gdyby nie ty, albo leżałbym tam dalej, albo...- przerwał. Widząc jego zamglone oczy przedstawiłam się, żeby odciągnąć go od tego, o czym teraz myślał.
- Mam na imię Amanda. Możesz mi mówić Amy.- uśmiechnęłam się- Co się tam właściwie stało? - zżerała mnie ciekawość. Jednak Harry trochę spoważniał i widząc jego niepewną minę od razu zareagowałam - Może kiedy indziej mi opowiesz. Słuchaj, wpadnę tu popołudniu. Teraz muszę pójść do domu, bo na pewno się o mnie martwią. 
- To do zobaczenia. - świadomość, że jeszcze go odwiedzę, była dla niego pocieszająca. Otwierając drzwi pomachałam mu, na co on posłał mi kolejny zniewalający uśmiech.
      Mama wkurzona chodziła po kuchni, a ja próbowałam jej wytłumaczyć, że nic mi się nie stało i jestem cała, a moja całonocna nieobecność była spowodowana tym, że URATOWAŁAM ŻYCIE człowiekowi, który jest mi teraz wdzięczny i czeka na moje odwiedziny w szpitalu.
- Ty uratowałaś komuś życie?! Myślisz, że uwierzę w te bzdury?! Tu się mylisz! - krzyczała tak głośno, że mogłabym się założyć, że wszyscy sąsiedzi ją słyszeli.
- Jeśli na prawdę mi nie wierzysz, to chodź ze mną dzisiaj do niego. - zaproponowałam spokojnie. Ona patrzyła się na mnie przez chwilę jak na idiotkę, ale w końcu uległa.
- Prowadź. 
          Drogi Pamiętniku!
   Od dobrych dwóch godzin czekam na tym zasranym korytarzu na mamę, która plotkuje sobie z Harry'm! Ile można? O czym oni mogą rozmawiać tyle czasu?
    - Amanda! Zbieraj się! - zawołała mnie rodzicielka. Nie ukrywając mojego zdenerwowania pomaszerowałam w jej kierunku. Na parkingu popatrzyła mi się w oczy i zaczęła przemowę.
- Ten Harry jest niesamowity. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile on przeszedł w życiu. Powinnaś z nim porozmawiać, miał naprawdę ciekawe życie.
- Mamo, o czym ty mówisz? - popatrzyłam na nią lekceważącym wzrokiem pukając palcem w moje czoło.

      Kochany Pamiętniku!
   Niby nie przejęłam się tym, co mówiła mama, ale kto nie byłby ciekawy? W ogóle jak ona to robi, że wszyscy od razu zwierzają się jej z najskrytszych sekretów? Zaczynam się jej bać.
                                                     Amm.