Rozdział 14.
Z dedykacją dla kochanych @nainsver, Harriet, Patrycji Jakubiec, Mary Zikou i Oli Styles ♥Drogi Pamiętniku!
Już sobie wyobrażam, jak pani Jay panicznie biegała po domu, w poszukiwaniu mnie. Oczywiście, że do niej zadzwoniłam! W południe następnego dnia... Liam ugrzązłby tam na wieki, wysłuchując kolejnych opowieści dziadka Keitha i byłyby zawalony milionami owocowych herbatek Jay. Na szczęście Paul zapewnił mamę Tommo, że jeśli Payne nie wróci, to będą mieli opóźnienie w nagrywaniu płyty.
- Przepraszam za kłopot, pani Jay, ale widocznie ciągnie mnie do miasta i nici z mojego odpoczynku. Czuję się już dobrze.- kolejny raz musiałam rozmawiać z nią przez telefon Louisa. Ten zaczął mnie przekonywać, że następnym razem powie jej, że mnie nie ma. Odparłam, że nie ma problemu. Jestem pewna, że jeszcze wrócę na ich farmę.
Siedziałam zza szyby spoglądając na nagrywające One Direction.
Studio było ogromne. Ta część, w której obecnie się znajdowaliśmy, była urządzona na czarno-biało, ściany pooblepiane plakatami legendarnych zespołów, stylowe meble, które musiały kosztować fortunę. Obok mnie siedziała czwórka facetów zajmujących się nagrywaniem. Czekał nas cały długi dzień w Syco Music.Postanowiłam rozprostować zdrętwiałe już nogi. Powędrowałam do najbliższego okna. Przed wytwórnią płytową stało kilka fanek. Siedem lub osiem. Mimo nieciekawej pogody, zawzięcie czekały na swoich idoli. Chciałam do nich krzyknąć, że dziś nie ma szans na to, by wyszli do nich chłopcy. Postawiłam się na ich miejscu. Zrobiło mi się ich trochę żal, więc zbiegłam na dół po białych schodach. Przywitałam się z Directionerkami.
- Wątpię, czy Paul wypuści dziś kogokolwiek ze studia.- spojrzałam na nie smutnym wzrokiem.- Mają małe opóźnienie w nagrywaniu, ale mogę spróbować wziąść od nich parę autografów. - uśmiechnęłam się. U wszystkich pojawił się błysk w oku. Popędziłam z powrotem po schodach na górę, trzymając markera, parę plakatów, koszulki i inne gadżety. Ochroniarze piorunowali mnie wzrokiem, ale ja tylko słodko się uśmiechnęłam. 1D mieli frajdę przy pisaniu autografów. Na jednej z koszulek znalazł się napis "keep calm and dance like a potato", Zayn narysował na plakacie karykaturę Liama, a Louis nabazgrał na transparencie "Hi, I'm Jennifer".
- I jeszcze coś- wyjęłam telefon.- jedna z dziewczyn chciała od was filmik.- włączyłam kamerę, a chłopcy zaczęli tańczyć i śpiewać. Obładowana tym wszystkim, z bananem na twarzy wróciłam do dziewczyn.
-Uwielbiam cię!- jedna z nich rzuciła mi się na szyję.
- Drobiazg.- uśmiechnęłam się. Po chwili wszystkie fanki zaczęły piszczeć, bo z okna z drugiego piętra wychylał się Zayn krzycząc "Vas Happenin'?". Niestety, Paul natychmiast kazał mu się schować, twierdząc że się przeziębi.
Chłopców czekał ciężki tydzień przy dokańczaniu debiutanckiej płyty "Up All Night". Tymczasem ja, po długiej rozłące, pojechałam do Holmes Chapel, do mamy i...
- Tato?!- wysoki, wysportowany mężczyzna stał pośrodku salonu, rozmawiając z mamą.- Chyba wieki cię nie widziałam!- zawołałam i rzuciłam się mu w ramiona ze łzami w oczach.
- Hej, mała.- poklepał mnie po plecach.- Wyładniałaś!- zlustrował mnie i uśmiechnął się. Równie mocno uściskałam mamę i zaproponowałam seans filmowy. Pomysł się spodobał - dwie sekundy później ojczulek grzebał w szufladzie, szukając dobrego horroru, a ja i mamusia przygotowywałyśmy przekąski.
- Na tak długo wyjeżdżasz... Naprawdę go kochasz.- spojrzała na mnie opiekuńczym wzrokiem.
- Wiesz przecież wszystko.- Uśmiechnęłam się.- Mnie ciekawi, kiedy tata wrócił?- zaczęłam nalewać lemoniadę do szklanek. Mama powiedziała, że po prostu przyszedł z czerwonymi kwiatami i powiedział, że strasznie tęsknił. Facet idealny. A to ja powinnam była go przepraszać... Zgasiliśmy światła w domu i z mnóstwem popcornu zasiedliśmy przed dużym ekranem telewizora. Zwykle horrory mnie śmieszyły, ale przy tym czymś miałam gęsią skórkę. Mama siedziała z zasłoniętymi oczyma, tato patrzył przez przymrużone powieki, ale ja dzielnie wytrzymywałam. Nagle poczułam zimną dłoń na swoim karku. Zaczęłam okropnie krzyczeć.
- Boże, Amy, co ci?- zaczęła rechotać Meggie.- A tak w ogóle to dobry wieczór.- uśmiechnęła się w stronę moich rodziców.
- Nigdy. Więcej. Tak. Mi. Nie rób.- wstałam z fotela, wciąż trzymając się za kark. Poszłyśmy do mojego pokoju na górze. Wygrzebałam z szafy tony starych czasopism. "Mamy co robić." pomyślałam. Przeglądając gazety, śmiałyśmy się ze strojów celebrytek. Megan obróciła kolejną stronę gazety, było tam zdjęcie Nialla. Skierowała dłoń na jego uśmiechnięte foto. Jak zaczarowana.
- Dlaczego nie pojedziesz do Londynu ze mną?- rzuciłam.
- Myślałam, że nie zapytasz.- zaśmiała się. Rozradowane zaczęłyśmy rozmyślać o tym, czy Niall ucieszy się na widok mojej przyjaciółki. Miałyśmy trochę zaległości, co do plotkowania i ogólnie rozmów. Opowiedziałam jej o Jade, Zaynie i Perrie, głowie Liama (o tym wypadku akurat huczały wszystkie media) i o aferze z Horanem. Rozgadałyśmy się na tyle, że zrobiło się późno i Meg postanowiła przenocować u mnie. Przebrane w piżamy, zeszłyśmy do kuchni, która była na parterze. Wyjęłyśmy chipsy z szafki i wzięłyśmy colę. Obładowane jeszcze toną innych słodyczy i wskoczyłyśmy pod koce, żeby obejrzeć ciekawy film. Okazał się jednak trochę mniej "ciekawy" i po pół godzinie już kimałyśmy. Obudziłam się wcześnie. Była może piąta nad ranem. We włączonym nadal telewizorze leciały akurat newsy na MTV. Przetarłam oczy, poprawiłam skołtunione włosy i zaczęłam wpatrywać się w ekran. Serce stanęło mi w miejscu i chciało mi się płakać, krzyczeć.
*Z perspektywy Harrego*
Jak najciszej wstałem i na stąpając po białym dywanie pospiesznie zacząłem się ubierać. Okropnie boląca głowa utrudniała mi skoordynowane ruchy, więc narobiłem trochę hałasu.
- Już wychodzisz? Może zostaniesz chociaż na śniadanie?..- blondynka spoglądała na mnie z niepościelonego łóżka. W pośpiechu zapiąłem bluzę i wybiegłem z jej mieszkania, rzucając tylko oschłe "nara". Założyłem szary kaptur na głowę i przeciwsłoneczne okulary, na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał mnie rozpoznać. Wysilałem się, wymyślając jakąś wymówkę na całonocną nieobecność. Zgubiłem się? Poszłem w odwiedziny do kuzyna? Zrezygnowany przekroczyłem próg apartamentu. Kocimi ruchami wbiegłem na schody, mając nadzieję, że nie zauważyli, że mnie nie było. Otwierałem już drzwi do swojego pokoju.
- Gdzie byłeś?- odwróciłem się i zobaczyłem Liama.
- Ja... No ten... W kinie.- ucieszony tym, że udało mi się odpowiedzieć, obróciłem się chwytając pozłacaną klamkę.
- A szczerze?
- Jak to... szczerze?- starałem się zachować kamienną twarz, ale moje oczy były przepełnione strachem. Payne wyjął z kieszeni komórkę i odtworzył krótki filmik. "Harry Styles ze sławnego boysbandu One Direction spędził wczorajszą noc w towarzystwie piosenkarki pop Taylor Swift" - a po tym seria zdjęć.
- Cholera...- szepnąłem przez zaciśnięte wargi. Usiadłem na podłodze, opierając się o beżową ścianę i chowając twarz w roztrzęsionych rękach.
- Ile razy mam ci do cholery powtarzać, że masz nie pić, bo zachowujesz się później jak ostatni idiota?!- wydarł się na mnie tak głośno, że z parteru przyleciała reszta chłopaków. To musiał być dziwny widok - płaczący ja, a nade mną zawsze miły Liam, który w tej chwili prawił mi kazanie, nieźle przy tym krzycząc i machając rękami we wszystkie strony. W końcu chyba opadł z sił, bo zamknął się i najzwyczajniej w świecie zszedł do salony ochłonąć. Czując na sobie dziwny wzrok pozostałej trójki, bez słowa wszedłem do pokoju. Tak jak myślałem - wszystkie media "analizowały" ten incydent. Wyłączyłem laptopa i telewizję i walnąłem na łóżko. Usłyszałem sygnał przychodzącego sms-a.
- Kurwa.
*Z perspektywy Amandy*
Zostałam sama w domu. Megan musiała już wracać, a rodzice pojechali na wycieczkę. Pierwszy raz mnie to cieszyło. O ile można to było nazwać szczęściem. Roztrzęsionymi dłońmi zaczęłam przeszukiwać kuchenne szuflady. Znalazłam. Niby nic, małe białe pudełeczko. A w nim zwykłe tabletki nasenne. Oparłam się o ścianę.
- Co ja robię?- zaczęłam płakać. Czy tak bardzo go kocham? Że chcę się zabić? Chwiejnym krokiem weszłam do łazienki. W ubraniach weszłam do kabiny prysznicowej i puściłam wodę. Szum wody zagłuszał choć trochę moje myśli. Tępo wpatrywałam się w pojedyncze krople ciepłej wody, spływające po szybie. Skierowałam dłoń w stronę niewielkiego srebrnego przedmiotu, który leżał przypadkiem obok mnie. "Czemu nie? I tak zaraz się zabiję"... Dziwnie się poczułam i przeszły mnie dreszcze. Dlaczego tak pomyślałam? Nie jestem psychopatką... Raczej... Kilka sekund później naokoło mnie było sporo krwi. Na koszulce i szortach widniały ciemnoczerwone plamy. Otrząsnęłam się i pospiesznie wstałam z ziemi. Zmyłam całą krew i owinęłam poharatane nadgarstki bandażem, który na szczęście znalazłam w szafce.
Spojrzałam w lustro. Pozostało mi w głowie jedynie pytanie, co się ze mną stało... Gdzie jest dawna Amanda. Wiecznie rechocząca z byle powodu, sympatyczna brunetka, która ostatnio swoje kontakty ograniczyła do... dziesięciu osób? Zmyłam rozmazany makijaż. Przebrałam się w jensowe spodenki i beżowy sweter z motywem sowy. Oczywiście, z długimi rękawami. Odwinęłam bandaże stwierdzając, że krew już nie leci. I co teraz? Miałam zamiar się zabić... Wstrząśnięta swoim zachowaniem, usiadłam za blatem w kuchni.
- Znowu się widzimy...- przekręciłam pudełko w ręce i je otworzyłam. Wysypałam całą zawartość przed siebie. Zaczęłam bawić się białymi tabletkami. Wyjęłam z lodówki puszkę piwa mojego taty. Położyłam je obok tabletek. Wszystko gotowe. Chwyciłam jedną z nich i powoli zaczęłam kierować ją w stronę moich ust. Pożegnałam się. Nawet z nim. Napisałam, że się więcej nie zobaczymy i było super... Taa.. "super". Ze łzami w oczach rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ktoś nagle gwałtownie trzasnął drzwiami. Stanął jak słup soli, kiedy mnie zobaczył. Zaczął płakać.
Chyba pierwszy raz widziałam, jak płacze. Podbiegł do mnie i objął. Przez jego szloch zrobiło mi się głupio. A chyba powinnam być na niego zła. Ale... uratował mnie od samobójstwa. Tak? Chwycił mnie za ręce.
- Auu! Puść mnie, boli!- krzyknęłam i wyrwałam się mu.
- Co boli?- spytał. Zgłupiałam. Przyznałam się. Podwinął rękawy swetra i zobaczył to... Leżące na stole lekarstwa i alkohol też nie umknęły jego uwadze.
- O mój Boże.- wyszeptał.- Zabiłbym cię... Ja... Przepraszam. Błagam. Wybacz mi. Jestem idiotą...- zaczął, gładząc moje dłonie. Łza popłynęła po moim policzku. Przytuliłam go.
- To ja byłam głupia. Nie wiem co mnie naszło...- patrzyłam mu w oczy. Przyglądał się ranom na nadgarstkach. Po serii błagań o wybaczenie pocałował mnie.
Drogi Pamiętniku!
Jakimś cudem jest to, że Harry zdążył przyjechać na czas. Jestem głupia. Chciałam zostawić Zayna, któremu obiecałam, że będę się nim opiekować. Chciałam zostawić Liama, który był dla mnie jak starszy brat. Zmusiłabym do histerii Nialla, który jest przecież wrażliwy. A Louis? Próbowałby rozbawić wszystkich, ale sam uznałby, że tym razem nie da rady i załamałby się. Nie wspominając już o Harrym, który poszedłby w moje ślady i zabił się, rozbijając zespół. Prawie zniszczyłam im przyszłość... Jestem pewna, że gdy wyruszę w trasę z chłopakami, to wszystko wróci do normy, a nawet będzie jeszcze lepiej.
***
Po bardzo długim czasie jest kolejny rozdział! Dziękuję tym, którzy cierpliwie czekali, bo nie miałam totalnie pomysłu, o czym pisać :(. Mam nadzieję, że się podoba! min. 5 komentarzy = rozdział 15. ♥



Codziennie wchodzę i patrzę czy czasem nie dodałaś rozdziału.! Ale jak już dodasz to mam taki uśmiecha na twarzy. :D i się zawsze zastanawiam jak ty to robisz że tak ładnie piszesz??
OdpowiedzUsuńsama nie wiem, jak to robię :D. ale miło, że tak Ci się podoba <3
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOw, se Natalia pisarkę jest ♥
OdpowiedzUsuń