Rozdział 12.
- Co to miało niby być?!- wbijałam wzrok w blondyna, który stał na środku pokoju z nieokreślonym wyrazem twarzy. Zaczął się jąkać, a ja wybiegłam za Harrym z pokoju. Powstrzymując łzy, usiłowałam dogonić chłopaka idącego wąską aleją za apartamentowcem. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale zdyszana chwyciłam go za dłoń. Przekręcił się w moją stronę i momentalnie odwrócił wzrok. Rozpłakałam się, przy okazji rozmazując makijaż. Najważniejsza osoba w moim życiu nie chciała nawet mnie widzieć. Spotkałam jego wzrok dopiero, gdy zaczęłam głośno szlochać. Przekrzywił twarz w grymasie i dostrzegłam na jego policzku pojedynczą łzę.
- Ja i Niall...- wstrzymałam oddech - Myślałam, że to ty... Przyszedł do mnie, twierdząc, że mu zimno i po prostu się przytulił...- jestem pewna, że mogłabym wytłumaczyć się mu lepiej, ale z trudem łapałam oddech. Nagle lunął deszcz. Harry pospiesznie okrył moje ramiona jego płaszczem.
- Rozchorujesz się jeszcze bardziej.- oznajmił z kamienną twarzą i objął mnie ramieniem prowadząc do domu. Bez życia usiadłam na kanapie. Za dwie godziny miałam wyjechać.
*z perspektywy Harrego*
Czekał na mnie w moim pokoju, siedząc na brzegu łóżka ze spuszczoną głową. Trzęsły mu się ręce. Podniósł się dopiero, kiedy kaszlnąłem. Niepewnie podszedł do mnie, pewnie w obawie, że coś mu zrobię. Spojrzał na mnie. Niall to wrażliwy chłopak, dostrzegłem łzy w jego oczach.
- Jest okej?- spytałem wkońcu, bo blondyn wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć.
- Nie jest okej. Skłóciłem was ze sobą.- odwrócił się do mnie plecami i zakrył twarz dłońmi. Objąłem go na znak zgody.
- Nie gniewam się. Muszę iść do niej.- powiedziałem. Nialler lekko się uśmiechnął, odwzajemniłem uśmiech i wyszłem z pokoju.
*z perspektywy Amandy*
Liam jak zwykle troszczył się o mnie, uparł się, że zawiezie mnie do domu Louisa. Czekałam już, rozwalona na siedzeniu w czarnym samochodzie, podczas gdy Li znosił z góry moje rzeczy. Przymknęłam oczy, by uniknąć rażącego słońca. Okulary spakowałam głęboko do walizki. Chłopak wsiadł do auta. Uścisnął moją dłoń. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to Harry. Nie wyglądał na kogoś rozgniewanego. Możliwe, że Niall wytłumaczył mu wszystko. Było dość dziwnie, rozmawialiśmy bez słów. Spojrzeniami. Oderwał wzrok dopiero, gdy w bramie ukazała się sylwetka Liama. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Oznaczało to, że wszystko jest jak dawniej, a nawet lepiej. Wysiadł z pojazdu, pomachał do Liama wielce rozradowany i zniknął za drzwiami.
'Farma' (lub czymkolwiek to było) rodziny Louisa była strasznie duża. Ładnie pomalowany, beżowy dom, nieco dalej drewniana stajnia, z której dochodziły odgłosy koni, mnóstwo kur na około, dwa biegające psy i niezliczona ilość kotów. W pobliżu stały dwa lub trzy domy, również w dość wiejskim klimacie. Posiadłość otaczało pełno malowniczych ścieżek, sadów, pól oraz lasów. Wszystko idealne. Daddy wniósł walizki do domu, a ja powędrowałam za nim, po drodze zgarniając na ręce ślicznego rudego kotka.
- Dzień dobry, witam!- do przedpokoju przybiegła pani Jay. Sympatyczna brunetka uściskała Liama tak mocno, że ten ledwo oddychał. Odkleiła się od niego i zlustrowała mnie od głowy do stóp.
- Ładna jesteś.- rzuciła, przyglądając mi się i wybuchłyśmy śmiechem. Mnie również uściskała.
- Pani też nieźle wygląda.- zachichotałyśmy.
- Liaś, kochanie ty moje, też zostaniesz z nami chwilkę, prawda? Ciocia da ci kakałka...- kontynuowała Jay, co Liamowi niezbyt się podobało. Przerwał to, informując, że chętnie posiedzi z nami do wieczora. Ja i Payno przywitaliśmy się z dziadkiem Lou oraz kuzynem Lou - Johnem. Wysoki blondyn o ciemnych oczach, wiecznie szczerzący jakże białe zęby. Liam został obdarowany ogromnym kubkiem obiecanego kakao, a ja dostałam herbatę. Po godzinie słuchania opowieści Keitha (dziadka Tomlinsona) byliśmy tak zanudzeni, że John zauważył to i zaproponował pozwiedzać okolicę konno. W podskokach wyszliśmy na dwór.
- Liaś, kochanie ty moje, umiesz jeździć na koniku, czy wolisz wrócić tam i napić się kakałka?- zaczęłam parodiować Jay, na co blondyn wybuchnął śmiechem.
- Umiem jeździć na koniku, a kakałka nie tknę przez miesiąc.- powiedział wysokim głosem. John zaprezentował nam mniej więcej, co mamy robić, by się nie uszkodzić podczas jazdy. Ja uważnie słuchałam, a Liam powtarzał tylko co chwilę "pff, po co to komu?". Dosiadł czarnego ogiera i ruszył galopem w kierunku jednej z ładniejszych ścieżek. My również poszliśmy w jego ślady.
- Liam, zwolnij!- krzyczał John. Chłopak rozpędził się tak, że nie mogliśmy go nawet dogonić.
- Nigdyyy!- obrócił głowę w naszą stronę nadal utrzymując szalone tempo. Chciałam krzyknąć, ale głos stanął mi w gardle. Payne z impetem właśnie walnął głową w gałąź i spadł z konia. Serce mi stanęło. Zsiadłam z białej klaczy i popędziłam w stronę nieprzytomnego chłopaka. Zaczęłam panicznie go szturchać i 'bić' po twarzy. W głowie miałam tylko "Liam obudź się, obudź się, obudź...". John dobiegł do nas. Usadził chłopaka na koniu i sam wsiadł na tego samego. Liam miał strasznie opuchnięte czoło. Ruszyliśmy w stronę domu.
Pani Tomlinson zrobiła niemałą awanturę biednemu Liamowi. On i tak niezbyt kontaktował, więc jemu było to obojętne. Założyłam mu opatrunek na głowę.
- Boli?- spytałam, patrząc na niego ze współczuciem.
- Jak myślisz? Ałł.- złapał się za głowę i położył na łóżku. Miałam zamiar powiedzieć coś głupiego, żeby poprawić mu humor, ale do pokoju weszła jakaś dziewczyna. Przedstawiła się jako Jade i powiedziała, że mama kazała jej przynieść dla Liama ciasto. Chłopak podniósł się i spojrzał na Jade badawczym wzrokiem.
- A czy my się w ogóle znamy?- spytał.
- Nie, po prostu robię to, co mi kazali.- odparła dziewczyna, kładąc tacę na stoliku.- A ty zostajesz tutaj podobno tydzień. Mieszkam w domu obok. Jeśli byś się nudziła, to chętnie ponudzę się razem z tobą.- uśmiechnęła się do mnie.
- Jasne. Do zobaczenia.- odwzajemniłam smajla i dziewczyna wyszła. Obserwowałam przez chwilę tego idiotę, który zaliczył bliskie spotkanie z drzewem. Najpierw zeżarł połowę ciasta, a później walnął się na łóżko. Stwierdziłam, że zasnął, więc wyszłam po cichu z pokoju.
- Ej. Jeszcze coś. Przywal ode mnie temu ślepemu koniowi.- wyszczerzył zęby.


Nie chciało mi się wszystkich rozdziałów komentować,ale wiedz,że od dziś będę na bierząco <3 Nie będę się narzucać z tą dedykacją rozdziału.Jeżeli będziesz miała ochotę to ja bym prosiła,ale nic na siłę.
OdpowiedzUsuńP.S.Proszę naucz mnie tak zajebiście pisać!!♥Kocham cię xx
dołączam się do komentarzu poprzedniego.! :D Piszesz zajebiście.!!!
OdpowiedzUsuń