Rozdział 2.
- Meg? Ile mamy jeszcze czekać?!- niecierpliwiłam się czekając na przyjaciółkę. Razem z Harrym siedzieliśmy w ustronnej kawiarence w Holmes Chapel.- Przepraszam cię, Amy, chyba dzisiaj się nie wyrobię.- odpowiedziała. Zdenerwowana rozłączyłam się. Spojrzałam na chłopaka siedzącego przede mną.
- Olała nas. Zostaliśmy sami.- oznajmiłam, na co on skinął głową.
- W takim razie mamy okazję do tego, by lepiej się poznać.- uśmiechnął się życzliwie. Zamówiliśmy dwa koktajle oraz parę kawałków czekoladowego ciasta.
- Więc może powiesz mi coś o sobie? Jakie jest twoje hobby, czym się interesujesz?- spytałam Loczka. Przez krótką chwilę zastanawiał się co powiedzieć.
- Od niedawna mam swój zespół. Gramy w garażu. Jest nas czwórka - ja, Will, Haydn i Nick. Może kiedyś ci ich przedstawię. Nazywamy się White Eskimo, a ja śpiewam.
- Naprawdę jesteś wokalistą?- nie ukrywałam sympatii do śpiewających chłopaków.
- Jestem. Dość amatorskim, ale staram się rozwijać.- uśmiechnął się- Teraz może ty coś powiesz?
- Ehmm... Nie mam o czym opowiadać.- zaśmiałam się- Jestem jedynaczką. Meggie, którą chciałam ci dziś przedstawić, jest moją "zapasową siostrą". Kocham malować, uwielbiam gorącą czekoladę i pluszowe misie.- zaczęliśmy chichotać. Siedzieliśmy w lokalu prawie cztery godziny, kiedy naszą rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Ze smutkiem stwierdziłam, że to moja mama, co oznaczało, że będę zmuszona wrócić do domu. Na dworze zaczęło się ściemniać, więc Harry stwierdził, że lepiej będzie, jeśli mnie odprowadzi.
Szliśmy spustoszałą uliczką. Po chwili Styles dostrzegł jakiegoś faceta idącego w pobliżu. Wziął mnie za rękę i zaczął niemal biec, co było dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Dotarliśmy do bardziej zaludnionego miejsca, gdzie chłopak mnie puścił i zatrzymał się, łapiąc oddech.
- Kto to był?- zdezorientowana spytałam.
- To on, jestem pewny. "Kolega", który niemal mnie zabił. Wtedy, w parku. Byłem mu winny trochę kasy i na nic się zdawały moje wytłumaczenia, że w piekarni nie zarabia się tyle, żeby spłacić taką kwotę w tydzień...- zamglonym wzrokiem spoglądał na drogę rozciągającą się przed nami. Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem. Zaczął mówić dalej.- Oddałem dość dużo pieniędzy na leczenie jednej dziewczynki, siostry mojej koleżanki, która ma raka. Niestety parę dni później okazało się, że zabrakło mi kasy na wpłatę na wycieczkę szkolną do Francji, więc pożyczyłem od niego. Bill. Jest tak niecierpliwy, że stwierdził, że pięć dni to już o wiele za dużo.- zbliżyłam się do niego i przytuliłam po koleżeńsku. Nieco poprawił mu się humor. Gdy staliśmy pod moim domem podziękował mi za miłe popołudnie i dał buziaka w policzek.
Wchodząc do domu zdziwiłam się, że jest tak cicho. Zaczęłam szukać mamy, otwierając każde drzwi po kolei. Zastałam ją w sypialni. Siedziała na fotelu z totalnie rozmazanym makijażem, trzymając w ręku kubek z gorącą herbatą.
- Mamo, wszystko OK?- podeszłam do niej i usiadłam na drugim brzegu fotela.
- Ojciec dzwonił. Powiedział, że na razie nie wróci, bo musi załatwić jakieś sprawy. Beznadziejna wymówka, prawda?- kolejna łza potoczyła się po jej bladym policzku- Kochanie... A co jeśli on już nie wróci już nigdy? Poradzimy sobie same?- przytuliłam ją.
- Nie bój się o to. Tato cię kocha i nigdy w życiu by cię nie opuścił.- uśmiechnęłam się do niej- Chodź na dół, zrobimy ciastka.- niechętnie w stała, po czym powędrowałyśmy do kuchni.
Wczesnym rankiem obudził mnie telefon od Harry'ego.
- Osochozi?- wymamrotałam do słuchawki.
- Spotkamy się dzisiaj? Chcę ci coś powiedzieć!- jego przepełniony radością głos przekonałby każdego.
- Jasne. O której?- zapamiętałam, że na godzinę 11:30 miałam się zjawić w parku.
Idąc wydeptaną ścieżką wypatrywałam chłopaka.
- Bu!- podskoczyłam. Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam rozpromienioną twarz Stylesa.
- Też się cieszę, że cię widzę.- zachichotałam- a więc, co było tak ważnego, że musiałam tu przyjść?- spojrzałam na niego badawczo.
- Za namową Willa i Haydna zdecydowałem się pójść do tegorocznej edycji X Factora!- szczerzył się w uśmiechu jak głupi.
- O mój Boże, Harry! Już trzymam kciuki! Kiedy wyjeżdżasz?- skakałam ze szczęścia.
- Za trzy dni. Oczywiście, jedziesz ze mną?- puścił mi oczko.
- Pewnie, że tak! Już się nie mogę doczekać!- teraz już oboje cieszyliśmy się jak debile, co skończyło się tym, że tarzaliśmy się po ziemi.
- Chwila. Spokój.- próbowałam opanować Styles'a. Zmęczeni okazywaniem radości patrzyliśmy teraz na chmury, leżąc na trawie. Chłopak spojrzał na mnie. Ja również patrzyłam na niego zdziwiona. Jego zielone tęczówki błądziły po moich oczach. Niepewnie przybliżył się do mnie i pocałował. Wstrząśnięta tą sytuacją odwzajemniłam pocałunek. Jego wargi w końcu oderwały się od moich.
- Chyba się zakochałem.
aaaaaaaaaa.! ale szybko . :D ale dobrze dobrze . :*
OdpowiedzUsuńnormalnie czytam i czytam. Piszesz tak że wyobrażam sobie Hazze i cb chodź cię widziałam tylko na zdjęciu profilowym a www... zakochałam się w twoich opowiadaniach.! ♥♥
OdpowiedzUsuńNaucz mnie pisac tak jak ty! *.* Skąd ty takie pomysły bierzesz?? :)) Kocham cię po prostu <3
OdpowiedzUsuń