piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 1.

Drogi Pamiętniku!
   Dawno nie czułam się tak podle jak dzisiaj... Właściwie to nigdy.  Mama pokłóciła się z ojcem. Wiem, że często się sprzeczają, ale tym razem wtrąciłam się też ja i dzięki MNIE tato spakował parę rzeczy i wyszedł. Nie wiemy na ile. Nie wiemy gdzie. Boję się, że rozbiłam ich małżeństwo... Co będzie, jeśli to prawda? Matka mnie znienawidzi i nie będę miała już nikogo prócz Meggie? 
                                                                  Amanda.

  Szłam niemal nieoświetlonym parkiem. Musiałam nawdychać się trochę świeżego powietrza. Miałam nadzieję, że pomoże mi się uspokoić. Niestety - w tym momencie nie pomogłaby nawet gorąca czekolada, która działała zawsze. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu - dochodziła pierwsza w nocy. Nie zdziwił mnie więc fakt, że na alejce nie było nikogo poza mną. Mimo tego czułam się coraz mniej komfortowo. W miarę jak oddalałam się, latarni było coraz mniej. W końcu stwierdziłam, że dalsza droga jest już całkowicie ciemna i zawróciłam. Otworzyłam już usta, chcąc krzyknąć, ale moje przerażenie było o tyle gwałtowne, że nie zdołałam wydać najmniejszego dźwięku. Pod niezadbanym żywopłotem, który rozrastał się już całkiem dziko, leżał chłopak. Nie rozważałam możliwości, iż jest najzwyczajniej w świecie pijany. Zbyt porządnie wyglądał. Próbowałam go obudzić - bez skutku. Po chwili z przerażeniem ujrzałam, że pod jego głową znajduje się niemała plama krwi. Bez zastanowienia zadzwoniłam po pogotowie. Czekając, minuty wydawały się ciągnąć godzinami. Gdy zjawiła się karetka, postanowiłam, że pojadę z chłopakiem do szpitala. Dlaczego miałabym tego nie zrobić? Możliwe, że uratowałam mu życie. Siedząc przy noszach w ambulansie przyglądałam się badawczo nastolatkowi. Brązowe, lokowane włosy, nieco niezgrabny nos. Ubrany był w jeansy, T-shirt z logiem zespołu, którego nie znałam i rozpiętą kraciastą koszulę. Nawet leżąc nieprzytomny, wydawał się być dużo przystojniejszy od większości chłopców.
    - Panno Perdward, pacjent się obudził.- potrząsał mną wysoki lekarz. Widocznie zasnęłam na szpitalnym korytarzu.
- W takim razie proszę mnie do niego zaprowadzić.- nieco zdenerwowana przed rozmową z brunetem, wstałam z krzesła. Facet w białym uniformie otworzył mi drzwi do niebieskiego pomieszczenia, w którym stało parę białych łóżek. W jednym z nich leżał zielonooki. Niepewnie zrobiłam krok do przodu, po czym lekarz zamknął za mną drzwi. 
- Usiądziesz?- zapytał nieco zachrypniętym głosem. Uśmiechnęłam się, skinęłam głową, po czym podeszłam do chłopaka siadając na brzegu materaca. Przez krótką chwilę lustrował mnie wzrokiem. Zorientowałam się, że robię to samo. Zaczęliśmy się śmiać, aż w pewnym momencie Lokers dostał napadu kaszlu.
- Okej, już, spokojnie.- próbowałam go opanować. Mimo to wyglądał zabawnie i nie mogłam powstrzymać chichotu.
- Jestem Harry.- odezwał się, posyłając mi najcudowniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam - Chciałem ci powiedzieć, że jestem ogromnie wdzięczny za uratowanie mi życia. Gdyby nie ty, albo leżałbym tam dalej, albo...- przerwał. Widząc jego zamglone oczy przedstawiłam się, żeby odciągnąć go od tego, o czym teraz myślał.
- Mam na imię Amanda. Możesz mi mówić Amy.- uśmiechnęłam się- Co się tam właściwie stało? - zżerała mnie ciekawość. Jednak Harry trochę spoważniał i widząc jego niepewną minę od razu zareagowałam - Może kiedy indziej mi opowiesz. Słuchaj, wpadnę tu popołudniu. Teraz muszę pójść do domu, bo na pewno się o mnie martwią. 
- To do zobaczenia. - świadomość, że jeszcze go odwiedzę, była dla niego pocieszająca. Otwierając drzwi pomachałam mu, na co on posłał mi kolejny zniewalający uśmiech.
      Mama wkurzona chodziła po kuchni, a ja próbowałam jej wytłumaczyć, że nic mi się nie stało i jestem cała, a moja całonocna nieobecność była spowodowana tym, że URATOWAŁAM ŻYCIE człowiekowi, który jest mi teraz wdzięczny i czeka na moje odwiedziny w szpitalu.
- Ty uratowałaś komuś życie?! Myślisz, że uwierzę w te bzdury?! Tu się mylisz! - krzyczała tak głośno, że mogłabym się założyć, że wszyscy sąsiedzi ją słyszeli.
- Jeśli na prawdę mi nie wierzysz, to chodź ze mną dzisiaj do niego. - zaproponowałam spokojnie. Ona patrzyła się na mnie przez chwilę jak na idiotkę, ale w końcu uległa.
- Prowadź. 
          Drogi Pamiętniku!
   Od dobrych dwóch godzin czekam na tym zasranym korytarzu na mamę, która plotkuje sobie z Harry'm! Ile można? O czym oni mogą rozmawiać tyle czasu?
    - Amanda! Zbieraj się! - zawołała mnie rodzicielka. Nie ukrywając mojego zdenerwowania pomaszerowałam w jej kierunku. Na parkingu popatrzyła mi się w oczy i zaczęła przemowę.
- Ten Harry jest niesamowity. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile on przeszedł w życiu. Powinnaś z nim porozmawiać, miał naprawdę ciekawe życie.
- Mamo, o czym ty mówisz? - popatrzyłam na nią lekceważącym wzrokiem pukając palcem w moje czoło.

      Kochany Pamiętniku!
   Niby nie przejęłam się tym, co mówiła mama, ale kto nie byłby ciekawy? W ogóle jak ona to robi, że wszyscy od razu zwierzają się jej z najskrytszych sekretów? Zaczynam się jej bać.
                                                     Amm. 

3 komentarze:

  1. kocham to opowiadanie . ♥ wciagnęło mnie już na początku . ^^ xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ty ładnie piszesz.! bez żadnych powtórzeń są tak ciekawe że czytam i czytam.!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam ten rozdział i nie mogę przestać czytać dalej.Piszesz tak ciekawie i tak wciągająco,że aż ci normalnie zazdroszczę.Też chciałabym umieć tak pisać <3

    OdpowiedzUsuń