czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 15.

    Minęły ze dwa miesiące. Trasa koncertowa była świetna! Niesamowita publiczność spełniająca marzenia. Na każdym koncercie, bez wyjątku, stałyśmy za kulisami. Danielle zachwycała się tym, jak Liamowi do twarzy w kraciastej koszuli, a Megan nadal nie potrafiła przełamać lody z Niallem. A co do Dani - była niezłą tancerką. Moje zdolności w porównaniu z nią były niczym. W każdym razie - patrzyłyśmy na koncert zza kurtyny. Tradycyjnie, nadeszła pora na twitterowe pytania.
- Czy macie dziewczyny?- przeczytał Liam. Spojrzał na Harrego.- Synu, spotykasz się z kimś?- uśmiechnął się złośliwie. Styles stał przez chwilę kiwając się. Wolnym ruchem podniósł mikrofon na wysokość jego ust. Rozejrzał się po publiczności.
- Nie jestem pewny, czy ją znacie. Pewnie nie. Ale jest tutaj z nami.- powiedział powoli. - Chcecie ją zobaczyć?- rozległy się ogłuszające krzyki i Megan pchnęła mnie w stronę sceny. Oślepiona jasnymi reflektorami niepewnym krokiem ruszyłam w stronę Harrego, który wyciągnął rękę w moją stronę. Cała czerwona pomachałam do fanek, a mój chłopak objął mnie i pocałował w policzek. Kazał mi usiąść na tej dość brzydkiej kanapie, która zawsze była na środku sceny. Posłuchałam go i wtedy zaczął śpiewać do mnie "Moments". Myślałam, że się rozpłaczę. Przytuliłam go i zeszłam ze sceny, uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Boże, jakie ty masz szczęście.- Meg patrzyła na mnie jak zaczarowana. Właściwie, nie na mnie, tylko na Nialla...
- Kiedy w końcu mu powiesz, że ci się podoba?
- Że co?- spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Wiem swoje. On też cię lubi, więc nie masz nic do stracenia.- uśmiechnęłam się, a u dziewczyny pojawiły się iskierki w oczach.
    


*z perspektywy Megan*

    W pokoju było już całkiem ciemno. Leżałam chyba cztery godziny ze słuchawkami na uszach. Żeby nie myśleć. Usłyszałam jakiś szelest i gwałtownie zerwałam się z łóżka.
- Hej.- odezwał się Niall, a ja podskoczyłam.
- Przestraszyłam się, zapukaj następnym razem.- ledwo widziałam zarysy jego sylwetki. Panował mrok, było już późno. Słabe światło odbijało się w niebieskich tęczówkach blondyna. Wpatrzona w niego, nie powiedziałam słowa. Spoczął na fotelu.
- Obrazisz się, jeśli cię pocałuję?- spojrzał na mnie lekko skrępowany.
- Nie wiem. Możemy się przekonać.- odparłam, przygryzając wargę. Chłopak podniósł wzrok z podłogi. Nieśmiało usiadł obok mnie. Położył zimną dłoń na moim policzku. Zbliżył się do mnie tak, że mogłam poczuć jego ciepły oddech na szyi. Zadrżałam. Sekundę później delikatnie całował moje usta. Objęłam go i odwzajemniłam pocałunek. Minęły dwie minuty, kiedy oderwał się ode mnie i wpatrzony w moje oczy, lekko się uśmiechnął. Również nie ukrywałam tego, że byłam szczęśliwa i z promiennym uśmiechem na twarzy przytuliłam się do Nialla.



*z perspektywy Amandy*

   Każdy miał w hotelu osobny pokój. I każdy miał coś do roboty. Dlatego siedziałam sama, z kubkiem kakao w zimnych rękach. Czytałam książkę, o jakichś wampirach. Z transu wyrwał mnie sygnał przychodzącego sms-a. Kto o tej porze mógł do mnie pisać? Zdziwiłam się, kiedy dostrzegłam, że to Zayn. 'Przyjdź tutaj'. Z tak krótkiej wiadomości nie dało się niczego wywnioskować, ale on nie prosiłby mnie o coś bez powodu. Założyłam botki na nogi i popędziłam przez korytarz do pokoju Zayna, który był piętro niżej. Przed białymi drzwiami wzięłam głęboki oddech i zapukałam. Cisza. Za drugim razem to samo. Pchnęłam klamkę i bezszelestnie weszłam do środka.
- Zayn?- nikt się nie odezwał. W pokoju był niezły burdel, a na stole...- Cholera, skąd to masz?- powiedziałam przez łzy, biorąc do ręki foliową torebkę. Dopiero teraz dosłyszałam stłumiony szloch. Na niepościelonym łóżku leżał chłopak. Podbiegłam do niego i usiadłam obok. Bez słowa położyłam się obok bruneta i objęłam go. Minęło sporo czasu, zanim podniósł się i pokazał wiadomość, którą otrzymał. Zamarłam.
- Boże... Tak mi przykro.- po policzku spłynęła mi łza i ponownie objęłam chłopaka.



    Zayn zasnął na moich kolanach. Delikatnie głaskałam go po głowie, co jakiś czas odgarniając niesforny kosmyk włosów z jego czoła. Czułam, że jego policzki są nadal mokre od łez. Zastanawiałam się, jak długo zajmie mu otrzaśnięcie się z tej sytuacji. Był bardzo blisko z dziadkiem, kochał go. Jeszcze bardziej martwiłam się o to, czy nie stanie się narkomanem. To byłoby okropne. Jeszcze raz spojrzałam na biały proszek leżący na stole. A obiecywałam sobie, że będę się nim opiekować. Jak bratem. Czułam się za niego odpowiedzialna, bo ostatnimi czasy na prawdę staliśmy się jak rodzeństwo. Wiedziałam, że tylko ja mogę odciągnąć go od narkotyków. Chciałam z nim już porozmawiać, ale był oszołomiony śmiercią dziadka. Kiedy się obudzi, zapewne nadal będzie w szoku, ale przytomniejszy. Moje powieki stawały się coraz cięższe i najchętniej zasnęłabym. Jednak przyglądałam się zarysom twarzy bruneta, ledwo widocznym w ciemności. Zgrabny nos, idealne kości policzkowe i na wpół otwarte malinowe usta. Chłopak idealny - Perrie to szczęściara, pomyślałam. Wtedy uświadomiłam sobie, że na prawdę jestem dla Zayna kimś ważnym. Skoro tylko mi się zwierza i potrafi przy mnie płakać, musi mieć do mnie zaufanie większe niż do reszty chłopaków czy Pezz. Zrobiło mi się jakoś... ciepło na sercu. Uśmiechnęłam się do samej siebie i zasnęłam, przytulona do Zayna.
    Świtało, kiedy obudziłam się, czując na sobie wzrok chłopaka. Jego oczy nadal były podkrążone, a wyraz twarzy trudny do zdefiniowania. Podniosłam się, przeczesując swoje lokowane włosy ręką i ziewnęłam.
- Chcesz kawy?- spytałam lekko zachrypniętym głosem. Pokiwał głową. Bardzo chciałam z nim porozmawiać, ale odwlekałam to, może ze strachu. Ospale powędrowałam do niewielkiej kuchni i przygotowałam dwa kubki gorącego napoju. Trzymając oba w rękach, chciałam wyjść do dużego pokoju, ale przejście zatorował mi Zayn, opierając się o ramę drzwi.
- Pogadamy?- powiedział cicho, lekko załamującym się od płaczu głosem.
- Jasne.- uśmiechnęłam się. Spadł mi kamień z serca, że to on zaczął. Wolnym krokiem usiadł na blacie obok mnie i nabrał powietrza.
- Ja... Nie wiem, dlaczego znowu to robię... Ale nie chcę, żebyś martwiła się przeze mnie, bo to byłoby najgorsze uczucie na świecie. Kocham Cię i nie chcę zawracać ci głowy własnymi problemami. Wybacz mi.- po jego opalonym policzku spłynęła pojedyncza łza. Chwyciłam jego roztrzęsioną rękę.
- To nie twoja wina. Też cię kocham i dlatego staram się ciebie wspierać. Jesteś dla mnie ważny, więc już zawsze będę się o ciebie troszczyć.- pogłaskałam go po policzku.
- Nie będę więcej nic brał, obiecuję. Nie chciałem, ale to było silniejsze ode mnie.- rozkleił się.
- Nie musisz mi się spowiadać!- uśmiechnęłam się.- Jest już dość późno, więc ubierz się, ogarnij i widzimy się na śniadaniu. Chłopaki pewnie już tam czekają.- pocałowałam jego policzek i wyszłam z mieszkania.
    Byłam wykończona. A przed Zaynem stało jeszcze jedno wyzwanie - powiedzieć reszcie o dziadku. Na pewno nie obejdzie się bez płaczu, ale to silny chłopak. Po prostu o tym nie wie.

   Drogi Pamiętniku!
   Nadal nie mogę uwierzyć, że to już dwa lata odkąd istnieje One Direction. Były to dwa najlepsze lata mojego życia i jestem bardzo szczęśliwa. Za chłopcami wielkie sukcesy! Jak na przykład nominacja do BRITs, kolejny album, co wiązało się z Take Me Home Tour. Mnóstwo biletów wyprzedanych, a do rozpoczęcia zostały jakieś cztery miesiące. Miliony fanów na całym świecie! Jest to dla mnie dość krępujące,. Wszędzie, gdzie pójdę z Harrym, chodzi za nami pełno paparazzi. I - tak - nadal jesteśmy razem. Rocznicę mieliśmy parę dni temu. Nie mogę uwierzyć, jak wiele w życiu człowieka może zmienić znalezienie kogoś nieprzytomnego pod krzakiem!
                                                     Amanda

   *z perspektywy Nialla*

   Paul zawołał nas do biura, chcąc nam przekazać coś ważnego. Podekscytowani ruszyliśmy w stronę gabinetu. Siedział tam, z bananem na twarzy. Był chyba jedynym członkiem Modest!, którego lubiłem. Był dla nas jak wujek! Usiedliśmy ściśnięci na kanapie.
- Chłopcy - uśmiechnął się i zatrzepotał rzęsami - MADISON SQUARE GARDEN PRZED NAMI! - wydarł się na cały głos. Wszyscy mieliśmy wytrzeszczone oczy i opadnięte szczęki.
- Ż-że co ty po-powiedziałeś?- Liam był zdumiony.
- To, co słyszałeś! Za dwa tygodnie śpiewacie na MSG, bilety już są w sprzedaży!- krzyknął jeszcze raz, sprawiało mu to wielką przyjemność. Zayn, który ostatnio stał się lekko przewrażliwiony popłakał się jak dziecko. Harry, jak przystało na idealną matkę, przytulał Malika, głaszcząc go po głowie. W podskokach wybiegliśmy z sali, chwytając za telefony. Liam od razu wykręcił numer Danielle, Louis wrzeszczał przez słuchawkę do Eleanor, ja zadzwoniłem do Megan, Harry do mamy, a Zayn... Nie, nie przesłyszałem się - do Amy! Byłem pewny, że pierwszą poinformuje Perrie. Pewnie czysty przypadek.
  
   *z perspektywy Amandy*

   Cieszyłam się z ich szczęścia, ale nie byłam zadowolona z jednej rzeczy - hejty, które zwykle były kierowane do mojej osoby, teraz się nasiliły. "Na MSG Larry się ujawni!", "Koniec udawania, Amanda!". Zabolało mnie serce, serio. Tak mocno, że popłakałam się natychmiast. Nie zważając na rozmazany makijaż, od razu włączyłam kamerkę i podałam na Twitterze link do mojego twitcama. Nie przestając płakać, obserwowałam rosnącą liczbę oglądających. Było ich około dziesięciu tysięcy, a nadal przybywało. Targały mną mieszane uczucia. Widziałam wiadomość typu "Dlaczego płaczesz, kochana? xx" - na chwilę zrobiło mi się miło, że ktoś o mnie się martwi. Ale chwilę później pojawiało się pięć innych. "Spierdalaj z naszego życia. I tak wiemy, że jesteś tylko przykrywką Larrego!". Opanowałam na moment szloch.
- Wow, dużo was tutaj. Pewnie i tak nie chcecie wiedzieć, co mam do powiedzenia, bo widzę, że nie przepadacie za mną... Chcę tylko, żebyście wiedziały, że Harrego znam dłużej niż Louis. Ohh, nie opowiem wam tej historii, management zabronił, ale jestem pewna, że Harry i tak kiedyś o tym opowie w jakimś wywiadzie...- na chwilę na moich ustach zagościł grymas przypominający uśmiech- Kocham go. Nikt nie zabrania wam wierzyć w Larrego, ale uszanujcie mój i Harrego związek. To tak wiele? Nie wiecie, jak się czuję, kiedy czytam opryskliwe komentarze na mój temat i mogę się założyć, że nie chcecie wiedzieć, bo to straszne uczucie. Chce ci się cały czas płakać, zabić się. Coś niszczy cię od środka.- znów łzy zaczęły spływać po moich czarnych przez tusz policzkach. - Sama jestem Directioner i wiem, że jest nas wiele. I znoszę te wszystkie hejty, tysiące fanek chcących pocałować Harrego. Byłam z nim od początku, wspierałam go jeszcze jako solistę w X Factor i myślę, że zasługuję chociaż na akceptację. Także, to jest powód, dla którego płaczę. Nie starajcie się na siłę niszczyć naszej miłości, bo zapewniam, że długo nad nami jako parą pracowaliśmy, i nie było łatwo zostać razem aż do dziś. Wiem, przynudzam, ale wiecie teraz, o czym myślę każdego dnia. Trzymajcie się.- posłałam na koniec nieśmiały uśmiech i zatrzasnęłam laptopa.
    Przeszywającą od dziesięciu minut ciszę przerwał Liam, który wparował do pokoju z laptopem, mając na wyświetlaczu nagranie z twitcama.
- Dobrze zrobiłaś.- usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.- Chociaż te czarne smugi pod oczami nie wyglądają za fajnie.- zaśmialiśmy się. Chłopak usiłował zetrzeć z moich policzków makijaż ręcznikiem.
- Dziękuję- uniosłam kąciki ust.
- Nie chcesz go stracić, prawda?
- Pamiętam jeszcze, jak się czułam, kiedy mój tato nagle wybiegł z domu, trzymając torbę podróżną w ręku. Po kłótni z mamą, mówiłam ci już kiedyś o tym. I to jest właśnie jedno z tych cholernych uczuć, o których zapominasz, ale one dalej tam są, w środku, i sprawiają, że masz całkiem inne nastawienie. Dlatego staram się być idealna, żeby mieć Harrego przy sobie do końca życia.
- Nikt nie jest idealny.
- On tak.- położyłam głowę na kremowej poduszce, wpatrując się w sufit. Liam również położył się.
- Chyba zaczynam rozumieć, o czym mówisz. Gdyby Danielle nie dała mi drugiej szansy, zapewne byłbym wrakiem człowieka.- zaśmiał się cicho, po wypowiedzeniu tego zdania. Ale tak by było. I o tym wiedział.
    Dzień później, kiedy zalogowałam się na Twittera - tak jak się domyślałam - wszędzie było pełno mnie. Mimo to nie żałowałam tego twitcama. Bardzo możliwe, że parę osób jednak zaczęło spostrzegać mnie inaczej. Ku mojemu zdziwieniu - tylko nieliczni nie zmienili poglądów, co do mnie. Wśród mojego twitcama wędrował również drugi filmik - totalnie przypadkowo. Liam zapomniał, że ma włączoną kamerkę w laptopie i tak oto, ktoś wykradł filmik, na którym widać jedynie na początku tors Liama, trzymającego komputer, idącego do mojego pokoju. Kiedy położył go na łóżku, widoczność ograniczyła się do połowy twarzy Liama i moich skarpetek. Ale rozmowę było słychać. Na wszystkich fanpage'ach widniały zacytowane moje słowa: "To jest jedno z tych cholernych uczuć, o których zapominasz, ale one dalej tam są, w środku, i sprawiają, że masz całkiem inne nastawienie". Byłam totalnie wystraszona. W tych oto dwóch filmikach, które były dosłownie WSZĘDZIE, mówiłam o Harrym to, czego nigdy ode mnie nie usłyszał. Rozczesałam włosy, ubrałam się i potruchtałam do pokoju Stylesa. Drzwi były otwarte, ale w środku nikogo. Pomyślałam, że skoro zostawił otwarte drzwi, wróci za chwilę, więc usiadłam na fotelu w rogi pokoju i postanowiłam na niego poczekać.
  
   *z perspektywy Harrego*



    Czułem się podle, sam nie wiem, czemu to robiłem, ale do Louisa zawsze coś mnie przyciągało. Wiem... To nie wystarczający powód do tego, żeby całować się i obściskiwać w pokoju. Zatrzasnąłem za nami drzwi i od razu wpiłem się w jego wargi. Dopiero po pięciu minutach spostrzegłem Amandę, która stała w rogu pokoju, całkiem rozkojarzona, robiąc nam zdjęcia.
- To nie tak...- niemal rzuciłem Louisem o ścianę, starając się wybrnąć z tej beznadziejnej sytuacji.
- Pierdol się.- zapłakana Amy wybiegła z pokoju, trzymając w ręku telefon ze zdjęciami.
   Usiadłem na kanapie, chowając twarz w dłoniach. Tomlinson chwycił za laptopa. Wydał dziwny okrzyk i pokazał mi zdjęcie. Amy zdążyła już nas skompromitować, wstawiając do sieci zdjęcie całującego się mnie i Louisa. "Miałyście racje... Przepraszam, że nie chciałam wam uwierzyć, że ktoś kogo kochałam, może okazać się takim dupkiem... Wypadałoby się z Wami pożegnać, zanim odejdę, więc dziękuję, że chociaż przez ten krótki czas byłyście po mojej stronie xx." myślałem, że zemdleję, kiedy przeczytałem ten opis. Wiedziałem, do czego jest zdolna. Tym razem mogła na prawdę zrobić sobie krzywdę.

********************************************************************************

Po długim czasie jest kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się podoba i błagam, piszcie w komentarzach, czy opowiadanie ma się kończyć dobrze czy źle. To chyba przedostatni rozdział. Jeśli chcecie, żebym jeszcze trochę to pociągnęła, to piszcie w komentarzach :> xx

5 komentarzy:

  1. Jak zwykle cudnie piszesz.! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę napisz następny rozdział.!!! I niech się skończy to nie wiem chyba dobrze albo źle no nie wiem nie umiem wybrać bo jestem Larry Shippers. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń